Bałkany 2012. Część 22 – leniwy dzień na „naszej dzikiej plaży”

2 maja 2012 czyli „plażingu” ciągu dalszy.

Dzień spędzamy wyjątkowo leniwie, czyli taplając się w wodzie oraz gapiąc się na widoki, jakie roztaczają się z „naszej dzikiej plaży”.

Plażing, smażing, a później poparzening…

Albania plaża

Czytaj dalej

Reklamy

Balkany 2012. Część 21 – z Elbasanu przez Tiranę na „naszą dziką plażę”

1 maj 2012 Dzień zaczynamy jakoś przed 7 rano. Na zewnątrz panuje przyjemny, orzeźwiający chłód, dzięki temu, że słońce nie zdążyło jeszcze wychylić się zza gór, by oświetlić dolinę. Porzucamy nasze mało udane miejsce noclegowe, w którym jednak nie odwiedzili nas policjanci. Przewidywania Marka na szczęście się nie sprawdziły w tym temacie.

Wyruszamy do Elbasanu. Po drodze usiłujemy znaleźć stację benzynową, na której moglibyśmy zapłacić kartą. Kiedy zajeżdżamy na te, które mają znaczek Visy, okazuje się, że przyjmują jedynie gotówkę.  W końcu docieramy do Elbasanu, kolejny raz orientując się, że mapy Albanii są mało dokładne. Początkowo Marek chce dotrzeć do jakiś gorących źródeł, które zlokalizowane są około 20km od samego Elbasanu. Jedna z map twierdziła, że odbicie do nich znajduje się przed miastem, co niestety nijak nie pokrywało się z rzeczywistością. Zgadzały się natomiast informacje z Google Maps, które wskazywały, że odbicie jest na wysokości miasta. Zanim jednak wyruszamy na poszukiwania źródeł,  robimy większe zakupy w piekarni. Mieli tam przepyszną foccacie  z oliwkami, słonym bałkańskim serem oraz rewelacyjną oliwą z bazylią. Prosta rzecz, a smakowała naprawdę wykwintnie.

Jedziemy na południe od Elbasanu, lecz gorących źródeł ani widu, ani słychu. Nie odnajdujemy też rzekomego uzdrowiska, które miało się koło nich znajdować. Niezrażeni jedziemy w inne miejsce, które mieliśmy jeszcze do odhaczenia w tej okolicy. Chodziło o Jezioro Banja. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że jezioro zniknęło. Zapytacie się: ale jak to? No cóż tu historia jest dość zawiła i dotyczy błędów, jakimi raczą nas albańskie przewodniki. Autorka naszego przewodnika, na wstępie swej książki, pisze m.in. o tym, że mapy Albanii zawierają bardzo dużo błędów, m.in. nanoszenie na nie nieistniejącego już od dawna Jeziora Banja. Owszem, z tydzień wcześniej o tym przeczytaliśmy, ale gdy zaczęliśmy analizować informacje dotyczące Elbasanu i dowiedzieliśmy się, że będąc w tym mieście warto pojechać do pięknego Jeziora Banja, to zapomnieliśmy o tym, co autorka napisała na pierwszych stronach. Cóż, albo autorka ma rozdwojenie jaźni, albo po prostu pisała swój przewodnik częściowo bazując na informacjach zaczerpniętych od miejscowych. Idąc tym tropem, pewnie nie we wszystkich, opisywanych przez siebie miejscach, była osobiście. Siedząc z widokiem na nieistniejące Jezioro Banja śmiejemy się z samych siebie i z tego, że nie skojarzyliśmy historii Jeziora Banja. Zasadniczo jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż okolica była całkiem ładna i warto było się tu zjawić.

