Relacja z I Festiwalu Podróżniczego Klubu Szalonego Podróżnika

Jak wiecie, lub nie wiecie, ewentualnie zapomnieliście, w zeszły weekend, to jest 24 maja w Środzie Wielkopolskiej, wraz z Markiem uczestniczyliśmy w I Festiwalu Podróżniczym Klubu Szalonego Podróżnika. Był to pierwszy tego typu festiwal w jakim uczestniczyliśmy, ale stanowiło to dla nas, a przede wszystkim dla mnie jako prelegentki, dobre doświadczenie. O czym opowiadałam? O wyprawie na Bałkany z 2012 roku, kiedy udaliśmy się tam z Markiem na 26 dni. Jak część z Was doskonale wie, jestem potworną gadułą i limit 45min na opowiedzenie tego, co widzieliśmy, robiliśmy i czego doświadczyliśmy przez ten czas było dla mnie sporym wyzwaniem. Niemniej jednak w wyznaczonym czasie się zmieściłam, może powinnam była powiedzieć mniej, ale z drugiej strony chciałam ludziom przybliżyć Bałkany i trochę mniej skupiać się na własnych przeżyciach, bo nie zawsze i nie dla wszystkich mogło to być interesujące. W każdym razie choć nie zostaliśmy wyróżnieni przez jury, to ja jestem z siebie zadowolona i wiele bym w samej prezentacji nie zmieniła.

I Festiwal Podróżniczy

Czytaj dalej

Bałkany 2012 – PODSUMOWANIE

Nadszedł czas na podsumowanie Bałkanów 2012. Na wstępie powiem, że kolejny raz potwierdza się swoista prawidłowość, że im bardziej spontaniczny wyjazd, tym bardziej udany. Decyzja o wyjeździe podejmowana przy grzanym winie. Głównym celem miała być Chorwacja, która dotąd była mi nieznana. Jak już sami wiecie, pogoda sama ułożyła dla nas plan działania, który nie za wiele miał z wcześniejszymi założeniami.

wieczorny połów

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 27 – przez Rumunię, Węgry i Słowację do Polski

7 maj 2012

Budzimy się wyjątkowo wcześnie, bo już około 6 rano. Koło naszego samochodu przetacza się spore stadko owiec, co jest nieco surrealistyczną, poranną wizją. Nieopodal naszego kiankowego obozowiska stoją dwa samochody. Jak się okazało należały do dwóch rybaków, którzy przyjechali na poranny połów ryb w Timisu. Opuszczamy naszą noclegownię pod mostem i podjeżdżamy na niewielką polankę, położoną nieopodal. Jemy tam śniadanie, rozkoszując się piękną pogodą i wyjątkowo przyjemną, rześką temperaturą. Dla mnie jest idealnie, gdyż wreszcie nie jest mi za gorąco.

Widok z naszego miejsca noclegowego

Timis

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 26 – przez Czarnogórę, Serbię i Rumunię

Po krótkiej przerwie zapraszam Was na ostatnie chwile z Bałkanami 2012. Przed nami jeszcze dwa wpisy wspomnieniowe oraz podsumowanie całej podróży 🙂

6 maj 2012

No to wracamy do Polski. Wstajemy po 7 i przed 8 opuszczamy Dolinę Bistricy. Zaglądamy na chwilę do Berane i robimy jakieś drobne zakupy. Następnie ruszamy ku granicy z Serbią, do przejścia Pać/Spiljanic. Teren wiodący na granicę przypomina nam trochę Słowację i tamtejsze pagórkowate rejony. W Roźaje kupujemy pożegnalne burki z serem. Zjadamy je nad malowniczym kanionem rzeki Ibar. Marek wpada na genialny pomysł, żeby szutrową drogą zjechać nad samą rzekę, żeby nieco się odświeżyć. Idea umycia włosów dość mocno mnie uradowała, więc uznałam, że to nie najgorsza idea. Zjeżdżamy zatem Kianką na samo dno kanionu. Woda w Ibar jest wyjątkowo zimna, więc mycie pod nią głowy stanowi wyjątkowo bolesne doświadczenie.

Nad kanionem rzeki Ibar

kanion rzeki Ibar

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 25 – Góry Komovi i Bjelasica

5 maj 2012

Poranek jest rześki i szybko stawia nas na nogi. Opuszczamy naszą bazę noclegową i zjeżdżamy odrobinę w dół, by zjeść śniadanie z widokiem na piękną, górską okolicę. A widać drogę do przełęczy Tresnjevik, Bielasicę oraz Komovi, które były naszym celem.

Widokowe śniadanie

góry Czarnogóry

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 24 – z Albanii do Czarnogóry

4 maj 2012 Dzień, w którym rozpoczęliśmy drogę powrotną do Polski.

