Pomysł na prezent – Atlas Gór Świata

Zaczął się gorący okres przedświątecznych zakupów, wybierania prezentów i zastanawiania się nad tym, co można komu dać. Ja najchętniej wręczyłabym każdemu po książce, niestety nie wszyscy z moich najbliższych lubią czytać, co wymusza na mnie sporą kreatywność. Jednak dominującą grupą są na szczęście dla mnie osoby, które lubią zagłębiać się w kolejne lektury.

Generalnie ten czas przed świętami jest o tyle dobry, że na rynku pojawia się sporo nowości, w tym wydawniczych. Dokładnie w listopadzie bieżącego roku, zaprzyjaźnione wydawnictwo ExpressMap wypuściło na rynek „Atlas Gór Świata”, który jest odpowiedzią na popularność „Atlasu Gór Polski”, istniejącego na rynku już od jakiegoś czasu.

AGS_okladka Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 5 – pomiędzy Pirynem a Riłą

6.09.2010

Dzień, w którym zamieniamy Piryn na Riłę.

Jest poranek, a właściwie noc. Całej naszej czwórce dzwonią budziki. Wczoraj ustaliliśmy, że wstajemy na wschód słońca. Wyglądam jednak przez malutkie okienko naszego schronu i stwierdzam jedno: mleko, mgła, chmury. Ze wschodu słońca nici. Wszyscy, nieco zawiedzeni, idziemy spać dalej, gdyż nie mamy co fotografować.

Dopiero koło 8 chmury opuszczają piryńską  grań i odsłaniają się nam piękne widoki. W towarzystwie naszych nowych, bułgarskich przyjaciół jemy jeszcze śniadanie i dyskutujemy ponownie o górach leżących na granicy Czarnogóry i Albanii. Koło 9 żegnamy się z nimi i ruszamy w drogę do schroniska Jaworow. Jakże wspaniały przewodnik kolejny raz wprowadza nas w błąd, gdyż szlak nie wiedzie granią, lecz pięknie trawersuje strome zbocze. Powoli zastanawiamy się, co zrobić ze zbędnym, książkowym balastem. Tomek rozważa, czy nie przerobić przewodnika na papier toaletowy, jednak po chwili stwierdza, że to zły pomysł, bo kartki są za śliskie. Ognisk nie palimy, więc spalić się go też nie uda. Jednym słowem: bezsensu. Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 4 – na grani Pirynu

5.09.10 Po ekscytującej nocy z „wędrownym szuraczem”, poranek jest dla mnie dość ciężki. Niestety do 9 trzeba opuścić pokój, a co za tym idzie łóżko. Stwierdzam, że świat jest zły i pakuję moje graty. Przenosimy się z Tomaszem do jadalni. Prognozy na dziś są mało obiecujące – przelotne opady deszczu. Do tego na zewnątrz utrzymują się mgły, więc nasza chęć do wychodzenia w góry jest minimalna. Postanawiamy, że jak dosuszymy nasze graty, to wyruszymy na szczyt Wichrenu. Schronisko powoli pustoszeje, dzięki czemu przy piecyku robi się więcej miejsca i możemy porozwieszać nasze mokre ciuchy. Tomka łapie gastrofaza i połowę czasu spędza konsumując kolejne potrawy. Kiedy tak siedzimy w jadalni medytując nad piecykiem, przychodzi dwójka Polaków. Sympatyczna rozmowa umila nam czas aż do 13, kiedy w końcu zbieramy się w trasę. Kierujemy się czerwonym szlakiem w stronę schroniska Jaworow. Początkowo szlak ten idzie równolegle do tego, który wiedzie na Wichren, później jednak odbija w prawo i trawersuje zbocze. Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 3 – deszczowy Piryn

Wpis ten dedykuję Tomaszowi i „małym stożkom usypiskowym”!

4.09.2010 Ten dzień w moim dzienniku wyprawowym określiłam jako „Pierwsze Rysy”, choć tak naprawdę wspięliśmy się na większą wysokość, niż ma nasz tatrzański szczyt.

