Bałkany vs Azja

Ostatnio, w przypływie natchnienia, zaczęłam przeglądać różne blogi podróżnicze, zarówno te mniej i bardziej popularne, pod kątem tego, czy znajdę na nich coś o Bałkanach. Chciałam przekonać się, jaki kierunek wojaży jest wśród polskich blogerów najbardziej popularny. Okazuje się, że większość, jak jeden mąż, podróżuje do Azji. I zasadniczo mogłabym na tym zakończyć wpis, podsumowując jedynie, że najwięcej Polaków można spotkać w Laosie, Chinach, Japonii czy Tajlandii, lecz z racji sporego zaludnienia azjatyckich krajów, nie wybijają się oni zbytnio na tle lokalnej ludności.

źródło:http://www.mnn.com/earth-matters/wilderness-resources/stories/worlds-big-cities-to-become-more-crowded

Jednak nie postawię jeszcze końcowej kropki. Postanowiłam sprawdzić, czemu Azja wygrywa z Bałkanami, bo o tych drugich nie znalazłam zbyt wielu wpisów. W dużym skrócie z tego sprawdzania wyszło tyle, że Polacy łakną egzotyki w pełni tego słowa znaczenia, a Azja im to w 100% oferuje. Dodam tylko, że sama nigdy nie byłam w tym rejonie świata, więc mój wpis jest formą wyrażenia swoistego zdziwienia, a bazuję na informacji, które znalazłam na innych blogach lub kiedyś zasłyszałam. Więc jak to jest z tą Azją?

Po pierwsze sam wyjazd do Azji do najtańszych nie należy. Skąd więc Polacy mają kasę na to, by akurat tam się wybierać? Nie, nie mam zamiaru zaglądać ludziom do portfeli czy na konta oszczędnościowe, cieszę się ich szczęściem i gratuluję możliwości. Jednak sam zakup biletów dla dwóch osób, np. do Japonii może wynieść tyle, co koszt mojego i Marka miesięcznego pobytu na Bałkanach. Oczywiście można kierować się słowami Wojciecha Cejrowskiego, który powtarza dość często, że tam gdzie lata się drogo, żyje się tanio. Niestety mnie to jakoś nie przekonuje, w szczególności, że nie wszystkie azjatyckie kraje są dla polskiego portfela tanie. Ale ponieważ o pieniądzach się nie dyskutuje, to pozostawię ten temat nierozwinięty, aby nie narazić się tym czy owym. Po drugie, zauważyłam tendencję, że jeśli ktoś podróżuje bardzo daleko, m.in. do Azji, ten bardzo często uważa, że wszystko co tam zobaczy, zwiedzi itd., będzie ciekawsze od tego, co ma na miejscu w Polsce. Wychodzę z założenia, że aby móc się zachwycać tym, co jest w innych krajach, na innych kontynentach czy półkulach, należy mieć porównanie do tego, co np. ma się we własnym kraju. Niestety w polskiej blogosferze więcej przeczytać można właśnie o Azji, a mniej o Polsce. Ok, ktoś może mi zarzucić, że ja również o Polsce nie piszę, ale wtedy mogę odnieść się do „czytania ze zrozumieniem”, bo sam tytuł mojego bloga nie wskazuje na to, że będzie w nim coś na temat naszej ojczyzny.

