Bałkany 2012. Część 20 – Meteora i Albania

30 kwiecień 2012

Już prawie 3 tygodnie jesteśmy w podróży. Z jednej strony to dużo, z drugiej… cóż ludzie potrafią podróżować latami lub przez całe życie, więc na ich tle wypadamy blado. Przykre jest to, że musimy powoli planować drogę powrotną do Polski. Marek nie może opuścić trzeciego zjazdu na uczelni, a po drugie kasa powoli nam topnieje. Ważne jest jednak to, czego do tej pory doświadczyliśmy, co zobaczyliśmy i co jeszcze zobaczymy.

Poranek znów budzi nas bardzo optymistycznie, czyli świecącym prosto w oczy słońcem. Zza niego widzimy majestatyczne skały Meteorów. Nasze mokre ciuchy, leżakujące na karimacie pod samochodem nawet trochę przeschły, więc wieczorne pranie było całkiem dobrym pomysłem. Debatujemy jeszcze, co mamy komu przywieźć z naszego wojażu, jednak bardziej martwi nas mała ilość kasy na powrót i kiankową benzynę. Ale jakoś damy radę. Kto jak nie my?

Jemy śniadanie i dosuszamy ubrania na coraz mocniej świecącym słońcu. Ruszamy do Kalampaki, gdzie najpierw zajeżdżamy do Lidla, gdzie robimy małe zapasy, głównie wody, której mamy stanowczo za mało. Nikogo (oprócz nas) nie dziwił w sklepie widok mnicha ładującego na wózek zapas piwa w puszce oraz innych mniej lub bardziej wykwintnych wiktuałów. Na parkingu przed Lidlem raduje nas natomiast widok dwóch Kianek na greckich blachach – jedna była czerwona a druga biała. Tak dość patriotycznie.

Kalampaka

Kalampaka

Ruszamy do Meteorów tą samą drogą, którą wczoraj zjeżdżaliśmy do miasta. Mijamy pracownię bizantyjskich ikon, na której dumnie powiewa flaga naszego kraju. To chyba takie małe odniesienie do patriotycznych Kianek, które wcześniej widzieliśmy.

Meteora Meteora

meteory

Droga wśród Meteorów

Meteory

Zanim przejdę do dalszej części relacji, kilka słów o samych Meteorach. Zasadniczo nazwa tego regionu to Meteora, co oznacza zwieszony w powietrzu. Kolumny z piaskowca, które górują nad Równiną Tesalską, zostały uformowane jakieś 30mln lat temu na morskim dnie i kiedy morze się cofnęło, ujawniło, co skrywało pod wodą.

Te niesamowite pod kątem kształtów i rozmiarów skały stały się celem pustelników, którzy w miejscu tym mogli w spokoju oddawać się modlitwie i kontemplacji. Za pierwszego pustelnika, który przybył do Meteory był przyjmuje się Barnabę, który w 985r. zamieszkał w jaskini ulokowanej na jednej ze skał. Do 1336r. istniała tu całkiem spora ilość pustelni, co zasadniczo może wydawać się lekkim paradoksem. Lecz  w 1336r. właśnie powstał pierwszy monastyr. W Meteorze zbudowano 24 monastyry, z czego do dziś zachowało się ich 13 (do zwiedzania udostępnionych jest 6 z nich, ale nigdy nie są otwarte w tym samym czasie. Przed wejściem do każdego zamieszczona jest informacja kiedy i w jakich godzinach są udostępnione dla zwiedzających).

Wróćmy teraz z powrotem do relacji. Docieramy pod upatrzony poprzedniego dnia monastyr Agia Trias. Najpierw wędrujemy do niego szerokim duktem, który później zmienia się w wykutą w skale ścieżką.

Tablica informacyjna

Agia trias

Agia Trias

Agia Trias

W drodze do monastyru

droga do Agia Trias

Wejście do Monastyru kosztuje 2EUR, a ja dodatkowo muszę przywdziać na spodnie wyjątkowo urokliwą, długą spódnicę. Uznałam, że skoro posiadam spodnie, to nie będę musiała dodatkowo czegoś zakładać. Ale należy uszanować obyczaje panujące w tych świętych miejscach i choć wyglądałam wyjątkowo głupio, to nie strój jest dla mnie najistotniejszy. Zasadniczo to widoki grały pierwszoplanową rolę. Sam monastyr jest maleńki i gdyby nie hałas, jaki robiła kosiarka spalinowa, to można by rzec, iż panował tam błogi spokój.