Słowa wracać i pożegnanie nie brzmią zbyt optymistycznie. Nie dość, że musimy pożegnać się z „naszą dziką plażą”, to dodatkowo, za dni parę będziemy znów w szarej, polskiej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony, nie mamy na co narzekać. Byliśmy przecież w tylu wspaniałych miejscach, doświadczyliśmy sporo, a przed nami jeszcze trochę atrakcji. Oczywiście chciałoby się pojechać jeszcze dalej, na dłużej, żeby zobaczyć więcej. Ale jak to się mówi, apetyt rośnie w miarę jedzenia i z podróżami jest tak samo. Człowiek raz spróbuje i przestać nie może. Jednak różne obowiązki oraz kwestie finansowe zmuszają nas do powrotu na ojczyzny łono.

Poranek spędzamy na szykowaniu się do drogi – pakujemy się, sprzątamy Kiankę, w której zgromadziła się spora ilość piasku i kamieni. Słońce dość mocno nam przyświeca, mimo kręcących się wokół mniejszych, czy większych chmur. Zastanawiamy się, kiedy uda nam się tu znów wrócić. Czujemy, że nie nastąpi to zbyt szybko, więc oboje nieco markotniejemy. Rozważamy również to, jak długo „nasza dzika plaża” pozostanie rzeczywiście dziką. Mamy nadzieję, że jak najdłużej, bo największym urokiem tego miejsca jest właśnie brak infrastruktury. Oby Albańczycy szybko nie przekształcili naszej plaży w kurort.

Pożegnalne zdjęcie, zrobione przez Kiankę

Plaża Albania

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 23 – ostatni dzień na „naszej dzikiej plaży”

3 maj 2012 czyli kolejne święto, które spędzamy na Bałkanach.

Poranek jest nieco chłodniejszy niż dnia poprzedniego i góry są dość mocno zamglone. Marek nie jest w nastroju na wczesne wstawanie, ja natomiast będąc w rytmie porannych pobudek już od 7 jestem na nogach. Szykuję śniadanie i zrzędzę Markowi nad głową, by dotrzymał mi towarzystwa.

Poranna mgła

plaża Albania mgła

Czytaj dalej

Balkany 2012. Część 21 – z Elbasanu przez Tiranę na „naszą dziką plażę”

1 maj 2012 Dzień zaczynamy jakoś przed 7 rano. Na zewnątrz panuje przyjemny, orzeźwiający chłód, dzięki temu, że słońce nie zdążyło jeszcze wychylić się zza gór, by oświetlić dolinę. Porzucamy nasze mało udane miejsce noclegowe, w którym jednak nie odwiedzili nas policjanci. Przewidywania Marka na szczęście się nie sprawdziły w tym temacie.

Wyruszamy do Elbasanu. Po drodze usiłujemy znaleźć stację benzynową, na której moglibyśmy zapłacić kartą. Kiedy zajeżdżamy na te, które mają znaczek Visy, okazuje się, że przyjmują jedynie gotówkę.  W końcu docieramy do Elbasanu, kolejny raz orientując się, że mapy Albanii są mało dokładne. Początkowo Marek chce dotrzeć do jakiś gorących źródeł, które zlokalizowane są około 20km od samego Elbasanu. Jedna z map twierdziła, że odbicie do nich znajduje się przed miastem, co niestety nijak nie pokrywało się z rzeczywistością. Zgadzały się natomiast informacje z Google Maps, które wskazywały, że odbicie jest na wysokości miasta. Zanim jednak wyruszamy na poszukiwania źródeł,  robimy większe zakupy w piekarni. Mieli tam przepyszną foccacie  z oliwkami, słonym bałkańskim serem oraz rewelacyjną oliwą z bazylią. Prosta rzecz, a smakowała naprawdę wykwintnie.

Jedziemy na południe od Elbasanu, lecz gorących źródeł ani widu, ani słychu. Nie odnajdujemy też rzekomego uzdrowiska, które miało się koło nich znajdować. Niezrażeni jedziemy w inne miejsce, które mieliśmy jeszcze do odhaczenia w tej okolicy. Chodziło o Jezioro Banja. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że jezioro zniknęło. Zapytacie się: ale jak to? No cóż tu historia jest dość zawiła i dotyczy błędów, jakimi raczą nas albańskie przewodniki. Autorka naszego przewodnika, na wstępie swej książki, pisze m.in. o tym, że mapy Albanii zawierają bardzo dużo błędów, m.in. nanoszenie na nie nieistniejącego już od dawna Jeziora Banja. Owszem, z tydzień wcześniej o tym przeczytaliśmy, ale gdy zaczęliśmy analizować informacje dotyczące Elbasanu i dowiedzieliśmy się, że będąc w tym mieście warto pojechać do pięknego Jeziora Banja, to zapomnieliśmy o tym, co autorka napisała na pierwszych stronach. Cóż, albo autorka ma rozdwojenie jaźni, albo po prostu pisała swój przewodnik częściowo bazując na informacjach zaczerpniętych od miejscowych. Idąc tym tropem, pewnie nie we wszystkich, opisywanych przez siebie miejscach, była osobiście. Siedząc z widokiem na nieistniejące Jezioro Banja śmiejemy się z samych siebie i z tego, że nie skojarzyliśmy historii Jeziora Banja. Zasadniczo jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż okolica była całkiem ładna i warto było się tu zjawić.

