Rumuńska Transalpina

Zapraszam Was na blogową nowość, czyli Występy Gościnne. Na występach pojawiać się będą osoby, które chcą się z Wami podzielić swoimi bałkańskimi doświadczeniami, a np. odwiedzali miejsca, w których ja nie byłam lub byłam zbyt krótko, by móc pochwalić się jakąś szerszą wiedzą i doświadczeniem. Moi goście będą się też starali pokazać inne spojrzenie na Bałkany, co mam nadzieję wzbogaci nie tylko mojego bloga, ale również pozwoli Wam zobaczyć ten region Europy z innej perspektywy. Na pierwszy ogień idzie Szymon z bloga Za miedzą i dalej, którego mogę chyba śmiało określić mianem „bałkanofila”. Nawet Marek nie przeczytał wszystkich moich wpisów, a Szymon, mam wrażenie, że tak 😉 Dziś przed Wami Transalpinae, druga po Trasie Transfogarskiej (Transfogaraskiej) najpopularniejsza, górska droga w Rumunii. Ja niestety nie miałam okazji nią jechać, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się to nadrobić!

Transalpina

Czytaj dalej

Reklamy

Bałkany 2013 – 3..2..1 start!

Zapraszam Was na kolejną relację bałkańską. Tym razem coś bardziej aktualnego, czyli dwutygodniowa wyprawa Bałkany 2013. Był to wyjazd krótki, acz intensywny oraz silnie zapadający w pamięć. A dlaczego? Cóż część z Was wie, a część się dowie już wkrótce 🙂

Ale od początku. Sam wyjazd narodził się dość szybko, gdyż nie wiedzieliśmy czy w ogóle będziemy mogli wybyć gdzieś poza Polskę. Na szczęście okazało się, że mamy zielone światło i data została wyznaczona na 11 sierpnia czyli na niedzielę. W sobotę jeszcze uczestniczyliśmy w ślubie i weselu Aśki i Kacpra, po którym udaliśmy się wieczorem do Kielc.

11 sierpnia 2013

Godzina 3:30. Barbarzyńska pora na wstawanie, lecz założona na ten dzień trasa przejazdu wymaga od nas poświęcenia. Z Kielc wyjeżdżamy o godzinie 4, gdy na zewnątrz jest chłodno i ciemno. Jedziemy na Tarnów, ruch na drogach znikomy. Kierujemy się przez przełęcz Dukielską, gdzie przekraczamy granicę ze Słowacją. Nasi południowi sąsiedzi raczą nas ciągnącymi się od Stropkova aż do Vranova nad Toplou remontami dróg. Słowacja częstuje nasz również czymś przyjemniejszym, a dokładniej rejonem Tokaj. Tak, chodzi o ten Tokaj, czyli szczep winny, z którego produkuje się pyszne wino. Znajdujemy się w Velkym Kamencu, gdzie przy ruinach zamku odpoczywamy chwilę, ciesząc oczy pięknymi widokami na winnice oraz wyjątkowo płaskie Węgry, które znajdowały się tuż za miedzą (w przenośni i dosłownie).

Poranek w trasie

Bałkany czyli o co tyle szumu? Część 3

Dziś przed ostatnia część naszego sprintu przez Bałkany. Tym razem trzy kraje, z czego dwa przez niektórych są zaliczane do Bałkanów, a przez niektórych niekoniecznie. Ja je włączam w poczet tego cudownego rejonu i nie będę się zbytnio zatrzymywać nad kwestiami historyczno – geograficznymi. Tu już przestaję zachowywać kolejność alfabetyczną.

S jak Serbia – czyli dla wielu podróżników kraj tranzytowy, pozwalający sprawnie i bez większych komplikacji  (no chyba, że natrafimy na gigantyczne kolejki na granicach) dotrzeć do Grecji. Jednak Serbia to nie tylko tranzyt, ale główny producent żywności dla niemalże całych Bałkanów. W Czarnogórze czy Chorwacji większość produktów ma napis „made in Serbia”, dlatego jadąc przez nią towarzyszą nam ogromne połacie pól uprawnych. Serbia ma jednak do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko drogi i jedzenie. W tym roku, poza znanym i cenionym Festiwalem Trąbek, odbywało się kilkanaście festiwali muzycznych na naprawdę wysokim poziomie. Jak na kraj bałkański przystało, znajdziemy tam sporo rzek, pięknych głębokich dolin i miejsc historycznych.

Dla kogo Serbia? Z pewnością dla tych, którzy planują wycieczki objazdowe lub dłuższe trekkingi. Z racji braku dostępu do morza, Serbia jest raczej krajem dla osób bardziej mobilnych i lubiących coś więcej, niż „plażing i smażing”.

Ceny – podobne jak w Polsce, ale według mnie produkty spożywcze są tam nieco tańsze niż u nas.

Pogoda – klimat typowo kontynentalny, jednak temperatury w lecie będą tam zawsze wyższe niż w Polsce. Zimy mają też łagodniejsze, ale im wyżej dotrzemy tym będzie chłodniej, a zimy dłuższe i bardziej srogie.