W Agia Trias, pełne skupienie w moim wykonaniu

a monastyrze

Monastyr Agia Trias jest naprawdę niewielki

monastyr Agia Trias

Widok na Kalampakę..prawie z lotu ptaka

Kalampaka

rudy pielgrzym

ruda, Grecja i Meteora

Żegnamy się z Agia Trias i ruszamy do monastyru Great Meteoron i przeżywamy lekki szok, gdy naszym oczom ukazuje się tłum autokarów, z których 70% pochodziła z Polski. Wszędzie było słychać nasz ojczysty język, bo rodacy nie zachowywali się najciszej. Dopiero po jakimś czasie skojarzymy, że w tym czasie rozpoczął się w Polsce długi, majowy weekend, który spora część osób postanowiła spędzić na objazdowych wycieczkach. Dodam jeszcze, że lokalni sprzedawcy pamiątek również świetnie posługiwali się językiem polskim.

Droga do Wielkiego Monastyru

Great Meteoron

I monastyr we własnej osobie

Great Meteoron

Wspinamy się zatłoczoną ścieżką w stronę monastyru. Wejście do niego również kosztuje 2EUR, jednak ma znacznie bogatszą „ofertę” – muzeum obrazujące codzienne życie mnichów, ikony (naprawdę rewelacyjne). Widoki z monastyru również są piękne, jednak nasi rodacy skutecznie uprzykrzają życie nam i innym, indywidualnym turystom. Ja nie wiem, czy tak trudno zachować spokój i powagę w świętym miejscu, jakim jednak jest monastyr? Jedyne, co udaje mi się ciekawego dowiedzieć z polskich wrzasków, to fakt, że 60% turystów przybywających do Grecji stanowią właśnie Polacy.

Piękne ikony w Great Meteoron

ikony

Bardzo dosłowny przekaz – Hitlerowcom nie udało się zdobyć Meteorów

hitlerowcy i meteory

Widok na kolejny Monastyr

Meteora

Pamiątki, jakie można dostać przy monastyrach. Rower specjalnie sfotografowany dla Marka

pamiątki z Meteorów

Opuszczamy Great Meteoron i idziemy spacerem do drugiego monastyru, jednak nie wchodzimy już do jego wnętrza, za to robimy kilka zdjęć w jego okolicy. Żegnamy się powoli z Meteorami i zjeżdżamy do Kalampaki. W jej centrum łapiemy wi-fi i ściągamy mapy na dalszą naszą podróż. Znów rozważamy kwestie powrotu do Polski oraz tego, co jeszcze chcemy ciekawego po drodze zobaczyć. Jednym z naszych celów staje się węgierska Puszta.

W centrum Kalampaki

Kalampaka

W upale jedziemy w kierunku Jeziora Ohrydzkiego po albańskiej stronie. Znów lądujemy na greckiej autostradzie i w napięciu oczekujemy znaczka poboru opłat. Na szczęście ten się nie pojawia, a co więcej kończy się sama autostrada. Przemierzamy teren pełen zielonych, niewielkich pagórków, doliną niezbyt okazałej rzeki. Po drodze zatrzymujemy się nad inną, bardziej wzburzoną rzeką, na której odbywają się spływy raftingowe. Jemy kanapki z greckim, smakowitym serem i kontemplujemy widoki.

Do przejścia granicznego w Kristallopigi docieramy bez większych przeszkód. Kontrola paszportowa przebiega sprawnie, w szczególności jeśli wziąć pod uwagę to, że Grecy zawsze mają czas, a pośpiech nie leży w ich naturze. Albańczycy witają nas praktycznie z otwartymi ramionami i po paru chwilach znów jesteśmy w Albanii. Pierwsze słowa wypowiedziane przez Marka po wjechaniu do naszego ulubionego bałkańskiego kraju to: „Ooo są bunkry. Od razu czuję się bezpieczniej.” W porównaniu do Grecji, oprócz bunkrów, naszym oczom ukazały się też hałdy śmieci oraz wszechobecny kurz, który brał się nie wiadomo skąd. Kierujemy się na Podgradec i leżącą za nim miejscowość Lin, w której według naszego przewodnika miała znajdować się najpiękniejsza po albańskiej stronie Jeziora Ohrydzkiego plaża. Przed Podgardecem zatrzymuje nas kontrola policji. Sprawdzają nam dokumenty, zieloną kartę, pytają o to skąd i dokąd jedziemy i zasadniczo to tyle. Ot taka pogawędka z lokalną policją.

