Bałkany czyli o co tyle szumu? Część 4, ostatnia.

To już ostatnia część naszego truchtu po Bałkanach. Do tej pory pisałam o krajach, w których miałam okazję być. Na koniec zostawiłam dwa kraje, których niestety jeszcze nie odwiedziłam. Postanowiłam nie wklejać tu informacji z Wikipedii czy jakiegoś innego bloga, ale po prostu w przyszłości uzupełnić tę część o własne doświadczenia. Zatem przede mną jeszcze odwiedziny w Kosowie i Turcji. W szczególności marzy mi się ten drugi kraj, a przede wszystkim Kapadocja. Kosowo jak do tej pory nie było moim podróżniczym celem, przez wzgląd na to, że nadal jest punktem spornym na mapie Bałkanów. Generalnie spór o Kosowo toczy się między Albańczykami i Serbami, którzy zamieszkują jego teren. Teoretycznie mając w paszporcie pieczątkę z Kosowa, można mieć później problemy z wjechaniem do Serbii, która nie uznaje istnienia tego państwa. Oczywiście są to opinie, z którymi spotkałam się w internecie i jakiś książkach, więc sama nie mogę potwierdzić czy są aby na pewno zgodne z prawdą. Jednak jak do tej pory omijałam Kosowa, ale chyba pora to zmienić!

T jak Turcja oraz K jak Kosowo poczekają jeszcze na lepsze czasy, kiedy w końcu tam dotrę. A Was zostawiam z kilkoma obrazkami z Bałkanów 🙂

Gdzieś w Czarnogórze

Gdzieś w Chorwacji

Boka Kotorska

Okolice Kruji

Reklamy

Bałkany czyli o co tyle szumu? Część 3

Dziś przed ostatnia część naszego sprintu przez Bałkany. Tym razem trzy kraje, z czego dwa przez niektórych są zaliczane do Bałkanów, a przez niektórych niekoniecznie. Ja je włączam w poczet tego cudownego rejonu i nie będę się zbytnio zatrzymywać nad kwestiami historyczno – geograficznymi. Tu już przestaję zachowywać kolejność alfabetyczną.

S jak Serbia – czyli dla wielu podróżników kraj tranzytowy, pozwalający sprawnie i bez większych komplikacji  (no chyba, że natrafimy na gigantyczne kolejki na granicach) dotrzeć do Grecji. Jednak Serbia to nie tylko tranzyt, ale główny producent żywności dla niemalże całych Bałkanów. W Czarnogórze czy Chorwacji większość produktów ma napis „made in Serbia”, dlatego jadąc przez nią towarzyszą nam ogromne połacie pól uprawnych. Serbia ma jednak do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko drogi i jedzenie. W tym roku, poza znanym i cenionym Festiwalem Trąbek, odbywało się kilkanaście festiwali muzycznych na naprawdę wysokim poziomie. Jak na kraj bałkański przystało, znajdziemy tam sporo rzek, pięknych głębokich dolin i miejsc historycznych.

Dla kogo Serbia? Z pewnością dla tych, którzy planują wycieczki objazdowe lub dłuższe trekkingi. Z racji braku dostępu do morza, Serbia jest raczej krajem dla osób bardziej mobilnych i lubiących coś więcej, niż „plażing i smażing”.

Ceny – podobne jak w Polsce, ale według mnie produkty spożywcze są tam nieco tańsze niż u nas.

Pogoda – klimat typowo kontynentalny, jednak temperatury w lecie będą tam zawsze wyższe niż w Polsce. Zimy mają też łagodniejsze, ale im wyżej dotrzemy tym będzie chłodniej, a zimy dłuższe i bardziej srogie.

Jedzenie – podobne jak w Czarnogórze czy Chorwacji, ale tańsze.

Zakupy – sklepów jest pod dostatkiem i w tych większych nie ma problemu z płatnością kartą. Pamiątki i prezenty można zakupić  w każdej turystycznej lokalizacji do jakiej trafimy.