Jezioro było, ale się cóż…zmyło?

jezioro banja

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 20 – Meteora i Albania

30 kwiecień 2012

Już prawie 3 tygodnie jesteśmy w podróży. Z jednej strony to dużo, z drugiej… cóż ludzie potrafią podróżować latami lub przez całe życie, więc na ich tle wypadamy blado. Przykre jest to, że musimy powoli planować drogę powrotną do Polski. Marek nie może opuścić trzeciego zjazdu na uczelni, a po drugie kasa powoli nam topnieje. Ważne jest jednak to, czego do tej pory doświadczyliśmy, co zobaczyliśmy i co jeszcze zobaczymy.

Poranek znów budzi nas bardzo optymistycznie, czyli świecącym prosto w oczy słońcem. Zza niego widzimy majestatyczne skały Meteorów. Nasze mokre ciuchy, leżakujące na karimacie pod samochodem nawet trochę przeschły, więc wieczorne pranie było całkiem dobrym pomysłem. Debatujemy jeszcze, co mamy komu przywieźć z naszego wojażu, jednak bardziej martwi nas mała ilość kasy na powrót i kiankową benzynę. Ale jakoś damy radę. Kto jak nie my?

Jemy śniadanie i dosuszamy ubrania na coraz mocniej świecącym słońcu. Ruszamy do Kalampaki, gdzie najpierw zajeżdżamy do Lidla, gdzie robimy małe zapasy, głównie wody, której mamy stanowczo za mało. Nikogo (oprócz nas) nie dziwił w sklepie widok mnicha ładującego na wózek zapas piwa w puszce oraz innych mniej lub bardziej wykwintnych wiktuałów. Na parkingu przed Lidlem raduje nas natomiast widok dwóch Kianek na greckich blachach – jedna była czerwona a druga biała. Tak dość patriotycznie.

Kalampaka

Kalampaka

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 18 – Saranda i okolice

28.04.2012 Wstajemy koło 7:30, gdyż budzi nas dość tropikalna temperatura panująca w namiocie. Pogoda znów jest bajkowa, lecz tym razem na niebie pojawiają się jakieś obłoczki, których jeszcze wczoraj nie było. Oboje nieco cierpimy z powodu poparzeń słonecznych, choć to oczywiście ja wyglądam jak burak wyciągnięty z piekarnika, co wróży tylko jedno – schodzącą skórę. Co gorsza, słonko poparzyło mnie idealnie pod kolanami, co niestety utrudnia mi swobodne poruszanie się.

Po śniadaniu sprzątamy oraz wietrzymy Kiankę. Marek idzie się ostatni raz przepłynąć w morzu. Ja unikam słonej wody, gdyż moja skóra wystarczająco już mnie piecze. Kiedy Marek wraca dopakowujemy Kiankę i okazuje się, że jeśli wszystkie graty odpowiednio się poukłada, to spokojnie zmieściłby się jeszcze jeden pasażer.

Żegnamy się z naszą dziką plażą i wyruszamy do Sarandy. Kiedy wydostajemy z kamienistej drogi na asfalt, ruszamy dalej na południe, trasą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Przewodniki podkreślają, że droga ta jest wyjątkowo widokowa i mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać obiema rękami i nogami. Góry, morze, drzewka oliwne i pomarańczowe. Generalnie Albania w tym rejonie ma typowo śródziemnomorski klimat, panuje tu większy ład i spokój, co odczuwa się również na drogach. W pewnym momencie przejeżdżamy obok formacji skalnych, które wyglądają niczym Melnickie Piramidy. Cóż, w Bułgarii nie będziemy podczas tej wyprawy, to chociaż namiastkę piramid mamy w Albanii.

W drodze do Sarandy

południe Albanii

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 17 – na rajskiej, albańskiej plaży

27.04.2012 Dzień kompletnego lenistwa.

Rano budzi nas dźwięk…dzwonków. Czujemy się tak, jakby dzwoniły nam idealnie nad naszymi głowami. Gdy wychodzimy z namiotu okazuje się, że obok naszego obozowiska, na trawie pasie się małe stadko koni. Ich przewodnik – sporej wielkości ogier, miał przytroczony do szyi donośny dzwonek. Dzięki temu reszta stadka wiedziała, którędy mają podążać.

