Bałkany 2012. Część 8- kotorskie impresje

18.04.2012 Czyli pierwszy tydzień w podróży!

Poranek pierwszy raz od naprawdę długiego czasu budzi nas słońcem. Wreszcie nie słyszymy kropli deszczu bębniących o szyby i dach Kianki. Jest to prawdziwy sukces.

Z naszej bazy noclegowej obserwujemy, jak nad zatoką snują się chmury. Panuje dość rześka, acz przyjemna temperatura. Szybko się ogarniamy i zjeżdżamy nad morze, by tam skonsumować śniadanie. Zatrzymujemy się w okolicy miejscowości Zelenika. Nad morzem dalej unoszą się chmury, więc wszystkie widoki wokół nas są mocno przyćmione. Na szczęście słońce jest się w stanie do nas przebić, co jest z jego strony bardzo miłe.

Nadmorskie śniadanie

Zelenika

Na ławeczce, tuż przy samym morzu gotuję wykwintne śniadanie złożone z chińskiej zupki i batonika na deser. Siedząc w tym miejscu, postanawiamy wyjechać powyżej zatoki, by dotrzeć do wodospadu, który dostrzegliśmy z naszej wczorajszo – dzisiejszej bazy noclegowej.

Po posiłku wyruszamy do miejscowości Melijne, skąd na rondzie odbijamy w stronę pamiętnego z powodu policji Trebinje. Po przejechaniu kilku zakrętów, kierujemy się za znakami w prawo, na 3 cerkwie (w Sasovici, Lastvie i jeszcze jednej miejscowości zaczynającej się na R). Droga jest wąska, ale w dużej mierze asfaltowo – betonowa. Wiedzie wśród domostw i małych pól uprawnych. Widać, że tutejsi mieszkańcy żyją głównie w wypasu owiec i krów. Po drodze jakaś staruszka pozdrawia nas uśmiechem i machaniem laską (choć Marek odczytał to jako: „nie jedźcie tam”). Pniemy się dalej ku górze, by za miejscowością Lastva trafić na genialną wprost miejscówkę na camping, czy jak w naszym przypadku odświeżenie się i relaks. Znajduje się tam ława z widokiem na zatokę, jakaś zamknięta o tej porze roku chatka oraz, co najważniejsze, jest tam wyprowadzone źródełko z wodą (za pomocą zwykłej rury). Dzięki temu możemy się trochę odświeżyć, umyć włosy i stać się odrobinę bardziej czyści.

Kąpiel

w okolicach Lastvy

Widokowo

Adriatyk

Odświeżeni i pachnący ruszamy na poszukiwanie wodospadu, który był słyszalny z miejsca naszej kąpieli. Wśród ścieżek wydeptanych przez zwierzaki kręcimy się, by znaleźć dobry punkt, z którego moglibyśmy obejrzeć wodospad. Niestety  trawiasto – krzaczaste zbocze nie bardzo chce nam ułatwić to zadanie. Koniec końców widzimy wodospad tylko z daleka.

Wracamy do Kianki i jedziemy dalej górską drogą, tak aby dojechać do Kamenari (według mapy była taka możliwość), położonego nas Zatoką Kotorską. Niestety droga z każda chwilą staje się coraz trudniejsza dla naszej mało terenowej Kianki. Ostatecznie docieramy do czyjegoś gospodarstwa, przy którym droga się urywa. Witają nas tam zdziwione spojrzenia tamtejszych mieszkańców. Zapewne nie często zapuszczają się tam turyści, a już w szczególności tak charakterystycznym pojazdem. Mimo, że nie udało nam się trasą tą zjechać do Kamenari, to i tak warto było tam zawitać.

Jedna z cerkiewek na trasie

czarnogórska cerkiew

Zawracamy więc i udajemy się na dół, by wzdłuż wybrzeża dotrzeć do Zatoki Kotorskiej. Po drodze zatrzymujemy się w kilku punktach widokowych. Na szczególną uwagę zasłużył wodospad, który przepływa pod trasą wiodącą wzdłuż zatoki, tylko wtedy, gdy jest wysoki poziom wód gruntowych i dużo opadów. Kiedy byłam w tym miejscu 2 lata wcześniej we wrześniu i rok później w sierpniu, wodospad nie istniał.

Dużo wody w dużym wodospadzie

wodospad przy Boce Kotorskiej

wodospad Kotor

Naszym następnym przystankiem był mój ukochany Perast. Mimo, że odwiedziłam go dwa lata wcześniej z Tomaszem, to znów zachwyciłam się tym miejscem. Oczywiście popłynęliśmy na wyspę Gospa od Škrpjela. Tym razem kosztowało nas to po 5EUR od osoby, a nie 4EUR jak dwa lata wcześniej. Było też tam znacznie więcej ludzi. Wczesna godzina plus popularne turystycznie miejsce  równa się sporej ilości turystów. Ale na szczęście nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Dzięki zorganizowanym wycieczkom, które znalazły się wraz z nami na wysepce, udaje nam się wejść do kościółka Matki Boskiej na Skale, gdzie możemy obejrzeć jego dość mroczne wnętrze, marynistyczne obrazy oraz makiety wysepek.

W drodze na wysepkę

Perast

Na wysepce

Gospa od Škrpjela

Moja już tradycyjna fota z Gospa od Škrpjela

ruda na Gospa od Škrpjela

ruda na wysokości

ruda na Gospa od Škrpjela

Perast widziany z wody

perast

Groźne góry?

Lovocen

Wracamy na stały ląd, by zagłębić się w urokliwe uliczki Perastu. Jest cudownie, ciepło i wreszcie wakacyjnie. Idziemy do pozostawionej poza miastem Kianki i jedziemy w stronę naszego kolejnego celu, jakim oczywiście jest Kotor. Po drodze zatrzymujemy się w Pekarze, aby zakupić coś na obiad. Bierzemy dwie buły z serem oraz jakąś gigantyczną bułę dla wiecznie głodnego Mrka. Płacimy 3.60EUR i gdy chcemy już wychodzić, okazuje się,  że jedna z monet mająca być 1EUR, okazała się być 1levem. W popłochu usiłujemy uzbierać brakującą kwotę z bardzo drobnych euro centów. Mój portfel został w oddalonej od nas Kiance. Robi się niezręcznie i gdy w końcu decyduję się pobiec do samochodu, sprzedawca stwierdza: „Nie macie pieniędzy? Trudno, idźcie, nie ważne!” Powiedział to w tak życzliwy sposób, że chyba naprawdę wyglądaliśmy albo na bardzo  głodnych, albo na bardzo biednych, albo na jedno i drugie. Posileni pysznym jedzeniem docieramy do Kotoru. Kiankę parkujemy nieopodal mariny, w uliczce biegnącej od ronda. Idziemy prosto na znaną mi już dość dobrze starówkę, kierując się od razu na mury obronne i fortecę. W tym roku za wejście płacimy 3EUR od osoby, a nie 2EUR jak dwa lata wcześniej. Ale w ramach tej wyższej kwoty otrzymujemy mapkę  fortecy(fakt mało czytelną). Cóż: zmiany, zmiany, zmiany.

Zaczynamy wędrówkę ku górze. Po drodze mijamy ekipę remontującą ścieżkę wiodącą na szczyt fortu. Potrzebny im sprzęt i materiały przytransportowały tu na swych grzbietach muły, które kiedy je mijamy, pasą się na trawie, przy ścieżce. Kiedy jesteśmy już prawie u celu naszej wędrówki, zaczyna padać, co jest akurat typowe dla Boki Kotorskiej. Praktycznie codziennie zdarza się tutaj przelotny deszcz, mniej więcej między 12 a 14. Chronimy się na chwilę pod sporą tują i przez dłuższy czas obserwujemy toczące się w dole życie zatoki. Kiedy słońce zaczyna przebijać się przez chmury, wyruszamy w dalszą drogę. Docieramy do Zamku św. Ivana, najwyższego punktu fortecy. Widoki są przepiękne, zarówno na góry jak i na Bokę. Schodząc z zamku znajdujemy odbicie szlaku, które przez małą furtkę w murze wyprowadza nas poza obręb fortecznych murów. Znajdujemy się na górskiej polanie, usianej licznymi kamieniami. Znajdują się tu ruiny domów oraz dobrze zachowana cerkiewka. Malo kto tu zagląda, trzymając się głównych arterii fortecy. Inna sprawa, że nie pamiętam aby furtka, przez która się tu dostaliśmy, była otwarta dwa lata wcześniej. Jak widać warto wracać w te same miejsca, gdyż można odkryć coś zupełnie nowego.

Grupa remontowa

forteca Kotor

W drodze do Zamku Św. Ivana

forteca Kotor

Kotor z lotu ptaka

Kotor

Spod cerkwi wiedzie szlak do Kotoru, którym jeśli by ktoś chciał podchodzić, to nie zapłaci złamanego euro centa. Jak trafić na ten szlak? Nic prostszego. Wystarczy idąc w stronę Dobroty, minąć starówkę Kotoru, przejść most na rzece i tuż za nim skręcić w prawo, w uliczkę wiodącą wzdłuż koryta potoku. Za parkingiem, a tuż przed jakimś zakładem, należy obrać ścieżkę wzdłuż ogrodzenia. Tam pojawiają się oznakowania szlaku. Teraz wystarczy przekroczyć rzekę i wyraźnymi, kamiennymi zakosami wdrapać się na górę. Szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej, zaoszczędzilibyśmy 6EUR.

Cerkiew poza murami kotorskiej fortecy

cerkiew Lovocen Kotor

Fragment fortecy widziany ze szlaku do Kotoru

forteca Kotor

Wracamy do malowniczej, kotorskiej starówki. W jednym ze sklepików z pamiątkami kupuję pocztówki, które obiecałam wysłać kilku osobom. Siadamy przed główną, kotorską bramą, gdzie zabieram się za pisanie pozdrowień, a Marek w tym czasie odkrywa, że w miejscu tym można złapać w pełni działające, darmowe WiFi. Dzięki temu możemy znów sprawdzić prognozy, napisać maile i uzupełnić Kiankowy profil.

Kiedy wysyłam kartki na poczcie, zaczyna znów padać. Niestety tym razem jest to regularna ulewa. Kierujemy się w stronę Kianki, robiąc po drodze piwne zakupy. Naszym kolejnym celem jest Park Narodowy Lovocen, a dokładniej wiodąca do niego droga mająca 25 zakrętów. Tuż przed tunelem wiodącym do Tivat, należy skręcić na Cetinje (są tam wyraźne znaki). Droga od początku do końca robi na nas niesamowite wrażenie. Widoki z każdym, pokonywanym kilometrem stają się coraz piękniejsze. Kiedy deszcz nieco ustaje, a słońce wychodzi zza chmur, powstaje wyjątkowo malownicza tęcza.

Tęczowo

tęcza nad Kotorem

Pniemy się coraz wyżej. Po drodze znajdujemy genialne miejsce na nocleg, z takim widokiem, że szczęka opada do kostek. Jedynym mankamentem jest to, że chyba ktoś wcześniej rozebrał w tym miejscu samochód i leżała tam cała masa śmieci, w tym szkieł. Rozbicie namiotu zatem całkiem odpada, ale od czego ma się Kiankowego campera. Opuszczamy tę miejscówkę z założeniem, że wrócimy tu, jeśli wyżej nie znajdziemy nic ciekawego. A dalej były kolejne zakręty. Kiedy mijamy ten z nr 25, droga wznosi się łagodnie ku górze, trawersując strome zbocze. W pewnym momencie przejeżdżamy przez wykuty w litej skale tunel. Dalej docieramy w okolice miejscowości Njegusi, skąd odbijają liczne, górskie szlaki. Znajduje się tam też kilka domostw, jakieś knajpki, które w kwietniu raczej nie tętnią życiem.

Widok z trasy

widok na Kotor

Za skalnym tunelem

Lovocen i Kianka

Postanawiamy wrócić na wcześniej upatrzoną miejscówkę noclegową przy zakręcie nr 14. Po drodze machamy do już wcześniej mijanego rowerzysty. Jedziemy w dół, by po chwili dotrzeć do naszej bazy. Widok zniewala: Zatoka Herceg Novi, lotnisko w Tivat, Boka Kotorska i sam Kotor, góry wokół. Istna bajka.

Gdy tak kontemplujemy widoki, zjeżdża do nas „nasz znajomy” rowerzysta. Okazuje się być w połowie Amerykaninem, a połowie Francuzem, który przez dwa lata mieszkał w Turcji. Właśnie był w drodze ze Stambułu do Francji, gdzie miał odwiedzić swoją rodzinę. Po krótkiej pogawędce i zrobieniu sobie nawzajem zdjęć, pożegnał nas i pognał dalej w dół. Widzimy go później, na którymś z niżej położonych zakrętów.

Zdjęcie zrobione przez znajomego rowerzystę

Kianka i Boka Kotorska

Nasz znajomy rowerzysta

rowerzysta

Wieczór upływa nam na zachwycaniu się zmieniającym się krajobrazem. Najpierw niesamowity zachód słońca, później coraz bardziej rozświetlające się miejscowości w dole. Generalnie idealne miejsce na fotograficzne wyżycie się. Niestety odczuwam  dość silnie brak statywu, którego z bliżej nieokreślonych przyczyn nie zabrałam z Polski. Przy nocnych zdjęciach wspomagamy się Kianką i murkiem, którzy całkiem dobrze spisują się w roli statywu.

Zachód słońca na Tivat i Herceg Novi

Tivat i Herceg Novi

Kotorska noc

noc w Kotorze

Bałkany jako takie oferują naprawdę wiele, wspaniałych widokowo miejsc. Jednak moim zdaniem, trasa wiodąca na pasmo Lovocenu, jest w pierwszej piątce najpiękniejszych widokowo dróg.

A poniżej jeszcze dowód na to, że w Kiance można nocować. Zdjęcie nie zawiera lokowania produktu 😉

nocleg w Kiance

No i oczywiście nasza trasa

Reklamy

8 uwag do wpisu “Bałkany 2012. Część 8- kotorskie impresje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s