SONY DSC

B jak Bułgaria – czyli kraina winem i miodem płynąca. O Bułgarii ciężko napisać tylko kilka zdań, gdyż jest to duży kraj o urozmaiconych walorach. Ale jedno jest pewne – wina produkują tam dużo, a każdy kto mnie zna wie, że Kadarka to chyba mój ulubiony alkohol. Bułgaria to przepiękne góry, Dolina Róż oraz Złote Piaski, czyli ulubiony kurort Polaków od czasów, gdy organizowane tam były wczasy pracownicze. Kraj, który ma morze i góry, daje zawsze nieco więcej kompromisów dla ewentualnych kłótni o wybór miejsca na wakacje.

Dla kogo Bułgaria? Zasadniczo dla wszystkich. Ma na tyle dużo do zaoferowania, że zarówno leniwce jak i aktywiści nie będą się tam nudzić. Ważne jest to, że cały czas rozbudowują tam sieć autostrad, dzięki czemu podróżowanie będzie szybsze i sprawniejsze.

Ceny – dość zbliżone do naszych.

Pogoda – nad morzem klimat będzie łagodniejszy niż w centrum kraju, gdzie dominuje klimat bardziej kontynentalny. Znów należy pamiętać, że w terenach górskich musimy  mieć zawsze nieco cieplejszy zestaw ubrań (no chyba, że jesteśmy w środku lata w Piramidach Melnickich, wtedy lepiej mieć na sobie mniej, niż więcej).

Jedzenie – oczywiście flagową, bułgarską potrawą jest Szopska Sałatka oraz omlet ze słonym serem. Ja tym zestawem żywiłam się przez tydzień, jaki spędziłam w Bułgarii i szczerze mówiąc pewnie i przez miesiąc mogłabym tak jeść. W Bułgarii do wszystkiego podają pieczywo, ale nie typowy chleb jak u nas, a coś bardziej bułkowatego. Oczywiście jak na prawdziwy kraj bałkański przystało, piekarnie są u nich rajem na ziemi a i ceny nas w tym raju nie dobiją.

Zakupy – sklepów jest wszędzie sporo. Ciekawe jest to, że podróbki markowych produktów (np. coli) bywają droższe od oryginałów. Nie wiem od czego to zależy, ale tak rzeczywiście się zdarzało. Po najlepsze pamiątki zapraszam do Melnika (nie, nie dostaję procenta od sprzedaży, a szkoda…). Dostaniecie tam pyszne wino oraz dżemy z poziomek, miody wszelkiej maści i inne pyszności. Eh rozmarzyłam się…

SONY DSC

R jak Rumunia – to przede wszystkim góry, które przez Polaków są znane, cenione i bardzo często odwiedzane. Rumunia to jednak też stereotypy, które w Polsce nadal są żywe i powtarzana dość często. Rumun to na pewno złodziej, a Rumunka to prostytutka. Ok…można się na te dwa typy w Polsce natknąć, ale biorąc pod uwagę wielkość samej Rumunii, to należy wyjść poza obręb naszego wąskiego postrzegania. Według mnie Rumunia to kraj rozwijający się, czerpiący ze swego potencjału i tego, co daje mu Unia Europejska. Drogi mają coraz lepsze, choć nadal „pędzą” po nich wozy drabiniaste mające swoje własne tablice rejestracyjne. Rumunia jest piękna, momentami dzika i dziewicza i jej dużym plusem jest to, że z Polski mamy do niej bliżej niż do Bułgarii, Chorwacji czy Albanii. Posiada góry, morze i deltę Dunaju, będącą ostoją dzikiej zwierzyny, głównie ptaków.

Dla kogo Rumunia? Raczej dla aktywnych, lubiących sporo chodzić po górach lub jeździć po bardziej pofałdowanym terenie na rowerze. Oczywiście fani kurortów również znajdą tam dla siebie coś odpowiedniego, jednak jakoś ciężko mi jest wyobrazić sobie, że na cel podróży obraliby właśnie Rumunię. Ale może teraz to ja myślę stereotypowo.

Ceny – zbliżone do polskich, czasem w sklepach może być jednak taniej niż u nas.

Pogoda – w górach wiadomo, nad morzem łagodniej.

