Balkany 2012. Część 21 – z Elbasanu przez Tiranę na „naszą dziką plażę”

1 maj 2012 Dzień zaczynamy jakoś przed 7 rano. Na zewnątrz panuje przyjemny, orzeźwiający chłód, dzięki temu, że słońce nie zdążyło jeszcze wychylić się zza gór, by oświetlić dolinę. Porzucamy nasze mało udane miejsce noclegowe, w którym jednak nie odwiedzili nas policjanci. Przewidywania Marka na szczęście się nie sprawdziły w tym temacie.

Wyruszamy do Elbasanu. Po drodze usiłujemy znaleźć stację benzynową, na której moglibyśmy zapłacić kartą. Kiedy zajeżdżamy na te, które mają znaczek Visy, okazuje się, że przyjmują jedynie gotówkę.  W końcu docieramy do Elbasanu, kolejny raz orientując się, że mapy Albanii są mało dokładne. Początkowo Marek chce dotrzeć do jakiś gorących źródeł, które zlokalizowane są około 20km od samego Elbasanu. Jedna z map twierdziła, że odbicie do nich znajduje się przed miastem, co niestety nijak nie pokrywało się z rzeczywistością. Zgadzały się natomiast informacje z Google Maps, które wskazywały, że odbicie jest na wysokości miasta. Zanim jednak wyruszamy na poszukiwania źródeł,  robimy większe zakupy w piekarni. Mieli tam przepyszną foccacie  z oliwkami, słonym bałkańskim serem oraz rewelacyjną oliwą z bazylią. Prosta rzecz, a smakowała naprawdę wykwintnie.

Jedziemy na południe od Elbasanu, lecz gorących źródeł ani widu, ani słychu. Nie odnajdujemy też rzekomego uzdrowiska, które miało się koło nich znajdować. Niezrażeni jedziemy w inne miejsce, które mieliśmy jeszcze do odhaczenia w tej okolicy. Chodziło o Jezioro Banja. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że jezioro zniknęło. Zapytacie się: ale jak to? No cóż tu historia jest dość zawiła i dotyczy błędów, jakimi raczą nas albańskie przewodniki. Autorka naszego przewodnika, na wstępie swej książki, pisze m.in. o tym, że mapy Albanii zawierają bardzo dużo błędów, m.in. nanoszenie na nie nieistniejącego już od dawna Jeziora Banja. Owszem, z tydzień wcześniej o tym przeczytaliśmy, ale gdy zaczęliśmy analizować informacje dotyczące Elbasanu i dowiedzieliśmy się, że będąc w tym mieście warto pojechać do pięknego Jeziora Banja, to zapomnieliśmy o tym, co autorka napisała na pierwszych stronach. Cóż, albo autorka ma rozdwojenie jaźni, albo po prostu pisała swój przewodnik częściowo bazując na informacjach zaczerpniętych od miejscowych. Idąc tym tropem, pewnie nie we wszystkich, opisywanych przez siebie miejscach, była osobiście. Siedząc z widokiem na nieistniejące Jezioro Banja śmiejemy się z samych siebie i z tego, że nie skojarzyliśmy historii Jeziora Banja. Zasadniczo jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż okolica była całkiem ładna i warto było się tu zjawić.

Jezioro było, ale się cóż…zmyło?

jezioro banja

Czytaj dalej

Reklamy