El Greco – powiew Grecji w Warszawie

Do El Greco trafiliśmy za sprawą Korony Smakosza (więc już jakiś czas temu), która zmobilizowała nas do poszukania kolejnej, bałkańskiej knajpy w stolicy, w której nas jeszcze nie było. Padło na greckie smaki, więc w sobotni wieczór wyruszyliśmy do Warszawy.

El Greco

Korona Smakosza

Restauracja położona jest praktycznie w samym centrum, przy Grzybowskiej 9. Choć lokalizacja ma zasadniczy plus, bo łatwo do niej trafić i zasadniczo wszędzie z niej blisko, to niestety brak parkingu jest sporym minusem. Na szczęście nie musimy zbyt długo szukać miejsca dla Kianki, ale w ciągu tygodnia w tej okolicy nie jest z tym aż tak łatwo. El Greco prowadzone jest przez Greka, który zresztą wita nas w progu lokalu i wskazuje wolne stoliki, jakie mamy do wyboru. Po zajęciu miejsc otrzymujemy menu i zabieramy się za wybór dań. W międzyczasie jedna z kelnerek podrzuca nam na stolik starter, składający się z przepysznych oliwek oraz grzanek polanych oliwą i poprószonych ziołami. Z internetu wiedzieliśmy, które potrawy przecenione są o połowę, bo niestety przy wręczaniu menu nikt o tym nawet nie wspomniał. Ja na obiad wybieram oczywiście horiatiki, czyli typową grecką sałatkę oraz Spanakotyropitakia  – czyli smażone pierożki z ciasta filo. Marek natomiast decyduje się na mięsiwo czyli polędwiczki wieprzowe. Postanawiam również spróbować tradycyjnej greckiej herbaty z szafranem, Marek tradycyjnie truje się pepsi.

El Greco starter

Jak to zwykle bywa, mamy wyjątkowe szczęście do trafiania na zakręconych kelnerów. Tym razem mamy bardzo zakręconą, choć sympatyczną kelnerkę, której nieogarnięcie zmaga się, gdy zrzuca z jednego ze stolików ileś szklanek i butelek. Oczywiście myli, dla kogo był jaki napój, ale powiedzmy można jej to wybaczyć. Na dania nie czekamy zbyt długo, lecz przynosi nam je jakiś inny kelner. Marek oczywiście marudzi z powodu wielkości porcji – oczywiście dla niego były stanowczo za małe. Ja na nic nie narzekam, bo jedzenie wygląda pięknie, a smakuje jeszcze lepiej.

El Greco

Po konsumpcji Marek oczywiście marudzi, że jest głodny, więc decydujemy się na deser. W promocji, za pół ceny była baklava, którą zamawia Marek, natomiast ja biorę dla siebie Oniro czyli serek mascarpone połączony z jogurtem, z dodatkiem owoców. O dziwo zamówienie przyjmuje od nas trzecia tego dnia osoba, wyjątkowo śliczna kelnerka, która była chyba najbardziej aktywną osobą z całego personelu – wszędzie było jej pełno i obsługiwała najwięcej stolików. Oczekiwanie na nasz deser wyjątkowo się wydłużało. Dowiadujemy się, że niestety na desery trzeba będzie jeszcze dłużej poczekać, ale nie zraża nas to zbytnio, w szczególności, że nasza zakręcona kelnerka po raz drugi przynosi nam starter. W końcu pojawiają się nasze słodkości, które również wyglądają cudownie, a my możemy zagryzać je oliwkami i bagietką 😉

El Greco deser

Oczywiście po deserze przyszedł czas na płacenie rachunku. Nasza zakręcona kelnerka przyniosła nam rachunek i tu pojawiło się nasze spore zdziwienie, bo opiewał on na wyjątkowo wysoką kwotę, a dodatkowo niektóre dania były policzone podwójnie. Nasza chwila konsternacji trwała na szczęście krótko, gdyż przybiegł do nas inny kelner, który zwracając się do swojej koleżanki stwierdził, że zabrała mu rachunek jego klientów. Odetchnęliśmy z ulgą, bo mogliśmy zapłacić za nasze dania. Niestety napiwku nie było, bo nasza zakręcona kelnerka nie wykazała się niczym, poza swym wybitnym zakręceniem. Może innym razem!