Jedzenie – zarówno dla wegetarian jak i mięsożerców znajdzie się tam coś miłego. Choć mnie Rumunia kojarzy się głównie z pysznymi serami.

Zakupy – supermarketów mają równie dużo jak u nas. Pamiątki w turystycznych punktach mogą osiągać całkiem spore ceny, ale jak dobrze poszukać, to można wyłapać co ciekawsze rzeczy, które nie ogołocą naszych kont i portfeli.

SONY DSC

Bałkany czyli o co tyle szumu? Część 2

Kontynuujemy naszą szybką przebieżkę po bałkańskich krajach. Dziś zaczniemy od mojej ukochanej Czarnogóry, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia, jeszcze przed tym jak ją odwiedziłam. Kiedy po długiej podróży z Sofii do Czarnogóry wreszcie ujrzałam Bokę Kotorską, to kolana mi się ugięły, a szczęka opadła z hukiem do samej ziemi (uwierzcie mi, było tak naprawdę!).

C jak Czarnogóra (Montenegro) – zwana fiordem nad Adriatykiem. Rzeczywiście piękno tego kraju jest niezaprzeczalne. Wybrzeże wraz z Boką Kotorską i Zatoką Herceg – Novi to europejski rarytas. Gdy już się tam jest to „ochów” i „achów” nie ma końca. W sezonie Czarnogóra jest oblegana przez turystów, dociera tam sporo zorganizowanych wycieczek autokarowych, jak i przypływają ogromne statki wycieczkowe. Po za sezonem nadal kręci się tu trochę przyjezdnych, ale jest większy spokój. Czarnogóra – jak sama nazwa wskazuje, to nie tylko morze, ale przede wszystkim góry. Nie będę teraz wchodzić w szczegóły, bo jak zacznę pisać o górach, to powstanie 20 stron maszynopisu. Wolę dawkować Wam emocje. Ale Rumija, Sinjavina, Biogradska Gora, Durmitor i na deser Prokletije – to tylko kilka z pasm, jakie tam znajdziemy. Bajeczne widoki, mała liczba turystów, górale i pasterze witający wędrowców radosnym okrzykiem „Cafu, rajkiju!!!!” – to tylko niektóre atrakcje, jakie nas czekają, jeśli wybierzemy się na trekking. Sporym plusem Czarnogóry jest fakt, że z racji jej niewielkich rozmiarów, można ją zjechać wzdłuż i wszerz w krótkim czasie.

Dla kogo Czarnogóra? Odpowiedź jest prosta i oczywista – dla wszystkich. Bogaci i wymagający znajdą dla siebie odpowiednie miejsca, np. wysepkę Sv. Stefan, gdzie urlop spędzają takie gwiazdy jak choćby Sofia Loren. Ci o mniej zasobnym portfelu mogą wybrać się do pomniejszych kurortów lub znaleźć sobie dogodne sobe/apartmani. Podróżnicy wolący ciszę, spokój i pustkę mogą wybrać się w góry Sinjavina, gdzie „Ostatnich turystów widzieliśmy rok temu i byli to Czesi.”.

Ceny – zróżnicowane, w zależności od tego czy jesteśmy na wybrzeżu, czy w górach. Według mnie jedzenie, noclegi, campingi są nieco tańsze niż w Chorwacji (o ile nie wybieramy się do pięcio-gwiazdkowego hotelu). Benzyna jest jedną z droższych na Bałkanach (1.38 EUR za litr – stan na sierpień 2013), przy czym na wszystkich stacjach cena jest taka sama. Żywność ma ceny porównywalne jak w Polsce.

Pogoda – podobnie jak w Chorwacji czyli nad morzem upalnie i sucho w lecie, deszczowo na jesień i zimę, natomiast w górach i na wyżynach różnice temperatur są znacznie większe, zimą pada śnieg.

Jedzenie – oczywiście Pekary i ich duża oferta ze smakołykami słonymi i słodkimi. Oczywiście bazarki z możliwością zakupienia świeżych owoców i warzyw. Restauracji jest sporo, o różnym standardzie, a co za tym idzie z różnymi cenami (Lepiej nie iść do knajpy, gdzie siedzi dużo Rosjan. Możemy byś pewni, że będzie tam bardzo drogo.)