Poranek jest szary, z nieba siąpi jakieś nie wiadomo co i ogólnie jakoś z trudem przychodzi mi uświadomienie sobie, że wczoraj była lampa. Podczas śniadania, czarno – biały kot, rezydent schroniska, usiłuje dobrać się do naszego posiłku. Kiedy ta sztuka mu się nie udaje, zwija się w kłębek na moich kolanach, skutecznie uniemożliwiając mi spakowanie plecaka. Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 2 – początki w Pirynie

3.09.2010 Zawsze chciałam obchodzić urodziny w jakimś cudownym miejscu i moje marzenie się spełniło tego dnia. Poranek ukazuje nam piękno miejsca, w którym rozbiliśmy namiot. Widok na Rożeńskie Piramidy naprawdę robi wrażenie. W źródełku można zażyć ożywczej kąpieli, gdyż woda jest przyjemnie chłodna. Do tego na niebie nie ma ani jednej chmurki, a słońce zaczyna z lekka przypiekać. Podczas śniadania dostaję smsa z najmilszymi tego dnia życzeniami. Moja przyjaciółka nie dość, że życzyła mi wszystkiego dobrego, to jeszcze przesłała bardzo ważną wiadomość – otóż będąc na Rodos, jej ówczesny partner, a obecny mąż, oświadczył się jej. Bałkany jednak mają w sobie sporą dozę romantyczności.

Po zwinięciu obozowiska idziemy do Rożenu, który jest jeszcze mniejszy niż Melnik i ruszamy na szlak w stronę schroniska Piryn. Początkowo idziemy asfaltem, by po pewnym czasie odbić w prawo i podążać wzdłuż  koryta wyschniętego potoku. Robi się coraz cieplej, a plecak robi się coraz cięższy. Nasz szlak w końcu opuszcza piaszczyste dno potoku, by zacząć wspinać się lesistym zboczem. Mnie idzie się coraz gorzej, każdy krok to walka z samą sobą. Przeklinam fakt, że przez sporą część sierpnia mocno imprezowałam (Woodstock, wesele z ekipą z Woodstocku, jakaś Dymarkowa impreza).  Kiedy wychodzimy z lasu na szutrową drogę, ze zdziwieniem odkrywam, że z nosa leci mi krew. Ratuję się jakąś rozpuszczalną witaminą oraz wapnem i po dwudziestu minutach jestem gotowa do dalszego marszu. Tomasz trochę marudzi, że mogłabym o siebie bardziej zadbać i mniej imprezować przed wyjazdem. Było już odrobinę za późno na takie rady, więc po prostu nie miałam wyjścia i musiałam się szybko pozbierać. Czytaj dalej

Mój pierwszy bałkański raz , czyli Bałkany 2010. Część 1

Dziś zabieram Was w podróż w czasie, do września 2010 – wtedy po raz pierwszy spotkałam się z Bałkanami. Uczestnikami tej wyprawy byli:  ruda, czyli ja oraz Tomasz czyli Tomasz Fryźlewicz (http://transkarpatia.pl/index.html). Generalnie cały wojaż powstawał wyjątkowo spontanicznie. Zacznę od tego, że zarówno ja, jak i Tomasz mieliśmy zupełnie inne plany na wrzesień, ale chcieliśmy wspólnie udać się na tydzień – dwa do Bułgarii. Tomasz w tamtym czasie planował zrobić Transalpejkę, ale problem z nogą sprawił, że wrócił z niej szybciej niż planował (swój plan zrealizował w 2011 roku: http://transkarpatia.pl/g_transa_alp.html). Ja też miałam jechać w Alpy, ale z różnych powodów wyjazd nie doszedł do skutku. I tak nastała połowa sierpnia, szłam sobie akurat ulicą Warszawską w Kielcach, dzwoni telefon.

Hej rude, słuchaj, może byśmy wcześniej pojechali na te Bałkany?? I może na dłużej? Moja noga miewa się lepiej, mam jeszcze urlop!

Nie zastanawiałam się długo nad odpowiedzią. W domu nastąpiło szybkie sprawdzanie połączeń Polska – Bułgaria, a już następnego dnia byłam w Krakowie i kupowałam wraz z Tomaszem bilety na autokar linii Ecolines Kraków – Sofia. Czytaj dalej