Jedzenie – podobne jak w Czarnogórze czy Chorwacji, ale tańsze.

Zakupy – sklepów jest pod dostatkiem i w tych większych nie ma problemu z płatnością kartą. Pamiątki i prezenty można zakupić  w każdej turystycznej lokalizacji do jakiej trafimy.

SONY DSC

B jak Bułgaria – czyli kraina winem i miodem płynąca. O Bułgarii ciężko napisać tylko kilka zdań, gdyż jest to duży kraj o urozmaiconych walorach. Ale jedno jest pewne – wina produkują tam dużo, a każdy kto mnie zna wie, że Kadarka to chyba mój ulubiony alkohol. Bułgaria to przepiękne góry, Dolina Róż oraz Złote Piaski, czyli ulubiony kurort Polaków od czasów, gdy organizowane tam były wczasy pracownicze. Kraj, który ma morze i góry, daje zawsze nieco więcej kompromisów dla ewentualnych kłótni o wybór miejsca na wakacje.

Dla kogo Bułgaria? Zasadniczo dla wszystkich. Ma na tyle dużo do zaoferowania, że zarówno leniwce jak i aktywiści nie będą się tam nudzić. Ważne jest to, że cały czas rozbudowują tam sieć autostrad, dzięki czemu podróżowanie będzie szybsze i sprawniejsze.

Ceny – dość zbliżone do naszych.

Pogoda – nad morzem klimat będzie łagodniejszy niż w centrum kraju, gdzie dominuje klimat bardziej kontynentalny. Znów należy pamiętać, że w terenach górskich musimy  mieć zawsze nieco cieplejszy zestaw ubrań (no chyba, że jesteśmy w środku lata w Piramidach Melnickich, wtedy lepiej mieć na sobie mniej, niż więcej).

Jedzenie – oczywiście flagową, bułgarską potrawą jest Szopska Sałatka oraz omlet ze słonym serem. Ja tym zestawem żywiłam się przez tydzień, jaki spędziłam w Bułgarii i szczerze mówiąc pewnie i przez miesiąc mogłabym tak jeść. W Bułgarii do wszystkiego podają pieczywo, ale nie typowy chleb jak u nas, a coś bardziej bułkowatego. Oczywiście jak na prawdziwy kraj bałkański przystało, piekarnie są u nich rajem na ziemi a i ceny nas w tym raju nie dobiją.

Zakupy – sklepów jest wszędzie sporo. Ciekawe jest to, że podróbki markowych produktów (np. coli) bywają droższe od oryginałów. Nie wiem od czego to zależy, ale tak rzeczywiście się zdarzało. Po najlepsze pamiątki zapraszam do Melnika (nie, nie dostaję procenta od sprzedaży, a szkoda…). Dostaniecie tam pyszne wino oraz dżemy z poziomek, miody wszelkiej maści i inne pyszności. Eh rozmarzyłam się…

SONY DSC

R jak Rumunia – to przede wszystkim góry, które przez Polaków są znane, cenione i bardzo często odwiedzane. Rumunia to jednak też stereotypy, które w Polsce nadal są żywe i powtarzana dość często. Rumun to na pewno złodziej, a Rumunka to prostytutka. Ok…można się na te dwa typy w Polsce natknąć, ale biorąc pod uwagę wielkość samej Rumunii, to należy wyjść poza obręb naszego wąskiego postrzegania. Według mnie Rumunia to kraj rozwijający się, czerpiący ze swego potencjału i tego, co daje mu Unia Europejska. Drogi mają coraz lepsze, choć nadal „pędzą” po nich wozy drabiniaste mające swoje własne tablice rejestracyjne. Rumunia jest piękna, momentami dzika i dziewicza i jej dużym plusem jest to, że z Polski mamy do niej bliżej niż do Bułgarii, Chorwacji czy Albanii. Posiada góry, morze i deltę Dunaju, będącą ostoją dzikiej zwierzyny, głównie ptaków.

Dla kogo Rumunia? Raczej dla aktywnych, lubiących sporo chodzić po górach lub jeździć po bardziej pofałdowanym terenie na rowerze. Oczywiście fani kurortów również znajdą tam dla siebie coś odpowiedniego, jednak jakoś ciężko mi jest wyobrazić sobie, że na cel podróży obraliby właśnie Rumunię. Ale może teraz to ja myślę stereotypowo.

Ceny – zbliżone do polskich, czasem w sklepach może być jednak taniej niż u nas.

Pogoda – w górach wiadomo, nad morzem łagodniej.

Jedzenie – zarówno dla wegetarian jak i mięsożerców znajdzie się tam coś miłego. Choć mnie Rumunia kojarzy się głównie z pysznymi serami.

Zakupy – supermarketów mają równie dużo jak u nas. Pamiątki w turystycznych punktach mogą osiągać całkiem spore ceny, ale jak dobrze poszukać, to można wyłapać co ciekawsze rzeczy, które nie ogołocą naszych kont i portfeli.

SONY DSC