Bałkany 2013. Część 12 – wszystkie drogi prowadzą do Kotoru i nie tylko

22 sierpień 2013

Tak jakoś wychodzi, że za każdym razem, gdy jestem na Bałkanach, to odwiedzam Kotor. I tym razem nie mogło być inaczej. Z Zatoki Jaz udajemy się właśnie do Kotoru, przede wszystkim by złapać darmowe wifi, które w tym mieście jest wyjątkowo łatwo dostępne (wystarczy usiąść przy głównej bramie, wiodącej na starówkę). Z racji tego, że sierpień to jednak nadal szczyt sezonu, w Kotorze kłębią się tłumy turystów, m.in. również dlatego, że na nabrzeżu „zaparkowane” są gigantyczne statki wycieczkowe. Oprócz nich, zacumowane są wyglądające na drogie żaglówki i motorówki.

Kotorska starówka

Kotor

Czytaj dalej

Reklamy

Bałkany 2013. Część 11 – dawno nas tu nie było, czyli znów w Czarnogórze

21 sierpień 2013

Po mocno nieprzespanej i burzowej nocy już o 6 jesteśmy na nogach. Jest pochmurno, a nad górami szaro i jakoś tak mało zachęcająco. Ogarniamy Kiankę i decydujemy się jechać do Czarnogóry. Najzabawniejsze jest to, że absolutnie nie planowaliśmy odwiedzania tego kraju. Nie mieliśmy ze sobą ani mapy, ani przewodnika, wielkie nic. Uznaliśmy, że Albania nie chce nas już na swoim terytorium, więc należy zmienić destynację.

Dalsze suszenie po wczorajszej burzy

Kianka

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Częśc 9 – śnieg, deszcz i burza w Czarnogórze

19.04.2012  Budzi nas dźwięk uderzających o Kiankę kropel deszczu. Znów to samo. Czy ta pogoda nie może się ogarnąć? W głowie aż huczy mi od mało cenzuralnych sformułowań na ten temat.

Jemy śniadanie, dokonujemy tradycyjnego ogarniania siebie i Kianki. O dziwo mimo deszczu i chmur widok jest nadal całkiem przejrzysty.

Widok na Tivat

Tivat
Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 8- kotorskie impresje

18.04.2012 Czyli pierwszy tydzień w podróży!

Poranek pierwszy raz od naprawdę długiego czasu budzi nas słońcem. Wreszcie nie słyszymy kropli deszczu bębniących o szyby i dach Kianki. Jest to prawdziwy sukces.

Z naszej bazy noclegowej obserwujemy, jak nad zatoką snują się chmury. Panuje dość rześka, acz przyjemna temperatura. Szybko się ogarniamy i zjeżdżamy nad morze, by tam skonsumować śniadanie. Zatrzymujemy się w okolicy miejscowości Zelenika. Nad morzem dalej unoszą się chmury, więc wszystkie widoki wokół nas są mocno przyćmione. Na szczęście słońce jest się w stanie do nas przebić, co jest z jego strony bardzo miłe.

Nadmorskie śniadanie

Zelenika

Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 10 – znad morza w góry Prokletije

13.09.10 Wstajemy skoro świt, opuszczamy kwaterę i idziemy do jakiegoś monastyru, o którym przeczytał gdzieś Tomasz. Niestety nie udaje nam się znaleźć celu wędrówki. Idziemy zatem do Autobusovej Stanicy, by złapać autobus do Budvy. Gdy tam docieramy widzimy, jak Czech, który poprzedniego dnia mignął nam przy kotorskiej starówce, zatrzymuje jakiś autokar. Skąd wiedzieliśmy, że to Czech? Miał przypiętą do plecaka małą, czeską flagę. Wracając do dworcowej scenki rodzajowej. Okazuje się, że nam również pasuje złapany przez Czecha autobus i  wsiadamy do niego.

Jedziemy do Budvy, położonej nad samym Adriatykiem, a nie jak Kotor nad zatoką. Będąc już na miejscu, usiłujemy w informacji turystycznej położonej na dworcu autobusowym, zdobyć jakąś mapkę miasta i okolicy. Niestety nic takiego tam nie mają. Informatory zawierają jedynie spis restauracji i hoteli. Samo miasto zwiedzamy krótko – zaglądamy na urokliwe, maleńkie stare miasto z wąskimi uliczkami. Niestety sightseeing z ciężkimi worami nie należy do najwygodniejszych i najprzyjemniejszych. W szczególności, że po za starówką w Budvie w sumie nie ma nic ciekawego, gdyż jest to typowy, spory ośrodek turystyczny, nastawiony na plażowiczów i imprezowiczów.

Klimatyczna starówka w Budvie

SONY DSC
Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 9 -pożegnanie z Bułgarią, powitanie z Czarnogórą

11.09.10 Ostatni dzień w Bułgarii

Wstajemy skoro świt, bo już o 6 rano i szybkim marszem udajemy się na dworzec autobusowy. Znajduje się tam sklepik z przepysznym pieczywem, gdzie są znaleźć można przepyszne burki ze słonym, bałkańskim serem. Smakują wyśmienicie, również za sprawą sympatycznej, starszej pani sprzedawczyni.

O 7:30 siedzimy w autobusie do Sofii. Niestety zamiast na Central Station lądujemy na jakimś kompletnym zadupiu, jakieś 7km od naszego celu. Koniec końców łapiemy taksówkę i za 10levów dojeżdżamy do właściwego miejsca. Taksówkarz chwali się nam po drodze, że zna polski i usiłuje wymówić „Grzegorz Brzęczyszczykiewicz”, co muszę przyznać, udało mu się naprawdę nieźle.

Na głównym dworcu, w informacji, dowiadujemy się, gdzie możemy złapać autobus do Czarnogóry. Tuż obok znajduje się po prostu dworzec międzynarodowy, z licznymi biurami oferującymi przejazdy na różnych trasach. Odnajdujemy tę, która oferuje bilety do stolicy Czarnogóry – Podgoricy, niestety z przesiadką w Nishu (Serbia). Cena biletów to 90levów od osoby. Czytaj dalej