Pozdrowienia z Albanii!

Tytuł może z lekka przewrotny, bo jak wiecie jesteśmy już od kilku dni w Albanii. Wreszcie mam chwilę, by napisać do Was kilka słów. Obecnie przebywamy na campingu przed Beratem (Caravan Camping), jest to nasz pierwszy, płatny nocleg podczas naszego wyjazdu.

Jak doskonale wiecie wyruszyliśmy z Kielc w sobotę, 9 sierpnia. W ciągu tego jednego dnia dotarliśmy za Sarajewo, w okolice miejscowości Foca, gdzie nocowaliśmy na dziko, nieopodal drogi.

Poranny widok z naszego noclegu w Bośni i Hercegowinie

Bośnia

Następnego dnia, czyli w niedzielę wyruszyliśmy w dalszą drogę. Najpierw dotarliśmy do przejścia granicznego z Czarnogórą, znanego nam z zeszłego roku, gdyż przysporzyło nam sporo konsternacji i zadziwienia. Następnie przejechaliśmy się fascynującym i robiącym spore wrażenie kanionem Pivy.

Marek i widok na kanion z tamy 

Piva kanion

Po przejechaniu Czarnogóry, przez Niksic oraz Podgoricę, dotarliśmy koło południa do przejścia granicznego z Albanią. Tam, w samo południe, utknęliśmy na jakieś 40 minut w kolejce do przejścia granicznego. Generalnie do naszego ulubionego, bałkańskiego kraju wjechaliśmy z lekka ugotowani. Z tego powodu od razu udaliśmy się nad Jezioro Szkoderskie by nieco się orzeźwić. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że jezioro ma temperaturę zupy i bynajmniej nie da się w nim schłodzić. Później był spacer po Shkodrze i nieudane próby zakupu internetu. Ale o tym innym razem. Tego samego dnia, czyli w niedzielę chcieliśmy się udać do Valbony. I nawet nam się to udało, lecz w znacznie dłuższym czasie, niż ten wyliczony przez Google Maps. W każdym razie dotarliśmy do doliny późno w nocy i od razu udało nam się trafić na darmowy camping!!

Sama Valbona jest miejscem pięknym i wartym odwiedzenia na dłużej niż tylko pare dni. Generalnie dolina położona jest dość nisko i jednodniowych tras, jakie można stamtąd robić jest nie za wiele. My zrobiliśmy w sumie dwie. Nie udało nam się dotrzeć do Thetu, bo moja głowa miała spotkanie z głazem, które skończyło się guzem, płaczem i sporym bólem mego czerepu. Ale jeśli już zdarzy wam się walnąć głową w głaz w drodze do Thetu to znamy idealne miejsce, w którym można się zrelaksować po takiej traumie 😉

Wodospad – idealny po uderzeniu w głowę 😀

Wodospad Valbona

Opuszczamy Valbonę w środę i w Bajram Curri usiłujemy nabyć internet. Po jednej nieudanej próbie i drugiej z perypetiami stajemy się posiadaczami 3GB internetu oraz iluś tam minut rozmów w cenie ok.40zł. Szczęśliwi jedziemy w stronę Radomire – miasteczka, z którego wyrusza się na najwyższy szczyt Albanii i Macedonii czyli Maja e Korabit (Golem Korab po macedońsku). Najpierw dotarliśmy do Kukes, po drodze zgarniając kesza. Tam zrobiliśmy małe zapasy i wyruszyliśmy do Radomire. Okazało się, że w międzyczasie Albańczycy zrobili nową drogą między Kukes a Peshkopi. Do samego Radomire wiedzie jednak niezbyt dobra, szutrowa droga. Ale jeśli Kianka dała radę, to chyba każdy samochód sobie poradzi. Generalnie Radomire okazało się być najbardziej przyjaznem miasteczkiem w Albanii i do tego miejscem, gdzie spotkaliśmy samych poliglotów. Ale z rozmów tych wynikało dla nas jedno – możemy się rozbić na dziko ponad wsią, wszyscy się cieszą z przybycia turystów i nikt, a w szczególności pasterze, nie będą nas niepokoić. Kolejny darmowy nocleg bardzo nas cieszy 😉