Jezioro było, ale się cóż…zmyło?

jezioro banja

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 20 – Meteora i Albania

30 kwiecień 2012

Już prawie 3 tygodnie jesteśmy w podróży. Z jednej strony to dużo, z drugiej… cóż ludzie potrafią podróżować latami lub przez całe życie, więc na ich tle wypadamy blado. Przykre jest to, że musimy powoli planować drogę powrotną do Polski. Marek nie może opuścić trzeciego zjazdu na uczelni, a po drugie kasa powoli nam topnieje. Ważne jest jednak to, czego do tej pory doświadczyliśmy, co zobaczyliśmy i co jeszcze zobaczymy.

Poranek znów budzi nas bardzo optymistycznie, czyli świecącym prosto w oczy słońcem. Zza niego widzimy majestatyczne skały Meteorów. Nasze mokre ciuchy, leżakujące na karimacie pod samochodem nawet trochę przeschły, więc wieczorne pranie było całkiem dobrym pomysłem. Debatujemy jeszcze, co mamy komu przywieźć z naszego wojażu, jednak bardziej martwi nas mała ilość kasy na powrót i kiankową benzynę. Ale jakoś damy radę. Kto jak nie my?

Jemy śniadanie i dosuszamy ubrania na coraz mocniej świecącym słońcu. Ruszamy do Kalampaki, gdzie najpierw zajeżdżamy do Lidla, gdzie robimy małe zapasy, głównie wody, której mamy stanowczo za mało. Nikogo (oprócz nas) nie dziwił w sklepie widok mnicha ładującego na wózek zapas piwa w puszce oraz innych mniej lub bardziej wykwintnych wiktuałów. Na parkingu przed Lidlem raduje nas natomiast widok dwóch Kianek na greckich blachach – jedna była czerwona a druga biała. Tak dość patriotycznie.

Kalampaka

Kalampaka

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 19 – z Albanii do Grecji

29.04.2012 Po niezbyt przespanej nocy przyszedł czas na upalny poranek. Średnio przytomni jemy śniadanie i ogarniamy okołokiankowy bałagan. Jest po godzinie 8, gdy wyruszamy do Butryntu (Butrintu…szczerze mówiąc nie wiem, która dokładnie forma nazwy jest poprawna). Na wstępie parę słów o tym starożytnym mieście.

Butrynt (Butrint) jest swoistą miniaturą śródziemnomorskiej historii, prezentując wszystkie jej fazy rozwoju, a także panowanie i upadek mocarstw, które miały w posiadaniu ten region. Obecnie, ruiny Butryntu (Butrintu) stanowią reprezentację zarówno hellenistycznego, sakralnego budownictwa z 4 w p.n.e., jak i obronnego budownictwa z początku XIXw.

Powstanie Bitrintu nawiązuje do klasycznej mitologii, która twierdzi, iż został założony przez uciekinierów i wygnańców, którzy opuścili Grecję po upadku Troi. Po przybyciu na miejsce, Priam, syn Helenusa zabił woła, który mimo odniesionych ran przez dłuższy czas walczył o swoje życie. Jednak ostatecznie zginął na tutejszej plaży. Wzięto to jednak za dobry omen i miejsce, do którego przybyli wygnańcy nazwali Buthrotum, co w wolnym tłumaczeniu oznacza rannego woła.

Najstarsze ślady, jakie odnaleziono w Butrincie, pochodzą z 4w p.n.e. i związane są ze świątynią boga Asclepiusa. Przybywający do niej pielgrzymi składali ofiary i modły w intencji wyzdrowienia i uleczenia. Również brali udział w ceremoniach, które odbywały się w tutejszym amfiteatrze.

Wraz z rozwojem Cesarstwa Rzymskiego, Butrint stał się rozkwitającym, śródziemnomorskim miastem. Cesarze Julisz Cezar a później cesarz Augustus utworzyli w nim kolonię, co zaprocentowało połączeniem miasta za pomocą grobli i akweduktu z pobliską równiną. Butrint mógł mieć wtedy ok.20ha powierzchni i znajdowały się w nim różnego rodzaju budynki, zarówno prywatne jak i publiczne, np. świątynie, łaźnie, grobowce.

