Bałkany 2013. Część 12 – wszystkie drogi prowadzą do Kotoru i nie tylko

22 sierpień 2013

Tak jakoś wychodzi, że za każdym razem, gdy jestem na Bałkanach, to odwiedzam Kotor. I tym razem nie mogło być inaczej. Z Zatoki Jaz udajemy się właśnie do Kotoru, przede wszystkim by złapać darmowe wifi, które w tym mieście jest wyjątkowo łatwo dostępne (wystarczy usiąść przy głównej bramie, wiodącej na starówkę). Z racji tego, że sierpień to jednak nadal szczyt sezonu, w Kotorze kłębią się tłumy turystów, m.in. również dlatego, że na nabrzeżu „zaparkowane” są gigantyczne statki wycieczkowe. Oprócz nich, zacumowane są wyglądające na drogie żaglówki i motorówki.

Kotorska starówka

Kotor

Czytaj dalej

Reklamy

Pomysł na prezent – Atlas Gór Świata

Zaczął się gorący okres przedświątecznych zakupów, wybierania prezentów i zastanawiania się nad tym, co można komu dać. Ja najchętniej wręczyłabym każdemu po książce, niestety nie wszyscy z moich najbliższych lubią czytać, co wymusza na mnie sporą kreatywność. Jednak dominującą grupą są na szczęście dla mnie osoby, które lubią zagłębiać się w kolejne lektury.

Generalnie ten czas przed świętami jest o tyle dobry, że na rynku pojawia się sporo nowości, w tym wydawniczych. Dokładnie w listopadzie bieżącego roku, zaprzyjaźnione wydawnictwo ExpressMap wypuściło na rynek „Atlas Gór Świata”, który jest odpowiedzią na popularność „Atlasu Gór Polski”, istniejącego na rynku już od jakiegoś czasu.

AGS_okladka Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 21 – podsumowanie

Podróż się zakończyła, czas na podsumowania.

1. Ile zajęła nam cała wyprawa?

25 dni, z czego 4 zajęły nam dłuższe przejazdy na trasie: Kraków – Sofia, Sofia – Herceg Novi oraz Mojkovac – Kraków

2. Jaki był koszt wyprawy?

Na „przeżycie” na Bałkanach miałam przeznaczone 250EUR (jedzenie, ewentualne noclegi, przejazdy). Dodatkowo wydałam 225zł na bilet autobusowy z Krakowa do Sofii. O dziwo nie udało mi się przepuścić całej euro gotówki i z jakimiś drobniakami wróciłam do Polski. Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 17 – w sercu Durmitoru

21.09.10 Noc na campingu była wyjątkowo zimna, a co gorsza wszystkie nasze graty, a my razem z nimi, pływamy w namiocie. Taki stan rzeczy zawdzięczamy przymrozkowi, który przylazł nie wiadomo skąd i po co. Jakież było nasz zdziwienie, gdy po wyjściu na zewnątrz okazało się, że wszystko przykrywa warstwa szronu. I tak najbardziej udał się Tomasz, który na namiocie zostawił skarpetki do wyschnięcia. Hmm… zasadniczo można by powiedzieć, że skarpetki wyschły, ale stały się jakieś taki sztywne i zimne. Ludzie przepłacają kupując skarpety z coolmaxem, a wystarczy tylko zostawić je na dachu namiotu i chłodzenie ma się gwarantowane.

Lodowe skarpety

Camping Ivan Do Czytaj dalej

Bałkany 2010. Część 16 – z Sinjajeviny w Durmitor

20.09.10 Całą noc nad Sinjajeviną szaleją burze. Dzięki temu, że rozstawiliśmy namiot pod wiatą, nie odfrunęliśmy w siną dal.

Poranek nie wita nas pięknym wschodem słońca, lecz wszechogarniającą, oblepiającą wszystko mgłą i przenikliwym zimnem. Nie nastraja nas to zbytnio optymistycznie, w szczególności, że przypominamy sobie słowa gospodyni w odwiedzonego przez nas wczoraj katunu. Gdy w Sinjajevinie jest deszcz i mgła, lepiej po tych górach nie wędrować. Rzeczywiście, w takie dni jak ten, nawigowanie w tym regionie jest zasadniczo niemożliwe lub po prostu silnie utrudnione.

Mgliście

Tomasz we mgle Czytaj dalej

Bałkany = Koty

Od paru lat jestem zadeklarowaną kociarą. Jest to o tyle ciekawe, że przez większość mojego życia cierpiałam na straszną alergię na te zwierzaki. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z kotem skutkowało płaczem (bynajmniej nie ze wzruszenia), katarem oraz mgłą przed oczami. Generalnie nic przyjemnego. Wszystko się jednak zmieniło w tym temacie, gdy pierwszy raz pojechałam na Bałkany. Rejon ten pełny jest kotów. Zasadniczo praktycznie w każdym schronisku, jakimś ciekawszym miejscu, a czasami po środku niczego był kot. Mimo teoretycznej alergii lgnęłam do nich, robiłam sobie zdjęcia, tuliłam i zachowywałam się trochę jak Elwirka z jednej z kreskówek „która bardzo kocha wszystkie zwierzaczki”. Jednak pewien kot sprawił, że moja miłość do tych stworzeń stała się naprawdę ogromna.

Rzecz działa się w Czarnogórze, w miejscowości Żablijak, u podnóża gór Durmitor. Wraz z moim towarzyszem ówczesnej włóczęgi – Tomaszem, postanowiliśmy przenocować na lokalnym campingu. Okazało się, że oprócz turystów rezyduje tam kilka psów oraz kotów. Jeden z kocurów w szczególności sobie mnie upodobał i okupował moje kolana. Nie czułam się tego dnia najlepiej, bolał mnie brzuch, świat był zły i ogólnie pełna degrengolada. Postanowiłam ukoić moje smutki snem, więc porzuciłam kota i pomaszerowałam do namiotu. Jakie było moje zdziwienie, gdy po 5 minutach, do namiotu władował się kocur, położył mi się na brzuchu i zaczął donośnie mruczeć. Dodam, że usadowił się dokładnie na tym miejscu, które mnie bolało. Mimo, że przebywałam z nim na małej powierzchni, moja alergia, chyba z racji doznanego szoku, w ogóle się nie uaktywniłam. Czytaj dalej