Zakupy – sklepów w Czarnogórze jest sporo, zarówno samoobsługowych, jak i tych bardziej lokalnych. Pamiątki kupimy wszędzie tam, gdzie jest dużo turystów. Bardzo duży wybór znajdziemy na Kotorskiej starówce, gdzie oprócz typowego badziewia, są też miejsca oferujący rękodzieło, obrazy, rzeczy ze szkła.

SONY DSC

G jak Grecja – czyli w świecie mitów, kryzysu i horrendalnie drogiej benzyny. O Grecji każdy uczył się w szkole, na chyba każdym etapie edukacji byliśmy „katowani” antykiem, a co za tym idzie samą Grecją. Każdy wie, gdzie są Ateny, Olimp czy Korfu. Tu za wiele opowiadać nie trzeba. Natomiast Grecja jest chyba jednak  najdroższym, bałkański krajem i przebija w tym Chorwację. Do niedawna nie było aż tak źle. Dopiero grecki kryzys, o którym trąbiły media sprawił, że jest jak jest. Nie będę wnikać w grecką naturę, która do tego doprowadziła, ale co by nie mówić Grecy mają piękne autostrad (trochę puste, bo chyba nikogo nie stać na zakup benzyny), tereny wprost stworzone do wszelkich rodzajów rekreacji i dobrą bazę turystyczną. Nadal jeżdżą tam spore grupy Polaków, ale głównie na wycieczki zorganizowane, więc gdy ma się wszystko „All inclusive”, to nie trzeba się aż tak bardzo martwić o portfel i uciekającą z niego gotówkę.

Dla kogo Grecja? Na ten moment, wydaje mi się, że dla tych, którzy nie jeżdżą samochodem, ewentualnie zamiast benzyny, tankują gaz. Pewnie bardziej opłaca się jechać tam ze zorganizowaną wycieczką lub polecieć samolotem i na własną rękę (np. za pomocą tamtejszej komunikacji) podróżować po kraju.  Grecja ma bogatą ofertę i dla bogatszych, i tych z klasy średniej. Dla trekkerów też znajdą się łakome kąski do zdobycia.

Ceny – jak już wspominałam, są wysokie. Tyczy się to głównie benzyny (7-8zł za litr, stan na kwiecień 2012). Jedzenie czy w sklepach, czy w restauracjach do najtańszych nie należy i jest droższe niż w Polsce.

Pogoda – generalnie ciepło, nawet bardzo ciepło.

Jedzenie – dużo wszelkiego dobra, zaczynając na różnorodnych serach i zapiekankach warzywnych, na jagnięcinie i innym mięchu wszelkiej maści kończąc. Słodkości też mają tam dobre, choćby chałwy i inne tego typu ulepy i zaklejacze.

Zakupy – wszędzie dużo wszystkiego, więc tak naprawdę zrobienie zakupów nie przysparza zbyt wielu problemów.

SONY DSC

M jak Macedonia (FYROM) – kraj maleńki, bez dostępu do morza, ale mający dwa piękne i ogromne jeziora (Ohrydzkie i Prespanskie) oraz dużo gór. Generalnie nawet w sezonie na plażach nad Ohrydem nie spotkamy tłumów. Większość jedzie nad morze do Grecji, Czarnogóry czy Chorwacji. Najwięcej turystów (głównie z Polski, Czech, Litwy) spotkamy w mieście Ohryd oraz w Skopje i Kanionie Matka. Nad jeziorem Ohrydzkim znajdziemy sporo kwater prywatnych oraz wielkich hoteli, jednak w tych drugich nie ma co liczyć na nocleg, gdyż są oblegane przez wycieczki zorganizowane. Plusem Ohrydu jest to, że jego wody mają w lecie ok. 25-27stopni Celsjusza, są wyjątkowo czyste i przejrzyste. Nad jeziorem Prespanskim znajdziemy głównie ruiny hoteli i campingów. Jednak warto przejechać się górską drogą łączącą oba jeziora, wiodącą przez urocze pasmo Galicica.  Ceny bardzo przystępne, porównywalne do tych w naszej ojczyźnie.

