Bałkany 2012. Część 4 – deszczowo w Chorwacji

14.04.2012 Pogoda nas nie rozpieszcza i poranek jest deszczowy. Mimo, że śpimy w lesie, to krople uderzają z werwą w namiot. Próbujemy się szybko ogarnąć, ale ogólnie panująca wilgoć nie przyspiesza naszych działań. Przed odjazdem w stronę Splitu sięgam po jedną z butelek z wodą, które leżą pod Kianką, by popić lekarstwo. Niestety okazało się, że Marek z bliżej nieokreślonych przyczyn zostawił napełnioną słoną wodą butelkę, która wieczorem służyła nam do mycia. Spory łyk morskiej wody to nie jest to, co rude tygrysy lubią najbardziej. Rewolucja w żołądku gotowa.

Jedziemy w stronę Splitu, lecz zanim do niego dojedziemy odbijamy w stronę zamku Klis. Wiało i padało, do tego zamek był czynny dopiero od 10, a my byliśmy tam około godziny 9:30 (wejście: dorośli 20kun, dzieci 10kun). Zasadniczo widok stamtąd jest piękny, niestety nie jest nam dane w pełni go podziwiać, z racji sporego zachmurzenia.

Droga do Zamku Klis

Klis droga Czytaj dalej

Reklamy

Bałkany 2012. Część 1- Kianka Expedition startuje

Po chwili oddechu po poprzedniej podróży, znów zabieram Was na Bałkany. Tym razem cofamy się rok wstecz, do kwietnia 2012 roku. Ale zanim wyruszymy w podróż, krótkie wyjaśnienie, jak do tego wszystkiego w ogóle doszło.

Kianaka

SONY DSC
Czytaj dalej

Listopadowe Tatry

Podhale we mgle
Nie samymi Bałkanami żyje człowiek. Dlatego też wprowadzam na bloga nowy element – relacje i wspomnienia niebałkańskie. Dziś zabieram Was ze sobą w Tatry. Są to moje ukochane góry, które znam od dziecka. Najpierw poznawałam je z pleców moich rodziców, gdy targali mnie ze sobą w nosidełkach. Później stawiałam w Tatrach swoje pierwsze krok, poznawałam pierwsze szczyty, przeżywałam pierwsze burze. A dalej…a dalej po prostu byłam od Tatr uzależniona i każdy rok bez choćby jednego wypadu w te cudowne góry, był rokiem straconym.

W pierwszy, listopadowy długi weekend wraz z Markiem oraz Kianką wyruszyliśmy na południe, by znów odwiedzić skalne królestwo Tatr.
Czytaj dalej

Kianka Expedition

Dziś chciałabym Wam „kogoś” przedstawić. Od ponad dwóch lat jest to chyba najważniejsza postać moich i Marka bałkańskich wojaży. Niektórzy mieli okazję ją poznać, inni znają ją choćby z „fanpejdża” na facebooku, z którym połączyłam tego bloga. Chodzi oczywiście o Kiankę, czyli nasz uniwersalny, podróżniczy samochód.

Kianka czyli Kia Picanto ma 8 lat, co oznacza, że narodziła się w 2005 roku. Wcześniej towarzyszyła mojej mamie, która od zawsze twierdziła, że jej mały samochodzik ma kolor niedojrzałego banana. Ja miałam w tym temacie odmienne zdanie, co zazwyczaj kończyło się rodzinną kłótnią na temat znajomości nazw kolorów. Jednak od niedawna doceniam kiankowe ubarwienie, które przydaje się w szczególności podczas biwaków na dziko. Kianka trafiła do mnie i do Marka ponad dwa lata temu i od tego momentu zaczęła jeździć na większe dystanse niż tylko trasa dom – praca – dom. Początkowo podróżowała z nami głównie po Polsce, aż do kwietnia 2012 roku, gdy postanowiliśmy zabrać ją na Bałkany. W ten sposób narodziła się Kianka Expedition. Czytaj dalej