Bałkany 2012. Część 25 – Góry Komovi i Bjelasica

5 maj 2012

Poranek jest rześki i szybko stawia nas na nogi. Opuszczamy naszą bazę noclegową i zjeżdżamy odrobinę w dół, by zjeść śniadanie z widokiem na piękną, górską okolicę. A widać drogę do przełęczy Tresnjevik, Bielasicę oraz Komovi, które były naszym celem.

Widokowe śniadanie

góry Czarnogóry

Pałaszujemy śniadanie, składające się w dużej mierze z czekolady do kanapek, której dodatek stanowiły kromki chleba. Super zdrowe, super dietetyczne. Ale cóż, czasami można sobie dać lekką dyspensę. Między jednym kęsem a drugim obserwujemy jak samochody pną się w górę, ale żaden nie jedzie w dół.

Po posiłku ruszamy ku drodze łączącej Kolasin z Andrejevicą. Wije się ona wśród malowniczych, wiosennych, przepełnionych świeżą zielenią wzgórz, zza których wyzierają złowrogo wyglądające, pokryte śniegiem, skaliste szczyty. Na jednym z fotograficznych postojów mój i tak z lekka nadpsuty obiektyw (latające pierścienie), odmawia wszelkiej współpracy. O ile ostrzy na szerokich planach, o tyle po przybliżeniu czegokolwiek można w nieskończoność naciskać spust migawki, a obiektyw i tak ma to gdzieś i nie ostrzy. Generalnie zepsuł się przed samym wyjazdem i nie było kiedy go naprawić, ale sądziłam, że jakoś przetrwa cały wyjazd. Niestety… Nieco sfrustrowana zakładam mojemu soniaczowi obiektyw 55-200, który akurat nie jest najlepszy do fotografowania pejzaży, ale z drugiej strony przynajmniej mogę fotografować.

Kontrasty

Komovi

Wiosenna, czarnogórska impresja

Czarnogóra

Jedziemy dalej. Wokół nas wiosna w czystej postaci. Kwitnące drzewa i krzewy, soczysta zieleń. Do tego szum potoku. Jest tak sielsko, że aż nierealnie. Mijamy kilka niewielkich wiosek, w których mniej więcej połowa domów nie była zamieszkana, gdyż prawdopodobnie funkcjonowała jedynie w okresie letnim. Przy drodze leżą gdzieniegdzie płaty śniegu. Generalnie po stanie pobocza widać, że w trakcie zimy śnieg jest w stanie narobić tu trochę szkód i zamieszania. Ale sama nawierzchnia drogi na całej trasie była w stanie dobrym+.

Dojeżdżamy do główniejszej drogi, która zasadniczo nie wiele różni się od tej, z której właśnie zjechaliśmy. No może panuje na niej odrobinę większy ruch. Docieramy do jakiegoś odbicia szlaku, na którym pojawia się znana mi nazwa Eko Katun Stavna. Podany czas przejścia do niego to 4h. Zjeżdżamy kawałek drogą i porzucamy Kiankę w lesie. Idziemy szeroką, szutrową drogą wśród sosen, zza których wygląda szczyt Kom Vasojevicki.

Komovi!

Komovi

Komovi

Po ok. 30-40min marszu Marek odkrywa, że idąc tą drogą dotrzemy do asfaltowej trasy na przełęczy Tresnjevik, do której równie dobrze możemy dojechać Kianką. Wtedy nie byłam jeszcze świadoma, że do Stavnej można dotrzeć samochodem. Generalnie ta cała sytuacja wywołała między nami jakieś wyjątkowo duże spięcie i oboje z bliżej nieokreślonego powodu jesteśmy na siebie wściekli. W jakże miłych nastrojach jedziemy na przełęcz Tresnjevik, a z niej prosto do Eko Katunu Stavna. Zostawiamy pod nim Kiankę i rozmawiamy chwilę z pasterzem opiekującym się stadkiem pasących się nieopodal koni. Informuje nas, że katun będzie dziś otwarty i będzie można w nim przenocować. Kiedy mówimy, że my tylko w góry idziemy, gość stwierdza „A to wy w góry i wracacie?” Żegnamy się z nim i ścieżką wiodącą powyżej Eko Katunu wychodzimy na pełną krokusów łąkę.

Eko Katun Stavna

Eko Katun Stavna

W stronę krokusów

Komovi

Muszę na chwilę przerwać relację. Generalnie w tym jednym momencie spełniły się moje dwa marzenia. Pierwszym z nich było zobaczenia „na żywo” gór Komovi. W 2010, kiedy z Tomaszem zdobywaliśmy czarnogórskie pasma, nie wystarczyło nam czasu na Komovi, a oboje strasznie chcieliśmy się w nie wybrać. Ale po dwóch latach mogłam wreszcie je zobaczyć. Zrobiły na mnie ogromne wrażenia, gdyż stanowią niesamowity kontrast dla obłych, niewielkich, zielonych wzgórz, które je otaczają. Bajka…

Brak mi słów na opisanie tego piękna…

Komovi

Natomiast moim drugim marzeniem, było zobaczenie krokusów w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach. Niestety zawsze wybierałam się w Tatry albo przed ich zakwitnięciem, albo po tym jak już przekwitły. Nigdy nie udało mi się być w Tatrach, kiedy dolina staje się fioletowym kobiercem. Więc jak zobaczyłam krokusy w Komovi, to się prawie ze szczęścia poryczałam. Bo jest to ironia losu, że dopiero w Czarnogórze udało mi się doświadczyć czaru krokusowej łąki. Z radości nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Czy się w krokusach wytarzać, czy bić im pokłony. Ostatecznie ograniczyłam się do obfotografowania ich z każdej możliwej strony.