To samo tyczy się sfery gazetowo – książkowej. Jeśli przemierzało się (najlepiej samotnie) na piechotę lub rowerze, z maczetą w zębach, jedząc skórę węży i pająki w sosie własnym jakiś azjatycki lub afrykański kraj, to jest się kimś i wydawcy sami do nas przybiegną z ofertami współpracy. Sama ostatnio zgłosiłam się do paru gazet podróżniczych z propozycją artykułu o Bałkanach. Po przejrzeniu, jakie artykuły o Bałkanach pojawiał się na ich łamach w przeciągu ostatnich paru lat, wyszło mi, że nie było ich za wiele. Byłam oczywiście gotowa nawet nie brać za mój tekst jakiegokolwiek wynagrodzenia, bo nie było one dla mnie kluczowe. Okazało się, że Bałkany nie są dla wydawców ciekawe, bo przecież każdy może tam pojechać. Jednak patrząc po blogach, to nie każdy, natomiast do Azji jeżdżą tłumy, a o tamtejszych krajach artykuły pojawiają się z wyjątkowo dużą częstotliwością. Podobne doświadczenia ma Tomasz, z którym przemierzałam Bałkany w 2010 roku. Tomasz samotnie przeszedł łuk Karpat i w kolejnych latach również samotnie przemierzał europejskie góry. Od wydawców dowiedział się tyle, że łuk Karpat może przejść każdy i że o europejskich górach nikt nie będzie czytał. Zatem powinien udać się np. do Azji, wspiąć się samotnie w jednym bucie na jakiś ośmiotysięcznik i wtedy może zostałby doceniony. Czy nie doszliśmy do swego rodzaju paranoi?

Osobiście Azja mnie do siebie nie przyciąga, choć zachwyca mnie swoimi barwami, różnorodnością i oczywiście jednymi z piękniejszych na świecie gór.  (Tylko Himalaje są magnesem, który przyciąga mnie w  kierunku Azji. Są moim marzeniem, które raczej jest nierealne do spełnienia, ale kto wie?)

Himalajskie, górskie marzenie

https://i0.wp.com/i715.photobucket.com/albums/ww156/k2rulez/Himalaya.png

źródło: http://i715.photobucket.com/albums/ww156/k2rulez/Himalaya.png

Natomiast nie dziwię się, że ludzie tam podróżują, bo jednak ten rejon świata oferuje bardzo dużo. Jakbym się uparła, to może uzbierałabym kwotę, która pozwoliłaby mi spędzić tam jakiś tydzień, ale cóż ja bym mogła zobaczyć przez ten czas? Wychodzę z założenia, że jeśli już obieram sobie jakąś destynację, to chcę ją poznać jak najlepiej. Tyczy się to zarówno Bałkanów, jak i Polski oraz krajów ościennych. Dla mnie same Bałkany są na tyle różnorodne, a teren na tyle rozległy, że po trzech pobytach tam nadal nie widziałam wielu miejsc, nadal mam głód wiedzy i zwiedzania i nadal wiem za mało. Jak myślę sobie, że z Azją miałabym podobnie, to zaczyna boleć mnie głowa od nadmiaru wrażeń i informacji. Od Azji odstraszają mnie też trochę choroby i syf, na który również często narzekają blogerzy. Mając na co dzień problemy z żołądkiem, z pewnością na dzień dobry bym się jakoś w Azji zatruła i to byłby koniec mej azjatyckiej przygody. Jechać gdzieś i mieć perspektywę zachorowania? Nie, to jednak nie dla mnie. Dużo bardziej przyciąga mnie do siebie Nowa Zelandia (góry i Tolkien), Australia, Gruzja i Armenia, Hiszpania ze swoim Szlakiem Jakubowym czy Ameryka Południowa.

Niestety aby poczytać coś ciekawego na temat wyżej wymienionych krajów/kontynentów, czasami trzeba się trochę naszukać. Kiedy widzę bloga, w którym 80% wpisów jest na temat Azji, po prostu go nie czytam. Jedynym wyjątkiem jest btth.pl, ale tylko przez wzgląd na to, że prowadzi go moja „prawie, że siostra Aśka” ze swoim „prawie, że moim szwagrem Konradem” (czy jakoś tak 😛 ) i teksty tam zamieszczone po prostu świetnie się przyswaja. Oboje są pasjonatami azjatyckiego tematu, w przeciwieństwie do autorów niektórych, podróżniczych blogów, którzy chyba obrali sobie taki kierunek, żeby być modnymi. Cóż, każda motywacja jest dobra. Problem w tym, że nagle nasza podróżnicza blogosfera jest trochę mało różnorodna, a ciekawe, wartościowe blogi o Polsce czy Europie, giną w azjatyckim gąszczu.

Pewnie ktoś mi zarzuci, że piszę tak dlatego, że jestem sfrustrowana tym, iż mój blog jest mało popularny, a sama nie chcę jechać do Azji i w ogóle świat jest zły i niedobry. To nie tak. Mam świadomość, że moje podróże nie są wyjątkowe, sporo ludzi podróżuje podobnie do mnie. Z drugiej strony, tematyka Bałkanów jest rzadko podejmowana, więc staram się wypełniać lukę informacyjną. Niech każdy ma swoją działkę, swój obszar, który go interesuje i niech na nim działa. O Azji, jak i o Bałkanach pisać można dużo, bo oba rejony stanowią rewelacyjne źródło inspiracji. Różni ludzie, różne spojrzenia i to jest super. Jednak w różnorodności siła, a nie samą Azją żyje człowiek. Doszło nawet do tego, że zaczęłam czuć się w jakiś sposób gorsza, że nie byłam choć raz w Indiach czy Chinach. Znajomy kiedyś zapytał się mnie, po co jeżdżę „ciągle” na Bałkany, że przecież nie ma tam nic wybitnie ciekawego. „No ale w takich Indiach… A wiesz, w Ameryce Południowej…” Odpowiedź była prosta: bo jest tam tanio, bo zakochałam się w tym regionie Europy i nadal mam w sobie bałkański głód poznawania i … jeszcze wiele innych argumentów padło z moich ust. Znajomy niestety uznał mnie za biedną ignorantkę, której nie stać na rozwijanie horyzontów w innych rejonach świata. Wtedy jednak stwierdziłam, że nie jestem gorsza od innych podróżników, bo przynajmniej realizuję swoją pasję na tyle, na ile mogę i cieszę się z tego, że było mi dane już trzykrotnie eksplorować dość intensywnie Bałkany. Na zwiedzanie innych krajów, kontynentów i półkul przyjdzie jeszcze czas.

Advertisements

14 uwag do wpisu “Bałkany vs Azja

  1. Też mnie czasem frustruje, że dużo blogerów zamieszcza wpisy z egzotycznych, niesamowitych miejsc, ale tak naprawdę nie to jest najważniejsze – ani w blogowaniu, ani w życiu 😉 Znalazłaś swoją „niszę”, więc jeśli się dobrze z tym czujesz to zostań w niej, a jeśli będziesz miała ochotę – zmień. Ważne że w ogóle podróżujesz, i to nie na „all inclusive w Egipcie” 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  2. My dla odmiany lubimy różne kierunki, ale w miarę dokładnie poznawane, a przynajmniej – nie po samych hitach opisywanych w przewodnikach i dosłownie wszędzie. Wędrujemy przede wszystkim po Polsce, bo takie są nasze możliwości i finansowe, i dziecięce, a poza tym – w najbliższym czasie nie wyjdziemy daleko poza Europę. I tak w niej mnóstwo fascynujących, mniej znanych miejsc.
    Z podróżniczych marzeń dalekich i nie wiem, czy kiedykolwiek do zrealizowania, ja mam – podobnie jak Ty – Australię i Nową Zelandię, a do tego – Saharę 😉
    PS. O ile się nie mylimy – łuk Karpat był przebyty z dziesięć razy w całości, to raczej nie jest masówka… My byśmy o tym chętnie poczytali.

    • Najwyraźniej Łuk Karpat nie jest taki interesujący jak Azja, pewnie z racji tego, że leży w Europie 😉 W każdym razie też mi się nie wydaje, że każdy jest w stanie go przejść, bo jednak wymaga to sporego nakładu sił (dobra kondycja), czasu a także wymaga trochę szczęścia, bo Tomasz już raz musiał przerwać przejście łuku z powodu ataku kleszczy (zaraził się boreliozą) oraz silnego nadwyrężenia nogi.

  3. Azja to tak szerokie pojęcie, że Bałkanów nie ma co porównywać, bo z góry będą na przegranej pozycji. Faktycznie coś w tym jest co piszesz. Nie pamiętam, czy to było na ostatnich Kolosach czy dwa lata temu, ale utkwiła mi pewna rzecz. Siedzimy sobie i słuchamy prelekcji i tylko podczas jednego dnia aż 3 albo 4 razy pojawiła się Złota Świątynia w Amritsar. U wszystkich prelegentów ta część relacji, która poświęcona była wizycie w Pendżabie, różniła się tylko składem osobowym i kątem z jakiego zrobiono zdjęcie. Obrazuje to jak bardzo azjatyckie tematy są już „przerobione”, albo po prostu – może nie ma nie pomysłu? Z drugiej strony jak słyszę o kolejnych podróżnikach, którzy jadą bić rekord, bo jeszcze nikt nie obszedł na piechotę Chin za 1 dolara dziennie, to tylko ręce opadają. Jednak gdybyśmy mieli wybierać między wyjazdem na Bałkany a Azją, przy jednakowym budżecie, to i tak wybralibyśmy to drugie. Dlaczego? Powody są chyba trzy. Po pierwsze – egzotyka, po drugie – odpowiada nam ta mentalność, po trzecie – to możliwość spojrzenia na kulturę europejską dosłownie „z dystansu”.
    A wracając do porównania to jest jeszcze jedna ciekawa rzecz odnośnie Bałkanów. Jakoś tak się nam trafiło, że wszystkich entuzjastów Bałkanów, których poznaliśmy osobiście, cechowała ślepa fascynacja tym kierunkiem (nie mam na myśli tego bloga 🙂 . Pewnego razu poznaliśmy w pociągu do Serbii parę, która co nieco opowiedziała nam czego mamy się spodziewać na miejscu. Zachwyceni byli burkiem, który w ich opisie smakował jak jakieś rajskie danie. Opis był tak apetyczny, że pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy po wyjściu z pociągu była degustacja. Powiem krótko – szału nie ma. A taki sam burek zjeść można w Chorwacji czy Czarnogórze. I to nie wina burka, że nie zachwycił, tylko ludzi, którzy nawet nie chcieli dopuścić do siebie myśli, że może być coś smaczniejszego i bardziej egzotycznego na świecie. Może po prostu zarówno u fanów Azji jak i Bałkanów działa sprawdzony mechanizm – najlepiej jest tam, gdzie już byliśmy i się nam spodobało, a że Azja jest większa… 🙂 Pozdrawiamy

  4. Hej, po pierwsze chwała Ci za to, że o Bałkanach piszesz – kocham je tak samo, jak Ty, a pięcioletnie studia slawistyczne sprawiły, że pojawiam się tam częściej, niż gdziekolwiek indziej. Byłam jednak kilka razy w Azji – właściwie zwiedziłam tam już 10 krajów. Muszę więc zauważyć kilka rzeczy – piszesz jak to drogi jest taki wyjazd do Azji, że nie rozumiesz fenomenu pisania o tym kontynencie itd… Spoko, nie każdego musi jarać Azja. Tyle, że po pierwsze życie w Azji jest naprawdę o wiele tańsze niż na Bałkanach. Przykładowo w Tajlandii czy Indiach za 50zł dziennie spokojnie się zamkniesz. Bilety upolujesz za 1000-1500 i lecisz. Po drugie – nie ma co porównywać egzotyczności Bałkanów i Azji, bo przykładowo Słowenia (no dobra, zaliczmy ją do Bałkanów) czy Chorwacja są tak europejskie, że aż skręca. Kulturowo niewiele różnią się od Polski czy Niemiec. Co innego BiH czy Albania, Macedonia… ale mimo wszystko to też nie jest aż tak kolosalna różnica. Po 3 ludzie chcą czytać o dalekich, odległych, innych kulturowo krajach, których pewnie nie zobaczą osobiście. To ich ciekawi. Na Bałkany pojechać może wielu – z tym, że niewiele ludzi chce samodzielnie je odkryć, wejść głębiej, dalej. Wszyscy robią trasę wzdłuż adriatyku, mostar, sarajewo, a jak o jajce czy visegrad zahaczą to już CUD. Dlatego super ze piszesz o mniej znanych miejscach na Bałkanach! Tak trzymać. Z Azją jest taki problem, że od kiedy latanie w tamte rejony stało się naprawde tanie w porownaniu z tym, co było kiedys, to wszyscy tam uderzyli, pozakladali blogi, bo to wielka wyprawa. A prawda jest taka, że żeby sobie samemu nie poradzic w tajlandii czy kambodży przy minimalnej znajomosci angielskiego to trzeba sie naprawde postarac. Podrozowac tam jest o wiele latwiej niz na balkanach. No, w każdym razie tez uwazam ze blogow o azji jest za duzo, bo jak ktos gdzies byl przez tydzien a potem jest wielkim specem od tajlandii to tez mnie wkurza.
    Pozdrawiam serdecznie i pisz jak najwiecej!

  5. Jak wiesz, dla mnie Azja to kierunek numer jeden. Cale zycie marzylam o Indiach i Japonii i zdecydowanie nie zawiodlam sie! Niektorzy sie dziwia, ze wracamy do tych samych krajow, skoro tyle innych jest do zobaczenia, ale to tak troche jak z Twoimi Balkanami – za kazdym razem znajdujemy cos nowego, jedziemy w inny skrawek – lub… wracamy w ukochane miejsca! A prawda jest taka, ze poszczegolne krainy, stany, prowincje, prefektury – to czesto bardzo odmienne kulturowo i przyrodniczo miejsca. Trudno sie tam nudzic. I zawsze by sie chcialo zostac dluzej.
    Na pewno nie jestesmy tymi azjofilami, co zlego slowa nie pozwola powiedziec na ten kontynent (sama moge powiedziec duzo zlego na temat niektorych Azjatow ;)). Moge tez szczerze powiedziec, ze Chiny – te ktore widzialam, a widzialam w sumie niewiele – nieco mnie rozczarowaly. Glownie chyba dlatego, ze ich kultury nie znam na tyle, aby co piec minut wykrzykiwac z radoscia, ze zobaczylam cos, o czym wczesniej czytalam. Bo jednak do podrozy do Azji sie trzeba przygotowac. Jak by smiesznie nie brzmialo to pojecie „szok kulturowy”, to jednak jest. U jednych wiekszy, u innych mniejszy, ale jest. Bo tam jest inaczej – tak jak pisze Karola. Zatem dobrze sie przygotowac – i podrozniczo, i mentalnie.

    Niby zgadzam sie z Aleksandra, ze dobrze znalezc wlasna nisze, ale z drugiej strony nie mozna sie zamykac na inne rejony. Nawet jesli nam sie gdzies nie spodoba, to warto jednak ocenic to samemu. Poza tym, zeby mowic, ze gdzies nam jest najlepiej, najpiekniej, najsmaczniej – to trzeba miec te punkty odniesienia.

    A dlaczego tylu ludzi jezdzi do Azji? Poza pasjonatami danej kultury? Jak wyzej napisano – bo tam jest tanio. Moze nie w Japonii, ale Indie, Chiny, Sri Lanka, Tajlandia, Wietnam, Kambodza… – placisz raz za bilet (najlepiej w promocji) i zyjesz za grosze na miejscu. A „wyprawy” faktycznie wydaja sie egzotyczne, bo sa egzotyczne. Mozna potem poszpanowac 😉 Mam takich znajomych, w przypadku ktorych mam podejrzenia, ze pojechali do Wietnamu, dlatego, ze wszyscy w towarzystwie juz byli gdzies tam w Azji i im bylo lyso 😛 Ale chyba nie zaluja. Po w tym roku pojechali znowu.

  6. Generalnie mój wpis był oczywiście swoistą prowokacją. Jak najbardziej rozumiem pobudki, dlaczego ludzie latają i podróżują po Azji. Nie zgodzę się z tym, że Bałkany są droższe od Azj. Jeśli za 1500zł od osoby spędziliśmy tam miesiąc, a w podanej kwocie również znalazła się Kiankowa benzyna, jedzenie itd. to do Azji za 1500zł bym pewnie najtaniej doleciała. Oczywiście, do Azji jest dalej niż na Bałkany, ale póki mam wybór wolę wybrać się tam, gdzie jest bliżej, bym mogła spędzić tam więcej czasu, a Bałkany wpisują się w to założenie. Jeśli mam wybór: wydać na sam bilet 1000zł, a spędzić za 1000zł gdzieś dwa czy nawet trzy tygodnie, to wybieram bramkę nr 2. Oczywiście rozumiem egzotykę i rozumiem fascynację innością, ale w Europie mam jeszcze mnóstwo podróżniczych planów i najpierw będę je realizować a później, jak będę mieć więcej na koncie, zacznę planować dalsze wojaże.
    I nie, nie jestem totalnym bałkanofilem, bo gdybym takowym była, nie zakładałabym drugiego bloga o podróżach wszelakich, bo ciągnie mnie w różne, nie tylko bałkańskie miejsca.
    I generalnie dziękuję za wszelkie wypowiedzi w tym wątku, bo wszystkie są bardzo ciekawe i dobrze jest poznać Wasze zdanie w tym zakresie 🙂

    • nie no, jasne:) A ja jeszcze dorzucę jedno do dyskusji – Azja zmienia się o wiele, wiele szybciej niż Bałkany czy Europa Zachodnia. Zagrzeb, Belgrad czy nawet Sarajewo za 5 lat zmieni się niewiele. Birma za 5 lat będzie zupełnie innym krajem. I choćby dlatego warto tam pojechać 🙂
      pozdrawiam serdecznie
      Karola

      • Tu się nie do końca zgodzę. Bałkany oglądam z perspektywy trzech lat, a tempo zmian jakie tam zachodzą, jest momentami dość porażające. Najbardziej jaskrawym przykładem jest odizolowana przez lata Albania, w której w przeciągu jednego roku doszło do sporego, „cywilizacyjnego skoku”. Ale to temat na dłuższą dyskusję, którą kiedyś podejmę na blogu, jak dojdę do albańskiego wątku 🙂 Natomiast oczywiście takie kraje jak Chorwacja czy Grecja są po prostu mega europejskie i w nich zmiany zachodzą jedynie w zakresie rosnących cen. Czarnogórskie wybrzeże jest też mega europejskie, natomiast wnętrze kraju silnie dziewicze i tam można rozkoszować się ciszą, spokojem i w górach raczej wiele zmian nie będzie 😉

  7. A to ja „zaprotestuję” 🙂 Z moją Azją jest tak jak z Twoimi Bałkanami. Pojechałam raz, zakochałam się i teraz mnie już tam ciągnie. Nie sposób, żyjąc na etacie w Polsce (i już nawet pomijając kwestie finansowe, ale po prostu ze względu na ilość urlopu) zjeździć cały świat. I tak wiele osób jak już trafi do Azji to się zakochuje i tam wraca. Podobnie jest z Ameryką Południową. Nie byłam na Bałkanach. Albo przynajmniej prawie nie byłam, bo odwiedziłam Chorwację a także Bośnię i Hercegowine lata temu, gdy jeszcze o blogu nie myślałam. Loty do Azji, np do Bangkoku, można znaleźć za około 1500zł. Życie na miejscu? Miesiąc na Sri Lance to około 1100-1400zł. Miesiąc w Tajlandii to około 1500zł. Pamiętając ceny Chorwackie w 2000 roku nie dałabym rady za tyle podróżować po Chorwacji przez miesiąc (aczkolwiek mogło się coś zmienić, opieram się wyłącznie na doświadczeniach z przed kilkunastu lat). W Polsce też nie. W Polsce łatwiej wyskoczyć na weekend, dłuższy lub krótszy, nie trzeba wyruszać na 3 tygodniowe wakacje. Lecieć do Azji czy Ameryki na 3 dni? Bez sensu.
    Według mnie fajne jest to, że ludzie mają różne zainteresowania. Dzięki popularności Azji Ty możesz cieszyć się mniejszym tłokiem na Bałkanach. A Azja z roku na rok się zmienia, z perspektywy podróżniczej (a nie turystycznej) na gorsze, więc zarówno ja jak i wiele osób, które znam, jedzie tam teraz, bo za 10 lat te kraje będą nie do poznania.
    A jakbyś chciała poczytać o Gruzji to zawsze zapraszam do mnie 😉 Jak widać nie tylko o Azji u mnie można, choć też ten temat dominuje.

  8. Witaj,
    przede wszystkim chciałam pogratulować interesującego bloga – gratuluję zebrania w jednym miejscu wielu ciekawych i przydatnych informacji. Jednakże skomentować postanowiłam artykuł, z którym się dość mocno nie zgadzam (bo nudno by było, jakbyś same pochlebstwa na blogu miała, Autorko) ;).
    Po pierwsze, nadmienię, iż również jestem bałkanofilką, wyjazdów w tamte rejony odbyłam łącznie sześć i właśnie planuję kolejny 😉 – tak zresztą trafiłam na tego bloga, szukając informacji o wejściu na Karanfili. Piszę więc z perspektywy osoby zafascynowanej tak gloryfikowanymi tutaj przez Ciebie terenami.
    Zdziwiona jestem tym, że twierdzisz, iż mało jest w Polskim internecie informacji o Bałkanach – fakt, w blogosferze rozeznania nie mam, więc możliwe, że przeważa tam Azja…ale na wszelkich rozmaitych forach aż roi się od informacji o Bałkanach (linków nie podaję, co by nie robić kryptoreklamy), a jednym z głównych redaktorów podstron SummitPost na temat Prokletije jest właśnie Polak.
    Widać to wszystko zresztą w terenie – gdziekolwiek bym się nie próbowała zapuścić, zawsze spotykałam masę Polaków – czy to na praktycznie nieznanej wśród innych turystów drodze w okolicy Virpazara nad Jeziorzem Szkoderskim, czy to w Thethi, czy w okolicy Twojej „dzikiej albańskiej plaży” 😉 w pizzerii w Ksamil jest nawet menu po polsku!
    Bałkany są niesamowicie popularne i wydaje mi się, że stąd właśnie ich brak w rozmaitej maści czasopismach czy na festiwalach – jakiś czas temu po prostu się wszystkim przejadły. Tak samo, jak dzieje się aktualnie z Gruzją, gdzie po uruchomieniu taniego połączenia przez Wizzair nagle zaroiło się od Polaków i tym samym w Krakowie co drugie slajdowisko jest właśnie z tego kraju;)
    Druga kwestia to koszty wyjazdu do Azji i na Bałkany – wydaje mi się, że pozwoliłaś sobie na dość dużą nieścisłość porównując typowy standard wyjazdu azjatyckiego (tanie, ale jednak, hoteliki i jedzenie po knajpkach) i Twojego bałkańskiego (spanie w samochodzie/pod namiotem i jedzenie zupek chińskich). Gdyby chcieć spędzić miesiąc na Bałkanach w podobny sposób, jak w Azji, czyli śpiąc pod dachem i jedząc w lokalnych jadłodajniach, to koszty byłyby w okolicach 3000 zł albo i wyższe, czyli porównywalne z Indiami, Wietnamem czy Sri Lanką.
    Inną kwestią jest to, że na Bałkanach da się uskuteczniać wszelkie budżetowe pomysły – gdy w zeszłym roku wylądowałam na bezrobociu i miałam dużo czasu i mało pieniędzy 😉 po prostu spakowałam plecak i przez 3 tygodnie jeździłam stopem po Albanii, wydając mniej, niż 1000 zł.
    Ostatnia kwestia, to po prostu organizacja – Bałkany są krajem, do którego wyjazd jest prosty. Ot, bierzesz auto i mapę i jedziesz przed siebie. Żadnych wiz, żadnych szczepień, paszport potrzebny już tylko w Kosowie. Trudno to trochę porównywać do Azji, która wymaga znacznie dłuższych przygotowywań i jest znacznie bardziej skomplikowana organizacyjnie, choćby pod względem transportu lokalnego. Pewnie też dlatego wyrastają jak grzyby po deszczu blogi o tematyce Azjatyckiej – jest zwyczajnie zapotrzebowanie.

    Na zakończenie dodam tylko, że każdy w podróżowaniu szuka czegoś troszkę innego…i dobrze, bo dzięki temu są jeszcze miejsca nie zadeptane przez tabuny rodaków 😉

    • Zacznę od tego, jaki jest podtytuł mojego bloga. Wskazuje on na fakt, iż nie jest on obiektywny. Nie piszę przewodnika, który powinien być bez emocji i osobistych wynużeń. Spisuję tu moje osobiste wspomnienia i przemyślenia. Akurat wpis o Azji był/jest małą prowokacją mającą skłonić do dyskusji.
      Po pierwsze, nie zgodzę się, że na Bałkany może pojechać każdy (i Bałkany to jednak nie kraj, bo nim była Jugosławia, a region, ale rozumiem, że było to przejęzyczenie). Rozmawiając z różnymi ludźmi ciągle słyszę, że Bałkany nie są bezpieczne. Krąży sporo stereotypów na ich temat, które w większości nijak się mają do rzeczywistości. Nie mam tu na myśli Chorawcji, która bliżej ma swym klimatem kurortowym do Hiszpanii, lecz takie kraje jak Albania, BiH itd.
      Po drugie, piszesz, że jest tak dużo informacji w internecie na temat Bałkanów. Z jednej strony tak, ale gdyby tak było, nie dostawałabym sporej ilości maili i wiadomości na fb, dot. przeróżnych bałkańskich kwestii (tych bardziej i mniej oczywistych). I nie chcę tu pozować na nie wiadomo jaką znawczynię, bo nią absolutnie nie jestem, ale o to, że ludzie najwyraźniej wielu informacji po prostu jednak nie znajdują w sieci. Oczywiście Azja jest obszerniejsza i bardziej zróżnicowana niż same Bałkany, stąd powstaje wiele blogów na ich temat. Ja to naprawdę rozumiem, ale część z tych blogów ma dość niską wartość merytoryczną i gdybym miała na ich podstawie planować wyprawę to pewnie nie wsiadłabym do samolotu.
      Koszty wypraw są sprawą bardzo indywidualną i dla kogoś dana suma jest mała bądź duża. Zazdroszczę tym, którzy mogą sobie pozwolić na wyjazd do Australii czy Nowej Zelandii. Mnie pewnie długo na to nie będzie stać. Ale mając do wyboru NZ lub Japonię czy Tajlandię, to wybrałabym te pierwszą. Niestety kwestie zdrowotne, a w szczególności zatrucia są czymś, co od Azji mnie odstrasza. A że niestety moje zdrowie pod kątem żołądka jest dość słabe, to wolę udawać się tam, gdzie nie spędzę większości pobytu w kiblu.
      Podsumowując świat jest piekny. Każdy może znaleźć sobie region czy kontynent, który najbardziej do pasjonuje, urzeka. Ja kocham Bałkany, ale mam jeszcze sporo podróżniczych marzeń do zrealizowania, które nie skupiają się jedynie na Albanii czy Grecji.
      Pozdrawiam,
      ruda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s