Obozowisko na albańskiej plaży

plaża Albania
Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 16 – droga do albańskiego raju

26.04.2012 Dzień zaczyna się dla mnie bardzo wcześnie, bo już o 6:40. Staram się nakłonić Marka, żeby poszedł w moje ślady, lecz dość jawnie wyraża niechęć do wstawania skoro świt. Mnie jednak nosi, bo pogoda jest bajkowa – błękit nieba, ostre słońce i przejrzysta widoczność. Ten ostatni aspekt wynika z tego, że panuje dość niska temperatura, ale nie ma się czemu dziwić, jesteśmy w końcu w górach. Spoglądają na nas Alpy Albańskie oraz jakieś greckie szczyty (tak w każdym razie wynikałoby z naszej mapy).

Pożegnalny widoczek ze wzgórza Sarisalltikut

Sarisalltikut
Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 15 – „Have nice time in Albania” Shkoder i Kruja

25.04.2012 Czyli dwa tygodnie w podróży

Poranek jest mocno pochmurny, co utwierdza mnie w przekonaniu, że raczej nie jestem zbyt dobrą pogodynką czy meteorologiem. Moje wczorajsze przewidywania odnośnie ładnej pogody nijak się mają do rzeczywistości.

Usiłuję ogarnąć mało przytomnego z powodu niewyspania Marka. Kiedy mi się to w końcu udaje, podjeżdżamy do pobliskiego wodospadu, by w jego okolicy zjeść śniadanie. Gdy jesteśmy w połowie konsumpcji kanapek, zaczyna lać i dość mocno wiać. Pakujemy  się w lekkiej panice do Kianki i kiedy wsiadamy z całym majdanem do jej przytulnego wnętrza, deszcz ustaje. Złośliwa i ewidentnie ruda bestia jest z tego deszczu…

Analizując naszą sytuację, decydujemy się pojechać do Shkodra, by spróbować złapać tam wifi , w celu sprawdenia jakieś prognoz pogody. Kiedy jedziemy drogą wzdłuż jeziora Koman, nadciąga wodny Armagedon. Stwierdzenie, że leje jak z cebra, wydaje się w tym momencie średnio oddawać obraz sytuacji.

Docieramy do Shkodra, w którym znów panuje chyba typowy dla tego miasta rozgardiasz. Jesteśmy jednak znacznie mniej zaskoczeni, niż za pierwszy razem. Z drugiej strony, z racji panującej ulewy, po ulicach kręci się znacznie mniej ludzi i samochodów. Porzucamy Kiankę i wyruszamy na poszukiwania darmowego wifi. Ostatecznie wybieramy Lobby Bar przy Rruga Studenti, gdzie poimy się kakao i korzystamy z wifi do woli. Aktualizujemy Kiankowy profil na fb oraz kontaktujemy się z rodzinami i znajomymi. Kontrolujemy również stan naszych kont bankowych, co zasadniczo jest podczas wyjazdu dość istotną kwestią. Sprawdzamy również prognozy pogody i gdy to robimy, ulewa ustaje i wychodzi piękne słońce. Na ulicach, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, od razu robi się tłoczno a chaos się wzmaga. Postanawiamy znów udać się do informacji turystycznej, by porozmawiać z sympatyczną Albanką. Tam podejmujemy decyzję – jedziemy na samo południe Albanii, do Sarandy! Po drodze odwiedzimy Kruję, Tiranę, Dures. A może będąc w samej Sarandzie udamy się do Grecji, po to by „odhaczyć” kolejny, bałkański kraj na naszej trasie.

Meczet w Shkodrze

meczet w Shkodrze

Na ulicach Shkodra

Shkoder

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 14 – w Albanii czas płynie inaczej

24.04.12 Po wczorajszej, radosnej, nocnej wizycie miejscowych policjantów, poranek jest dla nas zbyt wczesny. Jednak pogoda jest całkiem przyjemny, spod szarych chmur zaczyna przebijać się niebieskie niebo i słońce. Szykujemy sobie śniadanie na brzegu urwiska, z widokiem na morze. Obok nas zaczynają przemykać samochody wiozące pracowników na pobliskie budowy. Jedno z aut przejeżdża koło nas dwa razy, a jego pasażerowie przyglądają nam się z zaciekawieniem. Ostatecznie zostajemy zagadnięci przez jednego z mężczyzn, niestety po włosku. Po pierwsze zapytał się skąd jesteśmy, a gdy usłyszał, że z Polski, to bardzo się ucieszył. Później nastąpiła seria gestów i pomruków, która oznaczała tylko tyle: tu nie wolno nocować. Ponieważ nasz bardzo gadatliwy rozmówca wskazywał na okolicę, myśleliśmy, że chodzi o opuszczone z racji braku sezonu ośrodki.

Śniadanie nad urwiskiem

Albania śniadanie

Czytaj dalej