Bałkany według Rudej zapraszają na film „BAŁKANY 2013”

Już jutro zaczynamy naszą podróż na Bałkany (dziś pokonujemy jedynie drogę z Warszawy do Kielc) i choć tym razem będziemy z Wami bardziej na bieżąco, to abyście jednak zbytnio za nami nie tęsknili, zostawiamy Was z małą niespodzianką. Rozsiądźcie się wygodnie, podkręćcie Wasze głośniki, gdyż zapraszamy na film. Jak wspominałam w Podsumowaniu naszej wyprawy z 2013 roku, oprócz zdjęć kręciliśmy również filmiki. Przed Wami materiał łączący zdjęcia z filmami pochodzącymi z kamerki GoPro. Montażem oraz doborem kadrów i muzyki zajął się Marek, ja natomiast odpowiadałam za część merytoryczną, czyli szczerze mówiąc za podpisy do zdjęć 😀

W przygotowanym głównie przez Marka materiale znajdziecie: sfilmowany przejazd przez Trasę Transfogarską czy zjazd z Przełęczy Llogarase, podwodne ujęcia z Jeziora Ohrydzkiego oraz Morza Jońskiego (niestety niezbyt ostre, ale to wina braku odpowiedniej osłony dla kamerki GoPro), trochę znanych Wam zdjęć i takich, których tu na blogu nie publikowałam oraz parę innych kadrów, które mamy nadzieję przypadną Wam do gustu 🙂

Miłego oglądania życzą:

ruda&Marek

Reklamy

Bałkany 2013 – PODSUMOWANIE

Wyjazd na Bałkany w 2013 roku na długo zapadnie nam w pamięć. Zacznę jednak od tego, że w ogóle miało do niego nie dojść, na szczęście dzięki różnym zbiegom okoliczności udało nam się wyruszyć do naszego ulubionego zakątka Europy. Pierwszy tydzień (a zasadniczo przez pierwszych 8 czy nawet 9 dni) wyprawy przebiegał wedle z góry ustalonego planu – te miejsca, które chcieliśmy odwiedzić, udało nam się zobaczyć, czyli Trasę Transfogarską (do której z Polski dojechaliśmy w jeden dzień), mój ukochany Melnik, Ohrydę i Galicicę w Macedonii. W Albanii powróciliśmy na „naszą dziką plażę”, która może w 2013 nie była już tak dzika, ale nadal piękna i niesamowita.  Później, z racji problemów pogodowych w górach Prokletije plan nam się z lekka posypał i musieliśmy troszkę improwizować, w efekcie spędziliśmy parę dni w Czarnogórze, która nie była przez nas wcześniej brana pod uwagę. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Czarnogóra jest piękna i odkryliśmy w niej kilka nowych miejsc. Później była dość spontaniczna Bośnia i Hercegowina oraz odwiedziny w Sarajewie, które na nas obojgu wywarło spore wrażenie.

Bałkany 2013 były wyjątkowe, głównie za sprawą zaręczyn, które miały miejsce na naszej dzikiej plaży. Albania oraz plaża już na zawsze będą związane z naszą, wspólną historią. Jako ciekawostkę dodam, że w tym samym roku, we wrześniu, na naszą dziką i zaręczynową plażę dotarli Rodzice Marka, wraz ze swoimi znajomymi. Byli oczarowani samym miejscem, jednak byli zgodni co do tego, że panujące tam temperatury oraz brak cienia mogą być z lekka dobijające. Tak czy inaczej Wam również polecam odwiedzenie tej plaży, a także przejażdżkę wzdłuż albańskiego wybrzeża od Przełęczy Llogarase po Sarandę.

Albania w 2013 roku pokazała nam również, jak silne tempo zmian następuje w tym kraju. Drogi stają się coraz lepsze, zamiast Mercedesów poruszają się po nich liczne, znane i bardziej wypasione marki aut, widać coraz więcej turystów z całego świata, a cała infrastruktura turystyczna skoczyła o kilka poziomów do góry. Z jednej strony może to cieszyć, z drugiej oznacza, że Albania za jakiś czas straci swoją dzikość i urok towarzyszący jej chaotyczności. Nieunikniona konsekwencja progresu, która zapewne bardzo cieszy mieszkających tam ludzi, bo polepszy się ich standard życia, a kraj zacznie zarabiać coraz więcej dzięki napływającym tam gościom z zagranicy.

Wyjazd ten utwierdził nas również w przekonaniu, że mamy jeszcze po co wracać na Bałkany, ale niestety brak samochodu z napędem 4×4 mocno nas ogranicza. Na zakup czegoś bardziej terenowego niż Kianka po prostu nas nie stać, więc zapewne będziemy dalej kombinować, by za jej pomocą docierać w różne ciekawe miejsca. A tam, gdzie nie uda jej się dojechać, tam może chociaż uda nam się dojść na piechotę. Jak to się mówi: trzeba kombinować 😉

Na koniec garść małych statystyk:

Ile dni zajęła nam wyprawa?

Wyjechaliśmy 11 sierpnia, natomiast wróciliśmy do domu 24 sierpnia, czyli zasadniczo nasza wyprawa zajęła nam 13dni.

Ile krajów odwiedziliśmy?

9 – Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Macedonię, Albanię, Czarnogórę i Chorwację (oczywiście część tych krajów była tylko tranzytowa, czyli jedynie przez nie przejeżdżaliśmy, bez zwiedzania mijanych po drodze miejscowości)

Najwięcej czasu spędziliśmy w sumie w Macedonii.

Jak i gdzie nocowaliśmy?

7 x w campingach

6 x na dziko

2 x w Kiance

Typowe polskie obozowisko – torba Ikea, siatki z Biedronki. Jeśli dodać do tego moje skupienie nad gotującym się kuskusem, to robi się wesoło 😉

Trasa Transfogarska

Czytaj dalej

Bałkany 2013. Część 13 – Sarajewo i powrót do domu

23 sierpień 2013

Budzi nas burza, a raczej potężne grzmoty przetaczające się nad doliną. W te pędy zbieramy nasze namiotowe graty, by nie zmoczyła je ewentualna ulewa, której wizje oboje mieliśmy już w naszych głowach. Gdy w popłochu zwijamy nasze obozowisko dostrzegamy, że przed campingową knajpką stoi samochód na polskich blachach, a żeby było śmieszniej to na blachach z Kielc. Ucinamy sobie nawet pogawędkę z polską rodzinką, która była w tym rejonie na raftingu i jechała dalej do Czarnogóry. Po rozmowie z nimi udajemy się na spacer nad rzekę. Opiekun campingu powiedział nam, że rzeka w tym miejscu przybiera niesamowity odcień. I rzeczywiście, jej kolor był zniewalający. Do tego jeszcze lekka mgiełka unosząca się nad wodą i słońce nieśmiało przedzierające się przez chmury. Zrobiło się iście bajkowo. Co ciekawe, rzeka w jednym miejscu jest spokojna, wręcz nieruchoma, a w innym rwąca i szybka.

W urokliwej dolinie Driny

Dolina Driny

Czytaj dalej

Bałkany 2013. Część 12 – wszystkie drogi prowadzą do Kotoru i nie tylko

22 sierpień 2013

Tak jakoś wychodzi, że za każdym razem, gdy jestem na Bałkanach, to odwiedzam Kotor. I tym razem nie mogło być inaczej. Z Zatoki Jaz udajemy się właśnie do Kotoru, przede wszystkim by złapać darmowe wifi, które w tym mieście jest wyjątkowo łatwo dostępne (wystarczy usiąść przy głównej bramie, wiodącej na starówkę). Z racji tego, że sierpień to jednak nadal szczyt sezonu, w Kotorze kłębią się tłumy turystów, m.in. również dlatego, że na nabrzeżu „zaparkowane” są gigantyczne statki wycieczkowe. Oprócz nich, zacumowane są wyglądające na drogie żaglówki i motorówki.

Kotorska starówka

Kotor

Czytaj dalej

Bałkany 2013. Część 11 – dawno nas tu nie było, czyli znów w Czarnogórze

21 sierpień 2013

Po mocno nieprzespanej i burzowej nocy już o 6 jesteśmy na nogach. Jest pochmurno, a nad górami szaro i jakoś tak mało zachęcająco. Ogarniamy Kiankę i decydujemy się jechać do Czarnogóry. Najzabawniejsze jest to, że absolutnie nie planowaliśmy odwiedzania tego kraju. Nie mieliśmy ze sobą ani mapy, ani przewodnika, wielkie nic. Uznaliśmy, że Albania nie chce nas już na swoim terytorium, więc należy zmienić destynację.

Dalsze suszenie po wczorajszej burzy

Kianka

Czytaj dalej

Bałkany 2013. Część 10 – ach te przeklęte góry!

20 sierpień 2013

Skoro świt, czyli o godzinie 7 jesteśmy już na nogach. Słońce powoli zaczyna oświecać nasz mokry namiot, a temperatura panująca na zewnątrz robi się iście tropikalna. Po śniadaniu udajemy się na plażę, gdzie Marek chwile tapla się w wodzie, a ja usiłuję schować się przed słońcem. Później wyruszamy wzdłuż brzegu by dotrzeć do ruin zamku. Niestety Półwysep Rodonit ma jeden zasadniczy feler. Otóż prądy morskie w tym rejonie jakoś tak działają, że wszystko, co pływa w morzu, ląduje właśnie tutaj. Zatem można skompletować sobie kilka par japonek lub innego plażowego obuwia, zebrać trochę materiału budowlanego lub usypać sporej wysokości górę z plastikowych butelek. Gorzej, że po tym całym śmietniku po prostu trzeba iść, bo cały brzeg wyścielony jest warstwą plastikowego badziewia. No niestety nie wygląda to zbyt dobrze…

Plaża i kąpielisko na Półwyspie Rodonit

Półwysep Rodonit

Czytaj dalej

Bałkany 2013. Część 9 – Zvernec, wyciąganie auta z rowu i Półwysep Rodonit

19 sierpień 2013

Wstajemy w wyśmienitych, narzeczeńskich nastrojach. Od razu biegniemy wykąpać się w morzu, gdyż w naszym namiocie przez całą noc panowały iście tropikalne temperatury, które chyba przewyższały te, które były na zewnątrz. Później odbywamy oczyszczający rytuał polegający na spłukaniu ze skóry soli przy pomocy wody znajdującej się w zgromadzonych baniaczkach i butelkach. Zwijamy nasze obozowisko i ruszamy wyboistą drogą w stronę asfaltu. Dwukrotnie mamy dość spore problemy z wyjechaniem, włączając w to przywalenie w spory kamień oraz buksujące na żwirku koła. Ostatecznie Marek podjeżdża do góry na wstecznym, dzięki czemu nie muszę zbiegać z powrotem na plażę w poszukiwaniu kogoś, kto by nas wyciągnął.

Pożegnanie z „naszą dziką plażą”

nasza dzika plaża

Czytaj dalej