Dla kogo Macedonia? Według mnie dla tych, którzy cenią sobie komfort oraz ciszę i spokój. Dla aktywnych znajdzie się sporo górskich, świetnie oznakowanych szlaków. Dla lubiących leżakować, miejskie plaże oferują darmowe fotele/łóżka/leżaki, dostęp do wifi (bardziej w teorii niż w praktyce) oraz knajpki z piwem, kawą oraz drobnymi przekąskami. Generalnie bardzo „chilloutowy” kraj.

Ceny – podobne jak w Polsce.

Pogoda – dość zmienna. Lato może być burzowe, ale bardzo ciepłe.

Zakupy – sklepów jest sporo, całkiem dobrze zaopatrzonych. Polecam bazar w Ohrydzie – cudowne owoce i warzywa w śmiesznych cenach. Jeśli jednak nie chcemy zapłacić wyższych cen, lepiej porozumiewać się ze sprzedawcami po polsku, bo gdy na dzień dobry wyskoczymy z angielskim, możemy usłyszeć jakieś horrendalne kwoty. W Ohrydzie warto również nabyć biżuterię z pereł. Są tam znacznie tańsze niż w Polsce, a wybór jest naprawdę spory. Do każdego zakupu otrzymuje się certyfikat autentyczności, ale tylko wtedy, jeśli dokonujemy zakupów w sklepach, sprzedających autentyczne, ohrydzkie perły.

SONY DSC

Bałkany czyli o co tyle szumu? Część 1

Przekopując zasoby Internetu, zaglądając do księgarni, rozmawiając z różnymi osobami, można odnieść wrażenie, że Bałkany stały się popularnym, podróżniczym celem. Jednak, kiedy w 2010 roku pierwszy raz wyruszałam w ich kierunku, koleżanki kazały mi spisać testament. O dziwo, były przy tym śmiertelnie poważne i jakoś nie trafiały do nich argumenty, że w „kotle bałkańskim” już od jakiegoś czasu nie wrze. Nadal można natrafić na stereotypy, że na Bałkanach nie jest bezpiecznie, że lepiej nie zapuszczać się po za główne arterie czy podróżować na własną rękę. Jednak patrząc po wzrastającej liczbie turystów, która odwiedza ten rejon Europy, można zadać sobie pytanie: czego Ci wszyscy ludzie tam szukają?

Bałkańskie kraje, które kiedyś tworzyły jedność – Jugosławię, takie jednorodne nie są. Każdy typ turysty znajdzie tam coś odpowiedniego dla siebie.

Poniżej znajdziecie pierwszą część zestawienia bałkańskich krajów, które może pomóc w wyborze podróżniczego celu. O każdym z tych krajów będę jeszcze szczegółowo pisać, ale od czegoś trzeba zacząć, żeby mieć chociaż blade pojęcie w czym rzecz!

A – jak Albania – kraj, który przez długi czas był odizolowany od reszty Europy, dzięki Enverowi Hodży. To za sprawą jego inicjatywy Albania usiana jest bunkrami wszelkiej maści i rozmiarów. Hodża wszędzie widział wrogów i najeźdźców, chciał więc się przygotować na ich atak. Długa izolacja Albanii sprawiła, że ciężko znaleźć tam popularne, globalne marki, a Tirana jest chyba jedyną, europejską stolicą, w której nie natkniemy się MacDonalda. Tempo zmian w Albanii jest naprawdę niesamowite, w szczególności widać to po budujących się drogach, hotelach, apartamentowcach i innej maści budynkach. Kiedyś Albania była krainą starych mercedesów, obecnie na drogach pojawiła się cała masa Audi, BMW i innych, lepszych używek ściągniętych głównie z Włoch.