Kiedy docieramy nad samo Jezioro Ohrydzkie okazuje się, że jest ono po tej stronie silnie zabudowane a sama droga wiedzie tuż nad jego brzegiem. Stan drogi również pozostawiał wiele do życzenia, gdyż była w trakcie demolki połączonej z przebudową. Nie ma mowy o znalezieniu w tym rejonie jakiegoś miejsca na nocleg. Ale jeślibyśmy chcieli kupić świeżą, bo żywą rybkę, to mieliśmy sporo ku temu okazji. Bowiem wzdłuż drogi ustawieni byli handlarze ryb, którzy przechowywali co ciekawsze okazy w ustawionych na poboczu akwariach. Gdy przejeżdżał samochód, brali największą z ryb i zaczynali nią wymachiwać przed mijającą ich maską auta. Każdy sposób reklamy jest dobry, o ile jest skuteczny.

Widok na Jezioro Ohrydzkie

Jezioro Ohrydzkie

Sprzedawca ryb

sprzedawca ryb Albania

Docieramy do miejscowości Lin, leżącej na niezbyt wysuniętym w głąb jeziora półwyspie. Marek przejeżdża przez coś w rodzaju centrum miasteczka i kieruje się w stronę jego mieszkalnej części. Jakiś dziadek zatrzymuje nas, próbując coś wyjaśnić, niestety nie za wiele z tego rozumiemy. Wycofujemy się stamtąd i zostawiamy Kiankę w centrum, obok knajpki i hotelu. Wyruszamy w stronę jeziora, rozglądając się za rzekomą, piękną plażą. Generalnie może kiedyś była ładna i urokliwa, jednak obecnie jest to bagnisty teren zarośnięty szuwarami, gdzie w wodzie majestatycznie brodzą krowy i wszędzie leżą ich odchody.

Piękna plaża…kiedyś była

Lin plaża

Widok na urokliwie położone Lin, jednak bez pięknej plaży

Lin

Dość mocno wkurzeni jedziemy w stronę Elbasanu, by gdzieś przy drodze znaleźć miejsce na nocleg. Sztuka ta okazuje się być dość trudną, gdyż praktycznie wszędzie są zabudowania. Zaczynamy tęsknić za Grecją, gdzie było znacznie bardziej pusto. Najpierw zatrzymujemy się przy starym zakręcie drogi, nad którym góruj stary, kolejowy wiadukt. Trochę niepokoi nas zerwany przez wodę asfalt oraz osypujące się kamyczki. Zaczynamy jednak zmieniać Kiankę na wersję camper, gdy kamyczki z jakąś zdwojoną siłą zaczynają się na nas osuwać. W lekkiej panice uciekamy stamtąd. Jedziemy kawałek dalej, lecz po ciemku ciężko jest cokolwiek sensownego dojrzeć. W końcu Marek wypatruje miejsce, do którego można dogodnie zjechać z głównej drogi. Chowamy Kiankę między drzewami, by nie rzucać się w oczy przejeżdżającym samochodom. Marek stwierdza, że jeśli tej nocy nie odwiedzi nas policja, to będzie w szoku.

Kiedy upychamy graty w kiankowym wnętrzu, słyszymy jakieś zawodzenie, dochodzące praktycznie z krzaków, znajdujących się obok nas. Marek początkowo myśli, że to ja sobie coś nucę pod nosem.  Ostatecznie okazuje się, że to mułła z pobliskiego meczetu raczy nas swą modlitwą. Przy wtórze jego śpiewu zasypiamy.

O 4 rano budzę się z uczuciem, jakby ktoś mi wył do ucha. Cóż, mułła należy do rannych ptaszków i już o tak wczesnej porze musiał rozpocząć swe śpiewne modlitwy.

Advertisements

9 uwag do wpisu “Bałkany 2012. Część 20 – Meteora i Albania

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s