Bałkany 2012 – PODSUMOWANIE

Nadszedł czas na podsumowanie Bałkanów 2012. Na wstępie powiem, że kolejny raz potwierdza się swoista prawidłowość, że im bardziej spontaniczny wyjazd, tym bardziej udany. Decyzja o wyjeździe podejmowana przy grzanym winie. Głównym celem miała być Chorwacja, która dotąd była mi nieznana. Jak już sami wiecie, pogoda sama ułożyła dla nas plan działania, który nie za wiele miał z wcześniejszymi założeniami.

wieczorny połów

Czytaj dalej

Reklamy

Bałkany 2012. Część 26 – przez Czarnogórę, Serbię i Rumunię

Po krótkiej przerwie zapraszam Was na ostatnie chwile z Bałkanami 2012. Przed nami jeszcze dwa wpisy wspomnieniowe oraz podsumowanie całej podróży 🙂

6 maj 2012

No to wracamy do Polski. Wstajemy po 7 i przed 8 opuszczamy Dolinę Bistricy. Zaglądamy na chwilę do Berane i robimy jakieś drobne zakupy. Następnie ruszamy ku granicy z Serbią, do przejścia Pać/Spiljanic. Teren wiodący na granicę przypomina nam trochę Słowację i tamtejsze pagórkowate rejony. W Roźaje kupujemy pożegnalne burki z serem. Zjadamy je nad malowniczym kanionem rzeki Ibar. Marek wpada na genialny pomysł, żeby szutrową drogą zjechać nad samą rzekę, żeby nieco się odświeżyć. Idea umycia włosów dość mocno mnie uradowała, więc uznałam, że to nie najgorsza idea. Zjeżdżamy zatem Kianką na samo dno kanionu. Woda w Ibar jest wyjątkowo zimna, więc mycie pod nią głowy stanowi wyjątkowo bolesne doświadczenie.

Nad kanionem rzeki Ibar

kanion rzeki Ibar

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 25 – Góry Komovi i Bjelasica

5 maj 2012

Poranek jest rześki i szybko stawia nas na nogi. Opuszczamy naszą bazę noclegową i zjeżdżamy odrobinę w dół, by zjeść śniadanie z widokiem na piękną, górską okolicę. A widać drogę do przełęczy Tresnjevik, Bielasicę oraz Komovi, które były naszym celem.

Widokowe śniadanie

góry Czarnogóry

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 24 – z Albanii do Czarnogóry

4 maj 2012 Dzień, w którym rozpoczęliśmy drogę powrotną do Polski.

Słowa wracać i pożegnanie nie brzmią zbyt optymistycznie. Nie dość, że musimy pożegnać się z „naszą dziką plażą”, to dodatkowo, za dni parę będziemy znów w szarej, polskiej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony, nie mamy na co narzekać. Byliśmy przecież w tylu wspaniałych miejscach, doświadczyliśmy sporo, a przed nami jeszcze trochę atrakcji. Oczywiście chciałoby się pojechać jeszcze dalej, na dłużej, żeby zobaczyć więcej. Ale jak to się mówi, apetyt rośnie w miarę jedzenia i z podróżami jest tak samo. Człowiek raz spróbuje i przestać nie może. Jednak różne obowiązki oraz kwestie finansowe zmuszają nas do powrotu na ojczyzny łono.

Poranek spędzamy na szykowaniu się do drogi – pakujemy się, sprzątamy Kiankę, w której zgromadziła się spora ilość piasku i kamieni. Słońce dość mocno nam przyświeca, mimo kręcących się wokół mniejszych, czy większych chmur. Zastanawiamy się, kiedy uda nam się tu znów wrócić. Czujemy, że nie nastąpi to zbyt szybko, więc oboje nieco markotniejemy. Rozważamy również to, jak długo „nasza dzika plaża” pozostanie rzeczywiście dziką. Mamy nadzieję, że jak najdłużej, bo największym urokiem tego miejsca jest właśnie brak infrastruktury. Oby Albańczycy szybko nie przekształcili naszej plaży w kurort.

Pożegnalne zdjęcie, zrobione przez Kiankę

Plaża Albania

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 13 – Albanio welcome to!

Po krótkiej przerwie od bałkańskich relacji dziś zabieram Was do Albanii.