Moim zdaniem El Greco jest idealnym miejscem dla tych, którzy chcą zakosztować Grecji i Bałkanów w nieco bardziej eleganckim wydaniu. Sama restauracja ma świetny wystrój, przyjemny klimat i sympatyczną obsługę (no chyba, że traficie na naszą zakręconą kelnerkę, wtedy będziecie musieli przypilnować, by zostać odpowiednio obsłużonym). Wybór dań jest całkiem spory, a ceny dość wysokie. Jednak za wysokimi cenami stoi świetna jakość oraz wybitny smak potraw. Jeśli nie jest się takim żarłokiem jak Marek, można na spokojnie się najeść (ale nie przejeść). Ja daję El Greco dużą piątkę z plusem i zapewne jeszcze kiedyś tam wrócę, by zakosztować kolejnych, greckich i bałkańskich potraw. Was również do tego zachęcam 🙂

El Greco

ul. Grzybowska 9, Warszawa

Pn-Pt: 11-23
Sob-Nd: 12-23

Advertisements

17 uwag do wpisu “El Greco – powiew Grecji w Warszawie

  1. Marecki marudzi, ja tam jadłam parę razy i za każdym razem wychodziłam pełna (a zdecydowanie nie należę do osób oszczędnych w jedzeniu). Zresztą naszych rodziców wysłaliśmy tam kiedyś na rocznicę ślubu i też wrócili mocno najedzeni, a tata Lesio potrzebuje naprawdę dużo żeby się najeść 🙂

    • No widzisz, a Marek wyszedł głodny, marudzący, choć jedzenie mu generalnie smakowało. No ale on, to on 😉
      Ja uważam, że porcje są w sam raz i jak dla mnie restauracja jest naprawdę super 🙂

  2. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo znaleźć dobrą bałkańską, grecką, turecką restaurację. El Greco we Wrocławiu – chyba zbieżność nazw przypadkowa – też jest całkiem niezłe 🙂

  3. Fajnie, że w końcu grecka restauracja jest z greckim jedzeniem 🙂
    Koło mojej pracy w Krakowie jest „Restauracja Włoska”, patrzę na menu dnia:
    1. Kotlet schabowy z ziemniakami i surówką
    2. Mintaj z frytkami
    🙂 Przeszła mi więc ochota na jakiś makaron i poszedłem do pobliskiej budki po „polskiego Kebaba” 🙂

    • Rzeczywiście El Greco serwuje jedzenie przyrządzane na bazie greckich produktów,co tylko jest korzyścią dla klientów. Natomiast w innej bałkańskiej knajpie jedynym wegetariańskim daniem był camembert z grilla,który jakoś tak bardziej kojarzy się z Francją.Więc restauratorzy w Polsce mają często polot i fantazję.

  4. Byłam tam po powrocie z Grecji na fali przypominania sobie i psychicznego wracania do Grecji. Powiem szczerze, że nie było źle. Jedyne, co mi nie odpowiadało, to tzatziki z koperkiem, które akurat tam, gdzie byłam (w Atenach i na Kos) zawsze dostawałam bez koperku (bo go nie lubię). Spytałam, czy mogą zrobić bez koperku ale okazało się, że tzatziki już wcześniej są w dużej ilości przygotowane i bez koperku mi nie zrobią. Kurczak z suszonymi pomidorami był bardzo smaczny, a deser to już poezja! Parę dni wcześniej byłam w Meltemi, też greckiej restauracji w Warszawie i też zamówiłam kurczaka z suszonymi pomidorami i nie tylko pomidory były suszone, ale również mięso wysuszone na wiór, więc Meltemi nie polecam.

    • W Bałkańskim Kotle byliśmy już, ale nie jest to dobre miejsce dla wegetarian. Choć przyznać trzeba, że jedzenie mają dobre. Aczkolwiek nadal nie rozumiem, co Camembert ma wspólnego z kuchnią Bałkanów 😉

        • Owszem, zdarzają się i nie twierdzę, że camembert z Kotła był niesmaczny. Po prostu nijak nie kojarzył mi się z Bałkanami, a jeśli już to z Francją. I też prawda jest taka, że od bałkańskich restauracji w Polsce wymagam więcej, bo reprezentują mniej nam znaną kuchnię, niż np. ta włoska.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s