Bałkany 2014. Część 2 – wszystkie drogi do Valbony są kręte

10 sierpień 2014 Czyli o tym, jak dojechać do Doliny Valbony i nie zwymiotować 😉

W trakcie nocy spędzonej w Kiance dość często się budzimy. A to ze snu wyciągają nas przejeżdżające przez trasę auta, a to wpadające przez uchylone okno komary. Koło 6:30 decydujemy się na poranny rytuał ogarniania. Kiedy wywlekamy się z auta okazuje się, że mamy z naszego noclegu piękny widok na dolinę, która o poranku zasnuta jest wyjątkowo fotogeniczną mgłą. Przygotowuję śniadanie, a Marek ogarnia Kiankę. Jemy posiłek z widokiem na góry i dolinę, która powoli odsłania się spod białej, mglistej pierzyny. Jest pięknie, ale mimo wczesnej pory robi się naprawdę ciepło. Na pamiątkę tego pierwszego podczas wyprawy noclegu, przyklejam blogową nalepkę na znaku drogowym. Przed 8 wyruszamy w trasę.

Poranny widok

okolice Focy

Akt wandalizmu 😛

Bałkany

Droga wije się po górach, przechodzi przez tunele, wiedzie wzdłuż górskich potoków. W Focy karmimy Kiankę na stacji benzynowej, na której okazuje się, że brak 95tki. Za to 98 kosztuje tylko 5.12zł, więc nie narzekamy zbytnio i oczywiście tankujemy droższą benzynę (która i tak jest tańsza niż u nas w kraju). Opuszczamy Focę i bardzo wąską drogą, która niemiłosiernie wije się wśród wzgórz, docieramy do przejścia granicznego Scepan Polje. Wcześniej mijamy Camp Hum, w którym mieliśmy okazję nocować w zeszłym roku, podczas powrotu do Polski. Granicę z BiH przekraczamy ekspresowo, za tu utykamy na czarnogórskim przejściu, gdzie trwa akurat zmiana warty. Generalnie nikomu się nie spieszyło, a pogranicznicy z dużą dozą wdzięku ignorowali coraz bardziej wydłużającą się kolejkę od strony Bośni. Wszystkim pozostaje cierpliwie czekać i przyglądać się, jak umundurowani Czarnogórcy dostojnie spacerują między budynkami. W końcu zostajemy przepuszczeni i możemy jechać dalej. Tym razem podążamy wzdłuż Kanionu Pivy, który zachwyca nas swoją malowniczością. Droga jest naprawdę widokowa – góry, tunele, rzeka, most usytuowany wysoko nad doliną, robiący niesamowite wrażenie. W zeszłym roku ominęliśmy tę trasę, ale w tym roku nadrobiliśmy zaległości i powiem szczerze, że było warto. Na dłuższy postój fotograficzny zatrzymujemy się przy tamie. Powoli staje się naszą tradycją, że wyjazd rozpoczynamy od jakiejś tamy (w 2013 była to tama przy Trasie Transfogarskiej). Budowla robi oczywiście wrażenie – ogromne ilości betonu, które wcinają się w głąb przepaścistej doliny. Kiedy spacerujemy po tamie, wyskakuje na nas z krzykiem ochroniarz, opieprzając że spacerujemy wzdłuż drogi i przegania nas do auta. Rzeczywiście, obok miejsca, w którym zaparkowaliśmy, stała tabliczka zabraniająca wszystkiego – parkowania, łowienia ryb, chodzenia itd.