Dla kogo Albania?? Turyści, którzy marzą o ogromnym luksusie na miarę francuskiej czy włoskiej riwiery, raczej nie powinni przyjeżdżać do Albanii. Owszem, wspaniałe hotele wyrastają jak grzyby po deszczu, jednak cała reszta infrastruktury dopiero się tworzy. Vlora i Saranda to dwa miasta, które mogą sprostać bardziej wymagającym turystom, jednak Albania stworzona jest dla tych, którzy chcą podróżować tanio i bardziej „na dziko”. Jest to raj dla offroadowców, osób które lubią spać pod namiotem, odkrywać dziewicze i puste tereny. Jednak warto zaznaczyć, że wzdłuż albańskiego wybrzeża, w szczególności w sezonie, jest dość tłoczno, a zabudowa jest gęsta. Są oczywiście odstępstwa od tej reguły, ale o tym innym razem. To góry stanowią główną moc przyciągającą tych, którzy chcą mieć ciszę i spokój. A gór w Albanii jest pod dostatkiem!

Ceny – niskie, tyczy się to zarówno benzyny, jak i jedzenia czy alkoholu.

Pogoda – Saranda ma 300 słonecznych dni w roku, nad wybrzeżem klimat śródziemnomorski. W górach, wiadomo, pogoda zmienna; śnieg może leżeć nawet do lata.

Jedzenie – duży wybór zarówno dla wegetarian, jak i mięsożerców. Genialne pekary oferujące za naprawdę śmieszne pieniądze burki, pizzę, focaccia, słodkości i zwykłe pieczywo. Restauracji jest coraz więcej, ale te znajdujące się nad morzem, mają tendencję do bycia otwartymi tylko w sezonie, czyli do końca sierpnia.

Zakupy – na północy, wszystkie sklepy mają formę magazynów, więc należy poprosić sprzedawcę o konkretne produkty, co może być odrobinę utrudnione przy nieznajomości albańskiego. Ale od czego jest machanie rękami i pokazywanie palcem? Im bardziej na południe, tym więcej samoobsługowych sklepów. W Tiranie powstało nawet centrum handlowe o dumnej nazwie Tirana East Gate (znajduje się tam Carrfure i sporo sklepów z ciuchami). Jeśli szukamy pamiątek z Albanii, należy odwiedzić Kruję (położona na trasie między Shkodrem, a Tiraną). Znajdziemy tam bazarek stylizowany na turecki, a na nim kaszmirowe szale, naczynia wykonane z drzewa oliwnego, popielniczki w kształcie bunkrów i koniak Skanderberg. UWAGA: BRAK możliwości płacenia kartą! W Albanii operuje się tylko i wyłącznie gotówką. Jeśli nawet mają gdzieś znaczek VISA, to najczęściej terminal nie działa, lub nikt nie umie go obsługiwać. Bankomaty też są rzadkością, często też nie działają. W większych miejscowościach znajdziemy kantory, które po dobrym kursie wymieniają euro na leki.

SONY DSC

 

B jak Bośnia i Hercegowina – kraj, który ma mikroskopijny dostęp do morza, sporo gór i drogi o bardzo różnym standardzie. Według mnie Sarajweo – stolica BiH, jest jednym z najciekawszych i najbardziej różnorodnych miast na Bałkanach. Niestety w latach 1992 -95 Sarajewo było miejscem działań wojennych. Niektórzy nawet twierdzą, że jego okupacja była najkrwawszą, po okresie II wojny światowej. Sarajewo podniosło się z popiołów i przez ostatnie lata prężnie się odbudowuje. BiH to jednak nie samo Sarajewo. To także Góry Dynarskie, kaniony rzek z możliwością raftingu, piękne wodospady, np. Kravica, urocze miasteczka, np. Mostar, Blagaj czy miejsca kultu, np. Medjugorie. Nadal można w bardziej opuszczonych rejonach natknąć się na tabliczki ostrzegające przed minami.

Dla kogo BiH? Kraj ten znów będzie bardziej odpowiadał tym, którzy wolą zapuszczać się w dzikie i rzadko odwiedzane rejony. Główny ruch turystyczny kumuluje się wokół Mostaru, gdzie na jednodniowe wycieczki docierają turyści z Chorwacji. Im bardziej w głąb kraju, tym mniejsze zagęszczenie turysty na metr kwadratowy.