23.04.12 Poranek w Czarnogórze jest pogodny, lecz lekko pochmurny. Opuszczamy naszą leśną noclegownię i na przełęczy, od której rozpoczyna się widokowa część trasy wzdłuż Jeziora Szkoderskiego, jemy śniadanie. Jak na złość pasmo Rumiji, a także sama Rumija, są tego dnia pięknie widoczne. Przez chwilę rozważamy, czy nie spróbować jeszcze raz ataku szczytowego, jednak po analizie sytuacji wychodzimy z założenia, że jednak sobie odpuścimy kolejne podejście.

Konsumujemy śniadanie przy jednoczesnym kontemplowaniu widoków na Alpy Albańskie. Po posiłku idziemy na spacer wzdłuż grzbietu odchodzącego od przełęczy. Widoki na obie strony są rewelacyjnie. Widać Bojanę, morze i dość ciekawe, silnie zalesione i poprzecinane jarami wzgórze. Nas jednak ciągnie w jednym kierunku – do Albanii.

Widokowe śniadanie

Shoder i Alpy Albańskie

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 12 – próba zdobycia Rumiji

22.04.2012 Poranek niesie nadzieję na dobrą pogodę. W nocy widać było rozgwieżdżone niebo, a poranek nie budzi nas deszczem. Sprawdzane przez nas wcześniej prognozy pogody mówiły o lampie. Niestety rzeczywistość okazuje się być inna. Niebo przykryte jest szarymi, dość gęstymi chmurami. Zjeżdżamy do Virpazaru, żeby zakupić świeże pieczywo oraz kajmak. Mimo niepewnej pogody postanawiamy udać się na najwyższy szczyt pasma Rumija, czyli Rumiję.

Wracamy nasza górską drogą, mijamy „nasz” Vidokovac i na dalszym punkcie widokowym, przy Donje Polje, pałaszujemy śniadanie. Konsumując kanapki z kajmakiem podziwiamy wyjątkowo spokojną taflę Jeziora Szkoderskiego.

Kolejne, nowe kolory Jeziora Szkoderskiego

poranne Jezioro Szkoderskie
Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 11 – Jezioro Szkoderskie i jego okolice

 21.04.2012 Poranek wita nas burzą, półlitrowymi kroplami deszczu bombardującymi Kiankę oraz szumem wzburzonego morza. Niechętnie, bo niechętnie ale zbieramy się w stronę Jeziora Szkoderskiego.

Cóż można o Jeziorze Szkoderskim powiedzieć? Że jest największe na Bałkanach. Przez miejscowych nazywany jest Skadarsko Blato, czyli po prostu Szkoderskie bagno. Skąd taka nazwa? Wynika ona ze sporych wahań stanu wód podczas suchszych miesięcy. Jezioro stanowi również granicę między Albanią, do której należy 38% jego powierzchni, a Czarnogórą, do której należy 62% jego powierzchni. Jest zasilane przez kilka rzek, m.in. Moracę, która przepływa przez czarnogórską stolicę – Podgoricę, tworząc w niej przepiękny kanion. Jezioro łączy się z Adriatykiem poprzez rzekę Bojanę (to ta, na której znajduje się wyspa Ada). Z powodu swej bujnej roślinności i bagiennych terenów, akwen ten jest ostoją zwierząt, głównie ptaków.

Oczywiście chcemy zapoznać się z Jeziorem Szkoderskim w jak najciekawszy sposób, dlatego wybieramy trasę zaczynającą się w miejscowości Vladimir a kończącą się w Virpazar. Zachęcił nas do tego opis z przewodnika Pascala, dlatego postanowiliśmy to sprawdzić na własnej skórze. Zaczyna się nawet trochę przejaśniać, więc liczymy na ciekawe widoki.

Zanim jednak docieramy do Vladimira, gubimy się w samym Ulcinj. Obieramy złą drogę tylko dlatego, że znak wskazujący kierunki jazdy był ucięty i widniały na nim tylko same strzałki, bez nazw miejscowości. W sumie przecież powinniśmy się byli domyślić, gdzie mamy jechać. Ostatecznie obieramy właściwy kierunek. Początkowo nasza trasa wiedzie wśród lasów liściastych i zielonych łąk, później możemy podziwiać kanion niewielkiej, acz malowniczej rzeczki.

Leśna droga, gdzieś przed Vladimirem

okolice Vladimiru
Czytaj dalej