Na drodze do Radomire

Radomire

Na noclegu w Radomire

Radomire

Jak wiecie z facebooka, w czwartek 14 sierpnia 2014 o godzinie 12:30 stanęliśmy na szczycie najwyższego szczytu dwóch krajów czyli po albańsku Maja e Korabit, a po macedońsku Golem Korab. Z trekkingiem tym wiąże się sporo informacji, więc na szczegóły poczekacie do naszego powrotu. W każdym razie przeszliśmy ponad 21km i zajęło nam to ponad 10h.

Na najwyższym szczycie Albanii i Macedonii

maje e korabit

Dziś, to jest w piątek, skoro świt wyruszyliśmy do Tirany przez Kukes i później autostradą. Naszym dzisiejszym celem była góra Dajti, na którą z Tirany, z dzielnicy Kinostudio wiedzie jedyna kolej gondolowa w Albanii. Tym razem nie mieliśmy ambicji trekkingowych, więc w towarzystwie dwóch rozgadanych Włochów i jednej przerażonej Albanki trzymajacej mnie całą jazdę na górę za nogę, dotarliśmy pod szczyt góry Dajti. Widok na Tiranę jest stamtąd genialny, jednak widoczność była dziś słaba. Mimo wszystko miejsce godne polecenia. Później ruszyliśmy do galerii handlowej, by w tamtejszym Carrefurze zrobić większe zakupy (również te prezentowe). Dalej, naszym celem był zamek Petrele przy drodze do Elbasanu. Miejsce ciekawe, zadbane, ale jakoś niezbyt dla nas przyjazne (o tym też później). Stamtąd ruszyliśmy w stronę Beratu. Z przygodami pod postacią sprawdzania kiankowych kół, zdejmowania jednego koła i ciągłego nasłuchiwania czy „buczy”. Cóż albo mamy schizy, albo Kianka zmieniła swój głos…

W gondoli, tym razem sami 😉

Dajti Express

Tak jak wspominałam obecnie przebywamy na płatnym campingu obok Beratu (5EUR od osoby za noc). Możemy wreszcie podładować wszystkie nasze sprzęty elektroniczne, gdyż do tej pory cierpieliśmy na znaczący brak prądu. Chyba cierpieliśmy też na brak porządnej kąpieli, gdyż każde z nas po wyjściu spod prysznica było wyjątkowo szczęśliwe 😉

Jakie mamy dalsze plany? Jutro zwiedzanie Beratu i chyba droga na naszą dziką plażę (SZOK – zbudowali na nią asfaltową drogę!!!!!!!!!!!!!!! Choć w sumie było to do przewidzenia i wiedzieliśmy, że to nastąpi prędzej czy później.) Generalnie jesteśmy jeden dzień do przodu w naszych planach, więc mamy troszkę więcej czasu do pokręcenia się po południu Albanii. A mamy jeszcze co zwiedzać, więc więcej szczegółów już wkrótce.

Pozdrawiamy Was gorąco z gorącej Albanii,

ruda & Marek

Advertisements

8 uwag do wpisu “Pozdrowienia z Albanii!

    • A dziękujemy, choć to jedynie foty z kamerki GoPro. Póki co nie mam mentalnie siły podłączać dwóch lustrzanek, na których jest dużo więcej materiału foto. Na to przyjdzie czas po powrocie.
      Pozdrawiamy z Albanii!

  1. Zdjęcia są zapowiedzią tego co opublikujesz po powrocie (myślę o materiale z lustrzanek). Już się nie mogę doczekać…A jakie plany na ten tydzień (czy zgodne w wcześniejszym rozkładem?) Czy 24-go wracacie do kraju?
    Pozdrawiam,
    RYZA

  2. Pingback: Bałkany 2014. Część 7 – Tirana, Petrele i problemy z oponą | BAŁKANY według RUDEJ
  3. Pingback: Bałkany 2014. Część 7 – Tirana, Petrele i problemy z Kianką | BAŁKANY według RUDEJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s