Albania a ptasia sprawa

Czy kiedykolwiek podróżując po świecie zastanawialiście się nad tym, jakie ptaki żyją w danym kraju? Które są tam na stałe, a które tylko przelotem? Czy w ogóle zwracaliście uwagę na obecność tych zwierząt? Nie? No właśnie, ja również nie należę do ornitologicznie zakręconych osób i ptaki nie są czymś, na czym jakoś wybitnie się skupiam lub co rozważam. Okazuje się jednak, że są ludzie, niekoniecznie będący ornitologami, dla których życie ptaków, a także dbanie o niezmniejszanie się ich populacji jest sprawą naprawdę ważną.

Dziś spojrzymy na Albanię nieco inaczej. Nie będzie kolorowo i z przymrużeniem oka. Bo niestety kraj ten ma spory problem, właśnie związany z ptakami. Otóż ostatnio, w majowym wydaniu magazynu National Geographic dla prenumeratorów (sorry Tato, że nadal nie oddałam Ci tego numeru, obiecuję poprawę i kajam się publicznie) natrafiłam na artykuł „Koniec pieśni” Jonathana Franzena. Ponieważ jechałam metrem i usiłowałam jakoś zabić czas, stwierdziłam, że mogę nawet o ptakach poczytać. Dodam jeszcze, że jestem obecnie dość mocno wyczulona na takie słowa jak: Albania, Bałkany itp., więc w momencie jak zobaczyłam je w tekście, wiedziałam, że będę zainteresowana. I owszem, artykuł mnie zainteresował, ale również zasmucił.

National Geographic

W czym rzecz? Otóż, jak zapewne wiecie, część ptaków odbywa coroczne wędrówki. Mają one różne szlaki i jeden z nich, ten najbardziej wysunięty na wschód przebiega właśnie przez Bałkany, a dokładniej przez moją i Marka ukochaną Albanię. W sumie powinniśmy się cieszyć, że nie jesteśmy ptakami, bo już nie pałalibyśmy takim sentymentem do tego kraju. Ale wracając do sedna, akurat wybrzeże Adriatyku na terenie Albanii jest łagodne (równina), są tam mokradła i tereny zielone, idealne wprost dla ptactwa wszelakiego. Miejsce to przez wieki było ich przystankiem w drodze z Afryki na północ. Mogły tu odpocząć i nabrać sił przed żmudną drogą wiodącą nad Alpami. A gdy wracały na południe, zatrzymywały się tu przed lotem nad Morzem Śródziemnym. System tan działał prawidłowo, ptaki były szczęśliwe, a albańskie wybrzeże Adriatyku tętniło ptasim życiem. Do czasu niestety… O Hodży co nieco Wam wspominałam. Że był dyktatorem, że miał fobię dotyczącą najazdu na Albanię przez bliżej nieznanego agresora itd. Jednak jego panowanie okazało się być dla ptaków wyjątkowo łaskawe, ponieważ Albańczycy nie mogli wtedy posiadać broni, a co za tym idzie strzelać do ptactwa. Jednak dyktatura Enwera upadła, a zaraz później składy z bronią zostały rozgrabione przez Albańczyków, w efekcie większość mężczyzn posiadła broń. Później, posiadanie strzelby czy sztucera stało się swoistą dość elitarną modą, ale jeszcze modniejsze było ich używanie w konkretnym celu jakim było i jest zabijanie ptaków. Generalnie w Albanii nikt i nic jest w stanie uregulować prawnie tego, kiedy można, a kiedy nie można strzelać do ptaków; które są pod bezwzględną ochroną itd. Itd. Zasadniczo ludzi nie obchodzi los ptactwa, ale czasami dziwią się, że jest ich jakby mniej, a w niektórych rejonach nie ma ich w ogóle. Co gorsza, Albania stała się celem polowań przede wszystkim Włochów, których w ich rodzimym kraju blokuje strzeleckich zapędach Unia Europejska. Za to w tym bałkańskim kraju, do której w parę godzin mogą dopłyną promom, nic ani nikt ich nie blokuje i mogą strzelać do wszystkich możliwych rodzajów pr\taków. A niestety Albańczycy chętnie wzorują się na swych włoskich kolegach. I ani policja, ani działania ministerstwa środowiska nie są w stanie zapanować nad uzbrojonymi hordami myśliwych strzelających do ptaków. Jaki jest tego efekt? Dla ptaków Albania stała się swoistą pułapką i tylko niektórym uda się ujść z niej z życiem. Zwierzaki te usiłują omijać ten kraj lub wykazać się sprytem, by kule ich nie dosięgnęły, ale myśliwi z roku na rok stają się lepiej wyszkoleni i mają coraz lepszy sprzęt.

Co ciekawe, tuż przy granicy z Albanią, w Czarnogórze, w rejonie Ulcinj, na mokradłach aż roi się od ptaków. Myśliwi również tam grasowali, ale wystarczyło, że rząd zatrudnił jednego, skutecznego w swych działaniach strażnika, który szybko rozprawił się z kłusownikami wzywając policję za każdym razem, gdy jakiegoś przyłapał.

Po przeczytaniu tego artykułu, który dotyczył również kłusownictwa w Afryce, zaczęłam się zastanawiać, czy widziałam w Albanii jakieś ptaki. Owszem, widziałam gołębie i to tylko w miastach, np. W Tiranie. Poza nimi nie doświadczyłam spotkania z żadnym innym gatunkiem. Nie wpadłam na pomysł, że taki a nie inny stan rzeczy spowodowany jest rozwiniętym na ogromną skalę kłusownictwem w tym kraju. Mam tylko nadzieję, że albański rząd pójdzie po rozum do głowy i zrobi coś, aby wybrzeże Adriatyku stało się znów miejscem, w którym zamiast kłusowników oraz wystrzałów z broni będziemy mogli doświadczać obecności ptaków oraz słuchać ich śpiewu. Z drugiej strony mam przeczucie, że nie prędko coś się w tym temacie zmieni, bo Albania skupiona jest na rozwoju gospodarczym, przede wszystkim na turystyce, a przecież kłusownicy stanowią ważną i liczną grupę przybywającą w te strony. Czas pokaże, ale mam nadzieję, że ptaki wkrótce znów poczują się bezpiecznie w Albanii.

Na podstawie: „Koniec pieśni” Jonathan Franzen; National Geographic Polska, nr 5 (176), maj 2014.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Albania a ptasia sprawa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s