Bałkany 2014. Część 8 – Berat, gomisteri i nie-nasza dzika plaża

16 sierpień 2014 O tym jak dwa Żubry załatwiają sprawę

Chyba pierwszy raz odkąd jesteśmy w podróży nie wstajemy skoro świt. Po prostu nie odczuwamy takiej wewnętrznej potrzeby. Ja mimo wszystko nieco wcześniej wypełzam z namiotu, by przygotować szopską sałatkę na śniadanie. Marek leniuchuje nieco dłużej, ale gdy już powraca do świata żywych i aktywnych odkrywa, że w tylnej, prawej oponie mamy flaka. Zatem kiedy ja kroję warzywa, Marek zmienia koło. Po posiłku jeszcze chwilę ogarniamy się bez większego pośpiechu i około godziny 10 jedziemy do Beratu. Droga do tego miasta jest w remoncie (lub jak kto woli w stanie totalnej rozpierduchy), więc jest mocno wyboista i zakurzona. Mimo wszystko szybko docieramy do centrum, które przedzielone jest przez rzekę Ossum. Po naszej prawej stronie, na stoku wzgórza znajduje się dzielnica Gorica, a po naszej lewej starówka – twierdza, czyli Mangalem – dzielnica tysiąca okien. Porzucamy Kiankę u stóp tej drugiej i ruszamy na zwiedzanie. Najpierw zaglądamy do informacji turystycznej, gdzie za 340lek kupujemy mapę dwóch dzielnic (przy okazji wpisuję się do pamiątkowej księgi, w której widnieją wpisy ludzi z całego świata), po czym wyruszamy na drugą stronę rzeki do Goricy. Gdy się tam znajdujemy, dostrzegamy, że osłona przeciwsłoneczna, którą zakryliśmy przednią szybę w Kiance zaczęła fruwać nad autem. Marek idzie ratować sytuację, a ja skrywam się w cieniu jednego z kamiennych budynków. Gdy tak czekam, dołącza do mnie starszy Albańczyk, który pyta się, czy jestem z Anglii. Gdy tłumaczę, że z Polski, zaczyna wyczyniać jakieś dziwne rzeczy – wydaje nieartykułowane dźwięki i trzęsie się. Dopiero po dłuższej chwili, gdy zaczyna mi tłumaczyć, jaka temperatura panuje teraz w Albanii, orientuję się, że starszy pan chciał mi pokazać, że w moim kraju jest zimniej, niż w jego. O ja niedomyślna. Szkoda tylko, że nie mogłam nagrać jego przedstawienia.

Marek właśnie się dowiaduje, jak działają albańscy krisznowcy. Otrzymuje ulotkę dotyczącą aplikacji mobilnej, przez którą może czytać Biblię i rozważać na temat Boga 🙂

Berat

Czytaj dalej

Reklamy

Bałkany 2013. Część 9 – Zvernec, wyciąganie auta z rowu i Półwysep Rodonit

19 sierpień 2013

Wstajemy w wyśmienitych, narzeczeńskich nastrojach. Od razu biegniemy wykąpać się w morzu, gdyż w naszym namiocie przez całą noc panowały iście tropikalne temperatury, które chyba przewyższały te, które były na zewnątrz. Później odbywamy oczyszczający rytuał polegający na spłukaniu ze skóry soli przy pomocy wody znajdującej się w zgromadzonych baniaczkach i butelkach. Zwijamy nasze obozowisko i ruszamy wyboistą drogą w stronę asfaltu. Dwukrotnie mamy dość spore problemy z wyjechaniem, włączając w to przywalenie w spory kamień oraz buksujące na żwirku koła. Ostatecznie Marek podjeżdża do góry na wstecznym, dzięki czemu nie muszę zbiegać z powrotem na plażę w poszukiwaniu kogoś, kto by nas wyciągnął.

Pożegnanie z „naszą dziką plażą”

nasza dzika plaża

Czytaj dalej

Albański poradnik drogowy

Ostatnio dostaję bardzo dużo pytań dotyczących poruszania się po albańskich drogach. Z myślą o wszystkich tych, którzy w wakacje wybierają się własnym samochodem do tego urokliwego kraju, stworzyłam mały poradnik, dzięki któremu może nie zniechęcicie się do Albanii 😉

1. Po co ten poradnik?

Generalnie po to, aby nie być na początku niemile zaskoczonym i nie zniechęcić się do całego kraju. Albańskie drogi stanowią momentami swoiste wyzwanie dla osób, które przybywają do tego kraju spoza Bałkanów. Warto się zatem przygotować i wiedzieć, czego się spodziewać.

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 24 – z Albanii do Czarnogóry

4 maj 2012 Dzień, w którym rozpoczęliśmy drogę powrotną do Polski.

Słowa wracać i pożegnanie nie brzmią zbyt optymistycznie. Nie dość, że musimy pożegnać się z „naszą dziką plażą”, to dodatkowo, za dni parę będziemy znów w szarej, polskiej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony, nie mamy na co narzekać. Byliśmy przecież w tylu wspaniałych miejscach, doświadczyliśmy sporo, a przed nami jeszcze trochę atrakcji. Oczywiście chciałoby się pojechać jeszcze dalej, na dłużej, żeby zobaczyć więcej. Ale jak to się mówi, apetyt rośnie w miarę jedzenia i z podróżami jest tak samo. Człowiek raz spróbuje i przestać nie może. Jednak różne obowiązki oraz kwestie finansowe zmuszają nas do powrotu na ojczyzny łono.

Poranek spędzamy na szykowaniu się do drogi – pakujemy się, sprzątamy Kiankę, w której zgromadziła się spora ilość piasku i kamieni. Słońce dość mocno nam przyświeca, mimo kręcących się wokół mniejszych, czy większych chmur. Zastanawiamy się, kiedy uda nam się tu znów wrócić. Czujemy, że nie nastąpi to zbyt szybko, więc oboje nieco markotniejemy. Rozważamy również to, jak długo „nasza dzika plaża” pozostanie rzeczywiście dziką. Mamy nadzieję, że jak najdłużej, bo największym urokiem tego miejsca jest właśnie brak infrastruktury. Oby Albańczycy szybko nie przekształcili naszej plaży w kurort.

Pożegnalne zdjęcie, zrobione przez Kiankę

Plaża Albania

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 16 – droga do albańskiego raju

26.04.2012 Dzień zaczyna się dla mnie bardzo wcześnie, bo już o 6:40. Staram się nakłonić Marka, żeby poszedł w moje ślady, lecz dość jawnie wyraża niechęć do wstawania skoro świt. Mnie jednak nosi, bo pogoda jest bajkowa – błękit nieba, ostre słońce i przejrzysta widoczność. Ten ostatni aspekt wynika z tego, że panuje dość niska temperatura, ale nie ma się czemu dziwić, jesteśmy w końcu w górach. Spoglądają na nas Alpy Albańskie oraz jakieś greckie szczyty (tak w każdym razie wynikałoby z naszej mapy).

Pożegnalny widoczek ze wzgórza Sarisalltikut

Sarisalltikut
Czytaj dalej