Bałkany zamknięte w słoiku, część 1

Późne lato i początek jesieni to zazwyczaj zintensyfikowany czas przygotowywania przetworów na zimę. Oczywiście na wielu blogach czy portalach dowiecie się, że „słoikowanie” jest hipsterskie, takie „wow” i w ogóle. W moim rodzinnym domu przetwory były odkąd pamiętam i gdy później wyjechałam na studia z Kielc do Warszawy nie wstydziłam się przywożonych słojów z różnymi przysmakami. Wtedy jeszcze nie istniało pojęcie „słoik”, a moi  znajomi bardzo lubili mnie odwiedzać i wyżerać zapasy. Zawsze, na ile mogłam, to pomagałam przy przygotowywaniu dżemów czy warzyw w zalewach, jednak co tu dużo mówić, niekwestionowaną mistrzynią przetworów jest moja Mama. I dziś zapraszam Was na wpis przygotowywany właśnie przez nią, w którym opowie Wam, jak zamknąć Bałkany w słoiku. To blogowy debiut mojej Mamy (choć nie jest to jej debiut w internecie, bo już w różnych miejscach można znaleźć jej małe artykuły), więc przyjmijcie ją ciepło! (ruda)

źródło: flickr, ccharmon, CC BY-ND 2.0

Czytaj dalej

Reklamy

Psychodietetyk w podróży w warszawskiej restauracji Bałkański Kocioł

O Bałkańskim Kotle słyszałam nie raz od znajomych mieszkających na Ursynowie i w jego okolicach, lecz dopiero wczoraj udało mi się go odwiedzić. A wszystko dzięki temu, że niedzielę postanowiliśmy spędzić rowerowo w okolicy Konstancina Jeziorna oraz Góry Kalwarii, wykorzystując do tego celu przejazd metrem, który nieco skrócił nam czas dotarcia z miejsca, w którym mieszkamy. Po prawie 70km pedałowania, zmęczeni i głodni dojechaliśmy na Ursynów, gdzie po chwili poszukiwań dopadliśmy do Bałkańskiego Kotła. Znajduje się on przy Al. KEN 88, lecz nie przy samej ulicy, a nieco w głąb, na parterze jednego z bloków. Na szczęście z oddali można wypatrzyć biało – niebieski szyld. Samo otoczenie restauracji jest może mało bałkańskie, natomiast we wnętrzu możemy poczuć namiastkę Bałkanów. Przede wszystkim jest to bardzo kameralne miejsce – kilka stolików, ławy do siedzenia wyłożone poduszkami. Na ścianach wiszą duże fototapety oraz pasiaste materiały, a także możemy podziwiać ludowy, serbski (?) strój. Z głośników przez większość czasu sączyła się ludowa muzyka, która nie przeszkadzała w prowadzeniu swobodnej rozmowy i umilała czas spędzony na oczekiwaniu a później na jedzeniu.

Bałkański Kocioł

Czytaj dalej

Psychodietetyk w podróży – pokusy

Pokusy…ach któż im nie ulega? Praktycznie codziennie coś nas kusi. A to kolejna bluzka zauważona w sklepie, a to znowuż ciastko, które filuternie puszcza do nas oczko z wystawy cukierni. Jeśli nasza silna wola jest silna, to zazwyczaj jesteśmy w stanie odpędzić pokusę i przejść obok niej obojętnie.

Czytaj dalej

Psychodietetyk w podróży w warszawskiej restauracji Banja Luka oraz na pokazie filmu „Smak Curry”

Od Bałkanów do Indii droga daleka, jednak nam udało się połączyć te dwa regiony podczas jednego wieczoru. A wszystko za sprawą wizyty w restauracji Banja Luka oraz uczestniczenia w pokazie filmu „Smak Curry”, na który zaproszenie wygrałam dzięki portalowi Ugotujto.pl. I choć jak wiecie do Azji mam stosunek raczej chłodny i ambiwalentny, to gdyby nie możliwość obejrzenia pięknego filmu,  wieczór można by spisać na straty. Bo niestety ale Bałkany, a raczej reprezentująca je restauracja się, nie popisały.

Czytaj dalej

Psychodietetyk w podróży w warszawskiej restauracji Nesebar

Dziś mała, kulinarna przerwa od podróży po Bałkanach 2012. Jakiś czas temu, poszukując bałkańskich reatauracji w stolicy naszego pięknego kraju, natrafiłam na restaurację Nesebar. Nazwa lokalu nawiązuje do bułgarskiej miejscowości (która funkcjonuje pod nazwą Nesebyr) położonej nad Morzem Czarnym, na niewielkim półwyspie połączonym ze stałym lądem wąskim przesmykiem. Nesebyr został założony 3000 lat temu przez Traków, jednak większość budynków, jakie możemy tam podziwiać, pochodzą z XI – XIV wieku. Ci, którzy uwielbiają miasteczka z wąskimi, brukowanymi uliczkami, drewniano – murowane domy, klimatyczne placyki i tawerny oferujące bułgarskie przysmaki, koniecznie powinni wybrać się do Nesebyru, który wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO

Czytaj dalej

Psychodietetyk w podróży w kieleckiej restauracji Rozmaryn

Tak to bywa, że psychodietetyk w podróży zawędruje czasem do jakiejś restauracji. Zapewne domyślacie się, iż moim celem są zazwyczaj knajpki oferujące dania bałkańskie. Wczoraj również tak było, ponieważ wraz z rodzicami wybraliśmy się do kieleckiej restauracji Rozmaryn, oferującej chorwackie menu.

Nastawiona byłam bardzo pozytywnie, bo miałam sporą przerwę od bałkańskich potraw. Zacznę od lokalizacji restauracji – samo centrum miasta, przy rynku. Szyld jest może trochę mało widoczny, ale spostrzegawczość mojego padre sprawiła, że udało nam się tam trafić. Rozmaryn w nazwie sugerowałby, iż znajdziemy go sporo we wnętrzu restauracji. Niestety, rozmarynu nigdzie nie było widać, ani tym bardziej nie było czuć jego zapachu, więc szczerze mówiąc nie wiem, czemu akurat taka nazwa, która mnie osobiście bardziej kojarzy się z Prowansją niż Chorwacją. Co więcej, wystrój restauracji jest mocno ascetyczny. Owszem, na ścianach wiszą pojedyncze zdjęcia z Chorwacji, ale brakuje żywej kolorystyki, która jest nieodłącznym elementem wszystkich, bałkańskich krajów. A w Rozmarynie jest po prostu biało.

źródło: http://bi.gazeta.pl/im/d1/d0/d8/z14209233Q.jpg
Czytaj dalej

Psychodietetyk w podróży – przekąski, zakąski!

Tytuł pewnie niektórym osobom mógł skojarzyć się z pewnym warszawskim lokalem, który niegdyś znajdował się na przeciwko Bristolu, a obecnie został przeniesiony obok Rotundy. Jednak nie, nie będę opowiadać dziś o moim ulubionym swego czasu bistro w Warszawie. Dziś będzie o przekąszaniu i zakąszaniu.

W podróży, ale również i w codziennym życiu, lubimy sięgać po przeróżnego rodzaju przekąski. Powody, dla których wybieramy chrupki, paluszki czy ciasteczka, są bardzo różne. Nuda, zachcianka, głód, brak pomysłu co zrobić z rękami, itp. Generalnie lubimy sobie coś pakować do ust. Wiem, jak to zabrzmiało, ale wyłączcie na chwilę swoje różne, dziwne skojarzenia 😉 Czytaj dalej