Niestety dobra passa tego miejsca skończyła się w V wieku, kiedy to Butrint był kilkakrotnie atakowany. Wpłynęło to znacząco na zwykłe życie tutejszych mieszkańców. Domy, zazwyczaj drewniane, budowano na pozostałościach klasycystycznych budynków, a ludzie byli chowani w obrębie miasta. Od końca V wieku do połowy VI wieku nastąpił rozwój chrześcijaństwa, a sam Butrint stał się siedzibą biskupa, co poskutkowało budową pięknej, ozdobionej mozaikami chrzcielnicy oraz wielkie bazyliki.

Ruiny bazyliki

bazylika Butrint

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 18 – Saranda i okolice

28.04.2012 Wstajemy koło 7:30, gdyż budzi nas dość tropikalna temperatura panująca w namiocie. Pogoda znów jest bajkowa, lecz tym razem na niebie pojawiają się jakieś obłoczki, których jeszcze wczoraj nie było. Oboje nieco cierpimy z powodu poparzeń słonecznych, choć to oczywiście ja wyglądam jak burak wyciągnięty z piekarnika, co wróży tylko jedno – schodzącą skórę. Co gorsza, słonko poparzyło mnie idealnie pod kolanami, co niestety utrudnia mi swobodne poruszanie się.

Po śniadaniu sprzątamy oraz wietrzymy Kiankę. Marek idzie się ostatni raz przepłynąć w morzu. Ja unikam słonej wody, gdyż moja skóra wystarczająco już mnie piecze. Kiedy Marek wraca dopakowujemy Kiankę i okazuje się, że jeśli wszystkie graty odpowiednio się poukłada, to spokojnie zmieściłby się jeszcze jeden pasażer.

Żegnamy się z naszą dziką plażą i wyruszamy do Sarandy. Kiedy wydostajemy z kamienistej drogi na asfalt, ruszamy dalej na południe, trasą wiodącą wzdłuż wybrzeża. Przewodniki podkreślają, że droga ta jest wyjątkowo widokowa i mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać obiema rękami i nogami. Góry, morze, drzewka oliwne i pomarańczowe. Generalnie Albania w tym rejonie ma typowo śródziemnomorski klimat, panuje tu większy ład i spokój, co odczuwa się również na drogach. W pewnym momencie przejeżdżamy obok formacji skalnych, które wyglądają niczym Melnickie Piramidy. Cóż, w Bułgarii nie będziemy podczas tej wyprawy, to chociaż namiastkę piramid mamy w Albanii.

W drodze do Sarandy

południe Albanii

Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 17 – na rajskiej, albańskiej plaży

27.04.2012 Dzień kompletnego lenistwa.

Rano budzi nas dźwięk…dzwonków. Czujemy się tak, jakby dzwoniły nam idealnie nad naszymi głowami. Gdy wychodzimy z namiotu okazuje się, że obok naszego obozowiska, na trawie pasie się małe stadko koni. Ich przewodnik – sporej wielkości ogier, miał przytroczony do szyi donośny dzwonek. Dzięki temu reszta stadka wiedziała, którędy mają podążać.

Obozowisko na albańskiej plaży

plaża Albania
Czytaj dalej

Bałkany 2012. Część 16 – droga do albańskiego raju

26.04.2012 Dzień zaczyna się dla mnie bardzo wcześnie, bo już o 6:40. Staram się nakłonić Marka, żeby poszedł w moje ślady, lecz dość jawnie wyraża niechęć do wstawania skoro świt. Mnie jednak nosi, bo pogoda jest bajkowa – błękit nieba, ostre słońce i przejrzysta widoczność. Ten ostatni aspekt wynika z tego, że panuje dość niska temperatura, ale nie ma się czemu dziwić, jesteśmy w końcu w górach. Spoglądają na nas Alpy Albańskie oraz jakieś greckie szczyty (tak w każdym razie wynikałoby z naszej mapy).

Pożegnalny widoczek ze wzgórza Sarisalltikut

Sarisalltikut
Czytaj dalej