Ceny – bardzo niskie w przypadku benzyny, reszta rzeczy ma ceny zbliżone do tych w Polsce.

Pogoda – klimat przejściowy między klimatem śródziemnomorskim a kontynentalnym, co powoduj, że w zimie są tam niskie temperatury, a latem wysokie. Wiadomo, że im wyżej tym klimat bardziej górski z większymi wahaniami pogodowymi i niższymi temperaturami.

Jedzenie – sporo tureckich potraw; w knajpach czasami trudno dostać do picia alkohol, gdyż w BiH dominuje islam. Pekary oferują spory wybór pieczywa.

Zakupy – w BiH znajdziemy sporo sklepów sieciowych, np. Konzum. Pamiątki znajdziemy w różnych częściach kraju, na tureckich bazarach, oferujących wyroby z metalu, biżuterię, torebki i ubrania z haftami.

SONY DSC

C jak Chorwacja – w teorii tylko jej dalmatyńska część zaliczana jest do Bałkanów, ale co historyk lub myśliciel, to inna opinia. Dla ułatwienia przyjmę, że całość Chorwacji jest bałkańska. Cóż, z pewnością kraj ten jest najbardziej zeuropeizowany, najdroższy (podziękujmy Niemcom), najbardziej turystyczny, najmocniej zagospodarowany. Tak, ale wszystkie te elementy dotyczą głównie wybrzeża i wysp. W głębi kraju ceny nadal są wysokie, ale już nie jest tak turystycznie. Chorwacja, dzięki swym autostradom jest najlepiej skomunikowana z Europą Zachodnią. Dzięki niemieckiemu kapitałowi, kraj ten szybko stanął na nogi po wojnie. Chorwacja zachwyca zaczynając od Plitvickich Jezior, Jezior Imotsky na wybrzeżu kończąc (Omis, Makarska, Dubrovnik, wyspy). W sezonie, kraj ten przeżywa oblężenie i trzeba się liczyć z korkami na drodze wiodącej wzdłuż morza, a zaparkowanie gdziekolwiek samochodu może być misją prawie niemożliwą. Dlatego warto odwiedzić Chorwację po za sezonem. Osobiście byłam tam w kwietniu i rzeczywiście miałam ciszę i błogosławiony spokój. Jedyny minus był taki, że lało, wiało i było zimno. W Chorwacji, podobnie jak w BiH, również można natknąć się na tabliczki „Uwaga miny”, ale głównie w rejonach górskich. Chorwacja to również raj dla wspinaczy, w szczególności mam na myśli Paklenicę.

Dla kogo Chorwacja? Głównie dla tych, których portfel jest bardziej zasobny. Wszystko w Chorwacji jest drogie, gdyż odwiedzają ją przede wszystkim bogaci Niemcy. Na „noclegi na dziko”  nie ma co liczyć wzdłuż wybrzeża, a i we wnętrzu kraju może być z tym różnie. Jest to typowy kraj dla ludzi lubiących dobrze zorganizowane kurorty, w których ma się wszystkie możliwe atrakcje, tak by nie musieć zbyt dużo się przemieszczać.

Ceny – bardzo wysokie, porównywalne do tych we Włoszech czy Francji.

Pogoda – wzdłuż wybrzeża lato jest upalne, mogą występować suche burze. Zima i wiosna są deszczowe i chłodne, śnieg spada głównie w górach.

Jedzenie – duży wybór wszystkiego od pizzy na wykwintnych owocach morza kończąc. Ceny różne, w zależności od typu restauracji. Pekary oczywiście również mają duży wybór ale też całkiem spore ceny.

Zakupy – sklepów w Chorwacji jest dużo, m.in. sieć Lidl. I choć u nas ta sklepowa marka jest tania, to w Chorwacji ceny znów są odpowiednio wysokie, co może być zaskakujące gdy przyjdzie płacić przy kasie. Pamiątki zakupić można praktycznie w każdej, turystycznej miejscowości. Wybór jest ogromny, lecz nie zawsze są to rzeczy na miarę rękodzieła.

SONY DSC