Bałkany 2014. Część 5 – z Doliny Valbony do Doliny Radomire

13 sierpień 2014 Czyli o tym, że pozory mogą mylić i nawet w wiosce na końcu świata spotkać można towarzystwo poliglotów

To nasze ostatnie chwile w Valbonie. Przed nami podróż pod Maja e Korabit – najwyższy szczyt Albanii i Macedonii, który jest naszym trekkingowym celem następnego dnia. Dość sprawnie zwijamy obozowisko i jemy śniadanie. Przed odjazdem żegnamy się z właścicielem campingu i restauracji Tradita. Wręczamy mu w podziękowaniu za gościnę puszkę polskiego Żubra. Widać, że mocno zaskoczyliśmy go tym gestem, ale przynajmniej będzie miło wspominać Polaków.

Poranek w Valbonie. Tradita szykuje się do wydania pierwszych posiłków.

Valbona Tradita

Czytaj dalej

Reklamy

Bałkany 2014. Część 4 – o tym, co zrobić, by nie dotrzeć z Valbony do Thethu

12 sierpień 2014 Czyli rzecz o rudym pechu

Budzimy się przed 7 z mocnym postanowieniem, by jak najszybciej wyruszyć w góry. W planach w końcu mamy przejście z Valbony do Thethu i powrót tą samą drogą, czyli łącznie jakieś 32km. Sporo, a do tego pogoda od rana rozpieszcza nas wysokimi temperaturami. Plan planem, ale gdy na campingu spotyka się Polaków, to nie można ot tak po prostu tego faktu olać i z nimi nie pogadać. Dwójka Polaków od prawie 3 tygodni była na Bałkanach, głównie skupiając się na trekkingu po tutejszych licznych górach. W trakcie rozmowy okazuje się, że odwiedzili również moje ukochane góry Sinjajevina w Czarnogórze. Po nitce do kłębka i nagle pada stwierdzenie: „To ty jesteś ta ruda z bloga o Bałkanach. Trafiłem na Twój wpis o Sinjajevinie!” Ujmę to tak: Bałkany są spore i prawdopodobieństwo spotkania kogoś, kto zna mojego bloga było raczej marne. A tu takie zaskoczenie. Uwierzcie mi, było to dla mnie naprawdę miłą niespodzianką i utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to co robię ma sens! Towarzyszymy Polakom podczas, gdy jedzą śniadanie w przycampingowej knajpce. Przy okazji zbieramy od nich informacje na temat drogi na Maja e Korabit, który mamy w planach zdobywać za dwa dni. Oboje doradzają nam, by wchodzić na ten szczyt czerwono – biało – czerwonym szlakiem, który choć dłuższy od drugiej wersji szlaku ( czerwono – żółto – czerwonej), miał być znacznie dogodniejszy do podchodzenia i schodzenia. Od razu powiem, że szybko zweryfikowaliśmy tę „radę” i generalnie nie zawsze to, co wszyscy wokół mówią i piszą, jest słuszne. Ale o tym szerzej i dokładniej opowiem, gdy przejdziemy do relacji ze zdobywania najwyższej góry Albanii i Macedonii. Tak czy inaczej, nasi rozmówcy na pewno są mocno zakręceni na punkcie Bałkanów, wędrują po tym regionie Europy dłużej od nas i posiadają sporą wiedzę na jego temat. Choć miło się rozmawia, to czas nas goni, więc żegnamy się z Polakami i jedziemy pod Hotel Valbona, gdzie porzucamy Kiankę i ruszamy na szlak.

Początkowa część drogi do Rragam

Valbona

Czytaj dalej

Bałkany 2014. Część 3 – Valbona i Cerem

11 sierpień 2014 Poznajemy dolinę

Jesteśmy w Valbonie. Budzimy się przed 7, a w namiocie panuje iście tropikalny klimat, mimo że jest dość wcześnie. Poranek zaczynamy od uporządkowania auta, w którym stworzyliśmy kompletny rozgardiasz. Kończy się to ostrą wymianą zdań, przez co śniadanie jemy w milczeniu.

Poranek w Valbonie

Valbona

Czytaj dalej

Bałkany 2014. Część 2 – wszystkie drogi do Valbony są kręte

10 sierpień 2014 Czyli o tym, jak dojechać do Doliny Valbony i nie zwymiotować 😉

W trakcie nocy spędzonej w Kiance dość często się budzimy. A to ze snu wyciągają nas przejeżdżające przez trasę auta, a to wpadające przez uchylone okno komary. Koło 6:30 decydujemy się na poranny rytuał ogarniania. Kiedy wywlekamy się z auta okazuje się, że mamy z naszego noclegu piękny widok na dolinę, która o poranku zasnuta jest wyjątkowo fotogeniczną mgłą. Przygotowuję śniadanie, a Marek ogarnia Kiankę. Jemy posiłek z widokiem na góry i dolinę, która powoli odsłania się spod białej, mglistej pierzyny. Jest pięknie, ale mimo wczesnej pory robi się naprawdę ciepło. Na pamiątkę tego pierwszego podczas wyprawy noclegu, przyklejam blogową nalepkę na znaku drogowym. Przed 8 wyruszamy w trasę.

Poranny widok

okolice Focy

Czytaj dalej

Bałkany 2014. Część 1 – Wyruszamy

9 sierpień 2014 Czas, START!

Jest godzina 4:30, gdy wyruszamy spod mojego kieleckiego domu. Na osiedlu jest cicho, jeszcze chłodno i spokojnie. Trasa, którą mamy dziś pokonać, jest nam dobrze znana, gdyż jechaliśmy nią w zeszłym roku, gdy wracaliśmy z Bałkanów. Kierujemy się zatem na Kraków, dalej Zakopianką do Rabki, gdzie odbijamy na Chyżne. Przed granicą tankujemy Kiankę i robimy ostatnie, spożywcze zakupy.

Tradycyjne już zdjęcie na granicy

Kianka Chyżne

Czytaj dalej

Bałkany 2014. Albania. Prolog

Zanim przejdziemy do pełnoprawnej relacji (a zapowiada się, że będziecie mieć dużo do czytania, biorąc pod uwagę to, jak dużo kartek w zeszycie zapisałam), mamy dla Was krótką zapowiedź tego, co Was czeka. Ten filmowy prolog wprowadzi Was w klimat naszego tegorocznego wyjazdu. Zapraszamy zatem do obejrzenia 🙂

Pozwólcie, że Wam kogoś przedstawię

Tak się złożyło, że z pobytu na Bałkanach nie wróciliśmy sami. Nie, nie wzięliśmy nikogo na stopa, bo jak wspominaliśmy Kiance zostały zdemontowane tylne kanapy, żeby było więcej miejsca na nasze graty, zatem nikt oprócz nas nie mógł w niej jechać. Dodam zatem od razu, że nasi towarzysze nie są ani ludźmi, ani żadnymi żywymi istotami (choć miałam ogromną pokusę by z Himare porwać maleńkiego, pewnie parotygodniowego koteczka, który za mną chodził i żałośnie miauczał. Ale Marek był stanowczy, nie i już, kot zostaje u siebie.)

To może mała podpowiedź zdjęciowa?

Kuky i Schildi

Czytaj dalej