Krokusowy raj

krokusy komovi

krokusy komovi

krokusy komovi

Generalnie w górach leży dużo śniegu, a my nie jesteśmy na taką ewentualność przygotowani. O ile mamy buty trekkingowi i jedną parę kijków, o tyle brak raków i czekanów mógł być kłopotliwy. Kom Vasojevicki wygląda naprawdę imponująco i poważnie. Docieramy do tabliczki, która informuje nas, że na wejście na jego szczyt należy przeznaczyć 2.5h, a na Kom Kucki 3.5h. Marek wychodzi nieco powyżej, a ja zostaję na niżej położonej polance i kontempluję ciszę i przepiękne wprost widoki. Gdzie nie spojrzeć – góry. Jestem w raju!!

„Góry tylko wtedy mają sens, gdy jest w nich człowiek ze swoimi uczuciami, przeżywający klęski i zwycięstwa. I wtedy, gdy coś z tych przeżyć zabiera ze sobą w doliny.” Andrzej Zawada

Komovi

Wszędzie góry!!!!!!!!!

Komovi

Choć panuje chłodek, to słonko całkiem nieźle przypieka. Marek schodzi z góry i idzie od razu do Kianki by przygotować sobie coś do jedzenia. Ja zostaję nieco dłużej z krokusami, z którymi jakoś ciężko jest mi się rozstać. Zaczynam się śmiać sama do siebie, że jeszcze dwa dni temu smażyliśmy się na albańskiej plaży, gdzie poczuliśmy zapach lata. A w ciągu jednego dnia cofnęliśmy się do wiosny. Zasadniczo udało nam się podczas tego wyjazdu doświadczyć wszystkich czterech pór roku. Takie rzeczy tylko na Bałkanach!

Żegnamy się z Komovi. Ja jestem niepocieszona, bo najchętniej bym tu zamieszkała i żyła wśród krokusów. Niestety droga wzywa. Kierujemy się do Berane, leżącego u podnóża gór Bjelasica, w skład których wchodzi Park Biogradska Gora, w którym miałam okazję być w 2010 roku. Przed samym Berane usiłuję wypatrzeć drogę wiodącą w głąb gór, którą jechałam z Tomaszem dwa lata temu. Najpierw jednak odwiedzamy Berane, w którym robimy zakupy i szukamy pekary dla wiecznie głodnego Marka. Jadąc pakujemy się przez przypadek pod prąd w jakąś uliczkę, o czym na szczęście informuje nas życzliwy miejscowy. Co ciekawe przed wjazdem na tę drogę nie było żadnego znaku mówiącego o tym, że jest jednokierunkowa. Porzucamy Kiankę i udajemy się na poszukiwania pekary. Niestety mają tylko burki z mięchem, więc Marek się obkupuje w prowiant, a ja cieszę się z dwóch bochenków chleba. Czasami bycie wegetarianką jest totalnie niesprawiedliwe, ale po tylu latach zdążyłam się przyzwyczaić.

Widoki z okolic Berane…ach te góry…

Komovi

Komovi

Wyjeżdżamy z Berane tą samą drogą, którą przyjechaliśmy. Parę kilometrów za miastem odbijamy w lewo, za znakiem na Bjelasicką Planinę. Po małym pobłądzeniu jedziemy wzdłuż potoku Bistrica. Droga jest tu malownicza, bo nie dość, że wiedzie przez przyjemną dolinę, to dodatkowo przeciska się przez skalne tunele.  Mijamy wioskę Lubnice i kierujemy się ku Sedlu. Znajdują się tam pojedyncze domu pasterskie oraz jakiś hotel. Porzucamy Kiankę w miejscu, gdzie kończy się asfalt i idziemy na spacer. Kierujemy się w stronę pagórka, który wyglądał całkiem przyjemni. Marek dociera na szczyt, ja natomiast z powodu kiepskiego samopoczucia zostaję poniżej.

Owieczki w Dolinie Bistricy

Dolina Bistricy

Wiosna w Bjelasica

Bjelasica

Schodzimy na dół i po kłótni przy samochodzie ja idę na samotny spacer wzdłuż drogi, przy której spotykam sympatycznego Czarnogórca.

On: Zgubiłaś się?

Ja: Nie, nie…!

On: (tu pada coś niezrozumiałego, więc ja się tylko uśmiecham) Czesi?

Ja: Nie, Polacy, Polska.

On: A, to znasz rosyjski.

Ja: Yyy… nie…

On: No to jak powołacie się na mnie, to tu dobry hotel jest. (macha w stronę stojącego nieopodal hotelu)

Dziękuję mu za poradę i udaję się do nadjeżdżającego Kianką Marka. Nocleg mieliśmy już wcześniej upatrzony i darmowy, bo na polance tuż nad samą rzeką. Zamiast kołysanki mamy kojący szum potoku. Śpimy jednak w samochodzie, gdyż rano mielibyśmy całkiem mokry namiot, którego nie dałoby się w dolinie wysuszyć. Żeby było ciekawiej, udało mi się odnaleźć miejscówkę, w której nocowałam z Tomaszem dwa lata temu. Niestety nie bardzo można się było do niej dostać samochodem.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Bałkany 2012. Część 25 – Góry Komovi i Bjelasica

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s