Bałkany 2012. Część 3 – Kianka Expedition i trzynasty piątek

13.04.2012 trzynasty piątek
Spanie w samochodzie okazuje się nie być takie złe. Ja z racji niższego wzrostu śpię na fotelu kierowcy w towarzystwie kierownicy i trzech pedałów. Marek natomiast jest się w stanie wyciągnąć i położyć w miarę prosto na siedzeniu pasażera. Dodam tylko, że położenie foteli było rzeczą wymagającą zmysłu technicznego, wizji architekta oraz znacznej tężyzny fizycznej. A wszystko za sprawą gratów zabranych z Polski, z których należało stworzyć na tyle stabilną konstrukcję, by po pierwsze nie spadły nam w nocy na głowy, a po drugie by w ogóle dało się położyć siedzenia.

Kianka vel camper

nocleg w Kiance

Wyspani, zaczynamy krzątać się po naszym camperze już koło godziny 8. Możemy się w końcu przyjrzeć, gdzie my w ogóle jesteśmy. Widok z okna mamy całkiem zacny – pasmo Welebitu i morze. Gdyby tak dodać do tego słońce i niebieskie niebo, to byłoby idealnie. Zamiast tego mamy chmury i siąpi deszcz. W trakcie ogarniania Kiankowego pierdolnika Marek odkrywa, że zniknęły gdzieś dokumenty od samochodu. Wprowadza to odrobinę nerwowej atmosfery (mówią delikatnie oczywiście), ale po kilku minutach szamotaniny, odkrywamy, że dokumenty spadły na tylne siedzenie i utknęły pod stertą leżących tam rzeczy. Ufff można odetchnąć.
Zwijamy się w Vinjeraca i przez wyjątkowo malowniczy most jedziemy do Paklenicy, czyli znanego w Europie rejonu wspinaczkowego.

Marek i Vinjerac

SONY DSC

Welebit

Welebit

W drodze do Paklenicy

Chorwacja most

Chorwacja most

My generalnie chcemy po prostu zdobyć tam jakiś szczyt i pooglądać widoki. Gdy docieramy do Paklenicy, po uiszczeniu 40kun od osoby, wjeżdżamy na teren parku, gdzie na górnym parkingu, przy wtórze szumu wezbranego potoku jemy śniadanie i rozważamy plan działania. Początkowo planujemy wejść na Anica Kuk, która jest zarazem najwyższą i najtrudniejszą ścianą wspinaczkową w tym rejonie. Znajduje się na niej wiele tras wspinaczkowych i stanowi cel dla wielu wspinaczy, licznie przybywających w ten region Chorwacji. Niestety nie decydujemy się na zdobywanie Anicy drogą trekkingową, gdyż wiązało się to z pokonaniem wezbranego potoku. Jakoś wyjątkowo nie wierzyłam tego dnia w moje umiejętności balansowania na śliskich kamieniach. Do tego, mimo że nie jestem jakaś wybitnie zabobonna, trzynasty piątek wywołał u mnie poczucie swoistego dyskomfortu psychicznego i obawy, że z moim zezowatym szczęściem na pewno sobie coś zrobię.

Paklenica

Paklenica

Paklenica

Anica Kuk

Anica Kuk
Po wycofaniu się z pomysłu zdobywania Anicy, udajemy się dalej i obieramy sobie za cel Vidokov Kuk. Zachęciła nas jego nazwa, wróżąca, że będą z niego zacne widoki. Początkowo szlak wiedzie łagodnymi zakosami, po dobrze widocznej i wyznakowanej ścieżce. Po ok. 40 minutach osiąga się wysokość 570m n.p.m. przy jaskini Manita Pec. Znajduje się tam punkt widokowy oraz ławy. Jaskinia w kwietniu czynna jest od 10 do 13, ale tylko w soboty. Należy ona do jednej z najdłuższych jaskini w Paklenicy – ma 125 metrów. Występują tam różnego rodzaju owady oraz pająki. Podobno można tam zobaczyć interesujące cieki wodne. Nam nie jest to dane, ponieważ jest piątek (trzynastego!), więc jaskinia jest nieczynna. A wszystkie powyższe informacje wyczytałam z tabliczki, jaka znajduje się przy wejściu do jaskini. Po krótkim odpoczynku wyruszamy w dalsza drogę na „Widokowy Szczyt”. Droga od razu zmienia swój charakter – jest bardziej dzika, stroma i wspinaczkowa. Widoki też się zmieniają – im wyżej, tym coraz bardziej odsłania się morze. Po ok. 30 minutach wspinania się docieramy do wąskiego przesmyku, na którym umieszczone są stalowe liny. Wyprowadzają nas one na szczyt bez nazwy, mający jakieś 843m n.p.m. Widok jest super. Udaje nam się nawet wypatrzyć Vinjerac, w którym dziś nocowaliśmy. Spędzamy na szczycie trochę czasu robiąc zdjęcia i posilając się. Wyruszamy dalej. A dalej okazuje się, że droga wiedzie w dół po dość stromych skałach. Medytujemy w tym miejscu chwilę, ja mimo ukończeniu kursu wspinaczkowego nie czuję się w tym miejscu zbyt pewnie, w szczególności, że nie mam liny. Uznajemy, że co trzynasty piątek, to trzynasty piątek i wycofujemy się na szczyt bez nazwy. Zaczyna padać, co utwierdza nas w słuszności podjętej decyzji. Znów jesteśmy na stalowych linach, gdzie stwierdzam, że w takich miejscach wolę się wspinać, niż schodzić. Dalej, już bez większych komplikacji docieramy do jaskini, gdzie zaskakuje nas… widok turystów. Praktycznie przez cały dzień plątaliśmy się po Paklenicy sami. Jedynie gdzieś, przy niektórych drogach wspinaczkowych widać było ludzi.

W drodze na Vidokov Kuk

w drode na Vidokov Kuk

Widok ze szczytu bez nazwy

widok z Paklenicy na morze
Zakosami w dół mkniemy w stronę doliny. Znów góruje nad nami Anica Kuk. Schodzimy do Kianki. Decydujemy się jeszcze na odwiedzenie fortu u wlotu do doliny. Jego ruiny są niewielkie, za to wiedzie do niego ścieżka dydaktyczna. Oprócz typowych tablic, na drzewach można było znaleźć tabliczki z ich nazwami w chorwackim, angielskim i po łacinie. Jedna z tablic, przykuła moją uwagę, gdyż prezentowała zdjęcie sowy wyjątkowo przypominającej kocicę moich rodziców.
Po krótkim spacerze wracamy do Kianki i udajemy się w strone Sibenika, by gdzieś w jego okolicach przenocować.

Kianka w Paklenicy

Kianka, Paklenica

Należy pamiętać, że w Chorwacji jest generalny zakaz obozowania na dzik. Trzeba się więc trochę namęczyć, by znaleźć odpowiednie miejsce. Tego dnia udała nam się ta sztuka w okolicy miejscowości Grabastica. Oto krótka instrukcja, jak dotrzeć na nasz dziki camping (informacja ta jest o tyle aktualna, o ile się tam przez rok nic nie zmieniło). W samej miejscowości należy kierować się na camping (nie Panorama, ale drugi tam się znajdujący). Droga jest szutrowa i prowadzi nad samo morze. Po lewej stronie mija się dość prowizoryczny camping, ale położony w pewnej odległości od cywilizacji. Jadąc dalej dociera się do jakiś murów, wyglądających na całkiem stare. Znajduje się tam las, w którym można się rozbić, a przy okazji ukryć trochę samochód, by nie rzucał się w oczy. Miejsce świetne, bo widok również jest tam zacny. Szkoda tylko, że akurat tego dnia, gdy tam byliśmy, pogoda nam nie dopisała…

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Bałkany 2012. Część 3 – Kianka Expedition i trzynasty piątek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s