Niski mosteczek

kanion Pivy

Głęboka dolina

Kanion Pivy

Tama w pełnej krasie

Tama kanion Pivy

Tama w kanionie Pivy

Ruszamy zatem dalej. Mijamy Plużine i sielskie, pełne pagórków i szerokich łąk tereny przed Niksicem. Gdy mijamy miasto piwa „Niekrzycz”, kierujemy się w stronę Podgoricy. Przez czarnogórską stolicę jedynie przemykamy i kierujemy się znaną nam już drogą do przejścia granicznego. A tam natrafiamy na sporą kolejkę, co w szczególności mnie cieszy, gdyż jest prawie południe, a słońce oczywiście świeci z mojej strony. Siedzę, pot leje mi się po plecach i zaczynam się zastanawiać, co ja robię w tych ciepłych krajach. Po ok. 30-40min czekania możemy wjechać do Albanii. Panujące tu te temperatury skłaniają nas do zatrzymania się nad Jeziorem Shkoderskim i krótkie orzeźwienie w jego wodach. I tak już wiemy, że nie zdążymy do salonu Vadafone w Shkodrze, gdzie planowaliśmy zakupić internet. Zatrzymujemy się więc tuż obok campingu, z okolic którego zostaliśmy przepędzeni pewnej nocy w 2013. Jakież jest nasze zdziwienie, gdy po wejściu do jeziora okazuje się, że ma ono temperaturę ciepłej zupy i wcale nas nie chłodzi. Mimo wszystko kąpiel pozwala nam zapomnieć o tym, że jest jakieś 40 stopni w cieniu.

W Jeziorze Shkoderskim

Jezioro Shkoderskie

Po krótkim odpoczynku jedziemy do Shkodry. Tam oczywiście panuje sjesta, więc większość biznesów jest zamknięta na cztery spusty. Na szczęście otwarte są kantory, więc w jednym z nich wymieniamy euro na leki. Usiłujemy też kupić internet, ale okazuje się, że jest do mission impossible. Zasadniczo wszystko sprowadza się do dwóch spraw:

– Albańczycy nie gadają po angielsku i nie do końca rozumieją, o co nam w ogóle chodzi;

– ci, którzy jako tako mówią po angielsku, kierują nas do salonu Vodafone, który o tej porze i tak jest zamknięty (godziny otwarcia to 8-13 i 17-20). Niestety my nie możemy zostać w Shkodrze do 17, bo czeka nas jeszcze długa droga do Valbony (wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze JAK długa). Spacerujemy zatem chwilę po mieście, które w przeciągu dwóch lat mocno się zmieniło. Trwające remonty dróg w centrum zostały zakończone, dzięki czemu w Shkodrze panuje większy ład, a architektura miasta stała się bardziej widoczna dzięki temu, że nie przysłaniają jej tumany kurzu. Warto też dodać, że dwa lata temu nie było w tym mieście ani jednego bankomatu, teraz jest ich wiele, na każdym kroku na jakiś można się natknąć. Przed odjazdem robimy większe zakupy w markecie samoobsługowym (wcześniej też ich nie było) i po 16 wyjeżdżamy do Valbony. Według Google Maps trasa powinna nam zająć 4h. Hmm…

W Shkodrze

Shkodra

Sjesta Time!

Shkodra sjesta

Na rowerze przewieźć można wszystko!

Shkodra

Sklep z zabawkami

Shkodra

Ostatnia fotka przed odjazdem ze Shkodry

Shkodra

Najpierw ze Shkodry kierujemy się drogą SH5 do Puke, a stamtąd do Fushe Arrez . Trasa jest oczywiście niesamowicie widokowa, ale też wąska, kręta i występują na niej chwilowe braki asfaltu. Nie jedziemy zbyt szybko, gdyż po prostu nie da się inaczej. Za Fushe Arrez odbijamy w drogę wiodącą do Bajram Curri. Tabliczka na rozwidleniu wskazuje magiczną cyfrę 73km. Nie był to niestety nr drogi, jak wcześniej zakładałam. Droga ta może by nam się spodobała, gdyby nie to, że było już późno, a ona nie miała końca. Nie jest to jednak trasa dla osób, mających chorobę morską lub lokomocyjną, gdyż nie ma na niej praktycznie w ogóle prostych odcinków. Ciągle są zakręty, a za kolejnym zakrętem jeszcze większy zakręt. Oj, może się zakręcić w głowie. Kiedy zapadł zmrok, trasa zrobiła się jeszcze mniej przyjazna. Ja powoli zaczynam się stresować, ale na szczęście nie musimy się na tej drodze z nikim mijać, gdyż jedziemy cały czas sami. Mimo wszystko przed każdym kolejnym zakrętem ja mam stan przedzawałowy. Na to wszystko Marek nagle staje się wielkim obrońcą zwierząt, gdyż zaczyna co chwilę ostro hamować twierdząc, że widział zajączka.

Widoki z trasy

Albania

Albania góry

Na moście w Gomsiqe Eperme

Gomsiqe Eperme

Gomsiqe Eperme

Gdy docieramy do Bajram Curri jest 21. Odnajdujemy strzałki kierujące do Valbony i z lekkim zdziwieniem odkrywamy, że nie wiedzie do niej asfalt. Oglądając zdjęcia z samej Valbony, widzieliśmy, iż jest tam normalna, asfaltowa droga. Jednak do samej miejscowości, trasa jest właśnie przebudowywana, więc jedzie się po szutrze. Suniemy zatem wolno do góry, telepiącą się na wybojach Kianką, wśród mijających nas co chwilka terenówek. Powoli oby dwoje mamy dość jeżdżenia i chcemy po prostu odpocząć. Nagle, za Dragobi pojawia się piękna, asfaltowa nawierzchnia i wszyscy, łącznie z Kianką, oddychamy z ulgą.

Wieczorne górskie i chmurne zdjęcie

Albania

W samej Valbonie witają nas liczne szyldy i drogowskazy do kolejnych restauracji, campingów i hoteli. Jest tam tego naprawdę dużo, ale w nocy człowiek nie do końca chce rozmyślać nad tym, co wybrać. Usiłujemy znaleźć camping/pensjonat prowadzony przez Amerykankę Catherinę, z którą mailowałam przed wyjazdem. Oczywiście jednak nie zanotowałam sobie nazwy jej ośrodka, więc było to trochę jak szukanie igły w stogu siana. Ostatecznie, po krótkich poszukiwaniach i rozeznaniu w terenie wracamy do jednego z miejsc, które jakoś najbardziej wpadło nam w oko. Kiedy pytamy się w dość zatłoczonej restauracji o camping, okazuje się, że jest on za darmo. Jest sporo płaskiego placu, na którym można spokojnie rozbić namiot, jest dostęp do wody i toalet. No i co najważniejsze, nie trzeba za to płacić. Choć knajpka kusi nas swoją ofertą, to jednak bardziej niż o jedzeniu, marzymy o tym aby pójść spać. Rozstawiamy zatem namiot i szybko znikamy w jego wnętrzu.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Bałkany 2014. Część 2 – wszystkie drogi do Valbony są kręte

    • Generalnie przed wyjazdem doczytaliśmy, że do samej Valbony nie ma asfaltu, za to jest w samej wsi. Tyle tylko, że jak się spędza w aucie dwa długie dni, to człowiek ma z tyłu głowy taką myśl, że może jednak Albańczycy w międzyczasie położyli już tam asfalt. Zresztą należy wziąć pod uwagę, że nocą wszystko gorzej, straszniej i groźniej wygląda. Bo jak jechaliśmy tam w ciągu dnia, to oprócz kurzu, nic nam nie przeszkadzało. A co do samej drogi – asfalt na niej kiedyś będzie, ale ponieważ nadal trochę się osuwa i jest podmywana, Albańczycy czekają na odpowiedni moment, kiedy już droga osiądzie i wtedy ją wyasfaltują. Zasadniczo jednak nawierzchnia szutrowa nadaje się dla każdego auta, więc nie ma się czego obawiać.

  1. Pingback: Jak dotrzeć do Valbony? Poradnik | BAŁKANY według RUDEJ
  2. Oj, nie lubię takich „zarzynkowych” dojazdów. Nawet perspektywa czasu nie sprawia, że je miło wspominam…

    Valbona i nam się marzy, ale pewnie będzie bardzo turystycznym miejscem, zanim się tam wybierzemy…

    • Valbona już jest turystyczna,ale ponieważ jest to lekki koniec świata to nie ma tam tłumów.Wziąć też trzeba pod uwagę,że jest to duża dolina i ci wszyscy turyści rozchodzą się po sporym terenie,w efekcie nie zachodzi obawa,że po górach będzie się chodzić w tłumie.Druga kwestia jest taka,że Albanczycy po górach praktycznie nie chodzą i do Valbony przyjeżdżają na camping,jako formę odpoczynku i co najwyżej spacerują po dolinie lub tam gdzie się da dojeżdżają autami.Także główny ruch w Valbonie robią zagraniczni turyści.

  3. Pingback: Ceny w Albanii | BAŁKANY według RUDEJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s