Bałkany 2012. Część 2 – Kianka Expedition i chorwackie atrakcje

chorwacki las

12.04.2012 Pierwszy poranek na Bałkanach nastaje dla nas wcześnie, gdyż już o 6 rano. Deszcz nie pada, ale za to czuje się wszechogarniającą wilgoć. W lesie unosi się mgła, a słońce usiłuje przebić się przez chmury, rozświetlając polanę wśród drzew, położoną nieopodal naszego obozowiska.

Bałkańskie obozowisko nr 1
chorwackie obozowisko

Średnio wyspani zwijamy ociekający wodą namiot i odświeżamy się nieco. Wskakujemy do Kianki i ruszamy w stronę Zagrzebia, który jednak nie był naszym celem. My wybieraliśmy się do miejscowości Slunj oraz do Plitvickich Jezior. Jest pochmurno, co nie nastraja zbyt optymistycznie, ale cóż kwiecień to kwiecień, nie zawsze musi być słoneczny i ciepły. Niestety po niecałej godzinie zalążki nadziei na lepszą pogodę zostały zmyte przez strugi ulewnego deszczu. Życie…

Docieramy do Zagrzebia. Przejazd przez to miasto jest dość zabawny, ponieważ dysponujemy jedynie szczątkową, schematyczną mapą z przewodnika. O dziwno nawet udaje się nam jechać we właściwym kierunku, mimo że obieraliśmy typowo boczne drogi, by nie wpakować się na jakąś autostradę, na którą zasadniczo nie mieliśmy przeznaczonych funduszy. Pogoda powoli zaczyna mieć tendencję do przejaśniania, lecz podchodzimy do tego sceptycznie. Deszcz na pewno się gdzieś na nas czai!

Za Zagrzebiem zatrzymujemy się na śniadanie. Na przyzakładowym parkingu usiłujemy dosuszyć nasz namiot, który w samochodzie nie miał szans stać się nawet odrobinę suchym.

Po krótkim postoju,  przejeżdżamy nad rzeką o wdzięcznej i uroczej nazwie Kupa. Jak na kupę, była wyjątkowo czysta i przejrzysta. Oczywiście musieliśmy się zatrzymać, by ją obfotografować. Zasadniczo za samą nazwę, bardzo ją polubiliśmy.  Dalej, pełną serpentyn drogą jedziemy przez niewielkie wioski, w których stało mnóstwo opuszczonych domów, ze śladami po kulach. Nie robiło to zbyt dobrego wrażenia, ale z drugiej strony jest to żywy dowód na to, jak trudną historię, również tę współczesną, mają Bałkany.

Marek nad rzeką Kupą

Marek i Rzeka Kupa

W miejscowości Vukumanic zatrzymujemy się przy malowniczo położonym kościółku. Tuż obok niego znajduje się sporej wielkości krzyż z tablicami upamiętniającymi ludzi, którzy zginęli na tych ziemiach, m.in. w latach 90tych. Po opuszczeniu tej miejscowości, docieramy do głównej drogi do Plitvic. Informują nas o tym liczne, przydrożne drogowskazy i reklamy, w których dominuje język niemiecki. Cóż, nie od dziś wiadomo, że Chorwacja wykupiona jest w znacznej części przez Niemców i to oni głównie odwiedzają ten kraj, windując strasznie ceny noclegów, campingów a nawet żywności. Nie, Chorwacja do tanich nie należy.

Chorwacja krzyż

Na pierwszy dłuższy postój i zwiedzanie zatrzymujemy się w miasteczku Slunj. Zaraz po wjechaniu do miasta, od strony Zagrzebia, trafia się na wyjątkowe miejsce, gdzie zbiegają się dwie rzeki – Slunjcica oraz Korana, tworząc niesamowite kaskady i wodospady. Ta wyjątkowa atrakcja turystyczna zowie się Rastoke, co oznacza miejsce, w którym woda płynie w różnych kierunkach. Od 1969 roku miejsce to jest pod ochroną, z racji swoich unikalnych walorów naturalnych. Kiedy tam docieramy, wychodzi słońce, rozświetlając tę wodną krainę, która mimo że jest mniejsza od Plitvickich Jezior, to również zasługuje na uwagę i odwiedzenie. Spacerujemy tam dobrą godzinę, napawając się słońcem oraz błogą ciszą i spokojem. Kwiecień w Chorwacji ma zasadniczy plus – brak tłumów. Oprócz nas po Rastoke kręci się dosłownie kilka osób, ale nikt nikomu nie wchodzi w drogę.

Rastoke z góry

Rastoke

Wodospady

Rastoke wodospady

Rastoke tęcza

ruda i Rastoke

Jesiennie czy wiosennie?

Rastoke Jaskinia

Rastoke

Kolejnym punktem na naszej trasie dzisiejszego zwiedzania, były sławne w całej Europie Plitvickie Jeziora. Przez teren tego wpisanego na listę UