El Greco – powiew Grecji w Warszawie

Do El Greco trafiliśmy za sprawą Korony Smakosza (więc już jakiś czas temu), która zmobilizowała nas do poszukania kolejnej, bałkańskiej knajpy w stolicy, w której nas jeszcze nie było. Padło na greckie smaki, więc w sobotni wieczór wyruszyliśmy do Warszawy.

El Greco

Czytaj dalej

Reklamy

Bałkańska kuchnia bakłażanem stoi

Jest wiele warzyw, które królują na bałkańskich stołach, jednak wśród nich z pewnością bryluje bakłażan. Gdy byłam młodsza, nie bardzo za nim przepadałam. A odkąd jestem wegetarianką, czyli od prawie 10lat, bakłażan często gości na moim talerzu. Można z niego tworzyć naprawdę fantazyjne i urozmaicone dania. Jednak dziś, moja Mama prezentuje Wam przepis na bałkański klasyk, czyli bakłażana faszerowanego. Smacznego!

Trudno sobie wyobrazić kuchnię Bałkanów bez bakłażana i owczego, słonego sera. Dawniej wydawało mi się, że bakłażan to bakłażan i tyle, nic nadzwyczajnego, smak ten sam, niezależnie od rodzaju. Ale to prawie tak, jakby powiedzieć o naszych jabłkach. Mają one dla nas jednak wiele smaków, kształtów, kolorów i zapachów. Podobnie jest z rzeczonymi bakłażanami. Niestety w przypadku naszego kraj odnośnie bakłażanów mamy dwa stany: albo są w sprzedaży, albo ich w sprzedaży nie ma.

Jadłam bakłażany pieczone, grillowane, w zalewie, z sosami, faszerowane i zawsze mi bardzo smakowały. Ty razem danie, które jadłam w Czarnogórze, w miejscowości Sutomore. Gorący wieczór, ludzie wrócili z plaży, a wokół smakowite zapachy i na każdym kroku słychać było polski język, przez co czułam się jakbym była nad Bałtykiem. Tylko zamiast smażalni ryb na stołach królował bakłażan w towarzystwie wytrawnego, czerwonego wina, okraszony szumem morza. Czysta błogość….

No cóż wszystko można kupić, ale ciepłego wieczoru, morza i zachodu słońca nie da się ot tak dodać do tego dania, ale od czego jest wyobraźnia!

To danie polecam zarówno „mięsożercom” jak i „smakoszom potraw wszelakich” 🙂

bakłażan

Czytaj dalej

Vegeta – kulinarny symbol Bałkanów

O bałkańskich przyprawach można opowiadać wiele. Jednak jest pewna mieszanka smakowa, która chyba wielu osobom kojarzy się z tym zakątkiem Europy. Znana – na pewno! Lubiana – z tym bywa różnie. Dziś zatem małe rozważania na temat Vegety. Zapraszamy!

W latach mojej młodości o Bałkanach mówiono głównie w kontekście nieistniejącego już kraju, jakim była Jugosławia. Uchodziła za kraj prawie kapitalistyczny. To tam jeżdżono i przywożono do naszej siermiężnej ojczyzny produkty, których u nas po prostu nie było: ciuchy, kosmetyki, odżywki dla dzieci, ale przede wszystkim przyprawę do potraw z charakterystycznie uśmiechniętym kucharzem, produkowaną w Koprivnicy przez firmę Podravka. A przyprawą tą oczywiście jest Vegeta. Teraz spotkacie ją w każdym, nawet najmniejszym sklepiku, występuje w różnych odmianach, a rodzimy przemysł podchwycił temat i produkuje rozmaite Kucharki, Ziarenka Smaku itp. Natomiast w latach 70-80, jeśli znajoma podarowała ci lub przywiozła na sprzedaż ten „rarytas”, to było naprawdę coś! W sprzedaży odręcznej, w biurach czy innych firmach rozchodził się natychmiast, a panie były bardzo szczęśliwe z jej posiadania.

Vegeta występuje obecnie w wielu, różnych odmianach.

Vegeta

Czytaj dalej

Bałkański weekend w Krakowie

Tak się złożyło, że przedostatni weekend września mogliśmy spędzić w Grodzie Kraka, mieście, które od zawsze było numerem jeden mojej listy miejsc, w których chciałabym zamieszkać. Zatem, jak to się stało, że mieszkam pod Warszawą? Historia jest dość zawiła, ale generalnie związana była z tym, że dostałam się na psychologię na UW, a nie na UJ. Zasadniczo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jednak tęsknota za Krakowem pozostała. Niestety od paru lat zawsze stanowiło ono dla mnie miasto tranzytowe, przez które tylko przemykałam albo bardzo wcześnie rano, albo późno wieczorem, bez możliwości pozostania tam na dłużej. W ten wrześniowy weekend było jednak inaczej, a wszystko za sprawą zaproszenia, jakie otrzymaliśmy od Hotel Ibis Kraków Centrum. Dzięki niemu mogliśmy spędzić dłuższą chwilę w moim ulubionym mieście południowej Polski.

Do Krakowa przybyliśmy w sobotę, koło godziny 11. Całą drogę z Kielc lał deszcz, a kiedy wjechaliśmy do naszego miasta docelowego okazało się, że pogoda wcale nie chce nas rozpieścić promieniami, błękitnym niebem i ciepłem. Szybka analiza sytuacji i zamiast jechać prosto do hotelu, zarządzam, że najpierw musimy odwiedzić Nową Hutę. Akurat w ten weekend trwała tam impreza pt. Zajrzyj do Huty 6, podczas której można było za darmo poznać wiele nowohuckich atrakcji i ciekawostek. Niestety było za późno, by zapisać się na wycieczki z przewodnikiem, ale tak czy inaczej postanowiliśmy zwiedzić tę dzielnicę na własną rękę. Pomocny z tym był oddział MHK na os. Słoneczne 16. Tam, oprócz wystawy „Nowa Huta dla Wolnej Niepodległej”, można było zdobyć darmowe mapki, informatory i książeczki, dzięki którym dużo łatwiejsze było indywidualne zwiedzanie. My dodatkowo wsparliśmy się Geocachingiem, który wyznaczył nieco naszą marszrutę. Zajrzeliśmy zatem na nowohuckie łąki, do dawnego Kina Świt (obecnie jest to dom handlowy), do Teatru Ludowego oraz do tworzącego się właśnie Muzeum PRL w dawnym budynku Kina Światowid. W tym ostatnim miejscu odbywała się wystawa „Kadrowanie PRLu”. Zaprezentowano na niej fotografie dwóch autorów: Henryka Hermanowicza i Jerzego Szota, którzy uwieczniali PRL na dwa różne sposoby. Pierwszy z nich ukazywał radosne oblicze tej epoki, natomiast drugi szarzyznę i czasami brzydotę tego okresu, choć jak podkreślał sam autor „świat wokół był brzydki, ale ludzie piękni i to oni stanowili najważniejszy element jego fotografii”.

Na wystawie w MHK w Nowej Hucie

MHK Nowa Huta

Czytaj dalej

Cevapcici, czyli coś dla mięsożerców

Jak wiecie, ja nie jadam mięsa, więc nie wiele na jego temat mogę powiedzieć. A ostatnio otrzymałam pytanie dot. przygotowania potrawy, jaką jest Cevapcici (ćevap). Nigdy nie jadłam, więc nie wiem, ale na szczęście na ratunek przyszła moja Mama, która dziś prezentuje przepis na tę mięsną potrawę.

Było coś dla „bezmięsnych”, to teraz coś dla mięsnych smakoszy. Cevapcici (ćevap) to danie, które miałam okazję zjeść w Sarajewie. Było bardzo późne, upalne popołudnie, a wokół pachniało dość mocno grillowanym mięsiwem. Trwał ramadan i do 21, czyli do lipcowego zachodu słońca, muzułmanie poszczą. Meczety były pełne modlących się, a wszelkiej maści restauracje i maleńkie uliczne knajpki szykowały się na „wielkie żarcie”. Turyści tacy jak my, robili się coraz bardziej głodni, bo od tych zapachów wydzielały się soki żołądkowe, które ostro domagały się spróbowania tych pyszności. Polska przewodniczka mieszkająca w Sarajewie od 28 lat zaprowadziła nas do knajpki, o której powiedziała, że tu trzeba po prostu spróbować tego dania. Co tu dużo mówić – było naprawdę pyszne! Po powrocie do kraju zaczęłam szukać przepisów na cevapvcici, a w sklepie znalazłam przyprawę firmy Kotanyi o tej samej nazwie. No to zabieramy się do działania, ale jest pewne ale!

Jest to danie, które uda się wyłącznie z bardzo dobrej jakości wołowiny. Niestety w naszym kraju sprzedawana jest za wielkie pieniądze wołowina pochodząca ze starych krów mlecznych (rolnik sprzedaje krowę, bo przestała dawać dużo mleka), a jest ogromna różnica między mięsem rasy mlecznej , a rasy typowo mięsnej. Dlatego proponuję kupić wołowinę dojrzewającą (od 7-21 dni) do nabycia w Lidlu lub drogą, ale trudno dostępną polędwicę wołową (można wspomóc się mięsem wołowym na tatara).

Cevapcici_Bosnia_(10675837796)

źródło: amanderson2, CC BY 2.0, http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cevapcici_Bosnia_%2810675837796%29.jpg

Czytaj dalej

Tawcze grawcze (тавче гравче) czyli Macedonia na talerzu

Kulinarne wpisy mojej Mamy przypadły Wam do gustu, więc dziś znów przygotowała dla Was smaczną, bałkańską inspirację kulinarną. Zapraszamy!

Jeden z piękniejszych, choć pozbawiony dostępu do morza krajów bałkańskich, to maleńka Macedonia. Górzysta, pełna jezior, a historia wyziera tu z każdego kąta. Macedonia jest urokliwa, ale zarazem bardzo smaczna. Dla „mięsożerców” polecam oczywiście wspaniałe dojrzewające wędliny z dodatkiem różnych przypraw, wspaniałe mięsa pieczone, faszerowane papryki i jak wszędzie na Bałkanach pyszne burki. Ale dziś przepis na danie typowo macedońskie z ukłonem dla „bezmięsnych” i nie tylko. Daniem tym jest  „tawcze grawcze”, ale pisownia oryginalna  jest inna – тавче гравче / tavche gravche, co dosłownie oznacza miskę fasoli. Aha, może się wydawać , że to znana nam „fasolka po bretońsku”, nic bardziej mylnego, gdyż jest to w 100% danie wegetariańskie, bardzo sycące, a zarazem łatwe do zrobienia z dostępnych składników i bardzo podzielne, można było nim obdzielić całą rodzinę.

Tawcze Grawcze

źródło: Flickr, vesnamarkovska, CC BY-SA 2.0, https://www.flickr.com/photos/30406454@N04/2907445569/sizes/l

Czytaj dalej

Bałkany zamknięte w słoiku, część 2

Dziś zapraszamy wraz z Mamą na kolejny przepis, który pozwoli Wam zamknąć Bałkany w słoiku. Tym razem jednak brałam czynny udział w tym procederze zamykania, więc przy okazji powstała nieco obszerniejsza dokumentacja fotograficzna. Zapraszam zatem do czytania, a następnie do własnoręcznego przygotowania pieczonej papryki 🙂

Podróże kształcą i wyrabiają smak, można dodać. W czasach mojej młodości papryka była rzadkim gościem na polskich stołach i tym samym jej użycie do potraw było ograniczone. Ci, których było stać i mieli takie możliwości jeździli na Węgry lub do Jugosławii i stamtąd przywozili paprykę, która była warzywem dość egzotycznym. Papryka była zawsze w proszku i to przeważnie słodka. Czasy się zmieniły – podróżujemy, a papryka stała się warzywem powszechnie dostępnym, ale niestety z pewnym „ale”. Mamy właściwie przez cały rok dostępną paprykę hiszpańską, dość grubą, mięsistą, dającą się długo przechowywać. Oczywiście ma swoje walory, ale żeby naprawdę w papryce zasmakować trzeba pojechać na Bałkany. „Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma!” – mówi stare porzekadło. I dziś przepis na Paprykę w oleju (hiszpańską oczywiście).

Pieczona Papryka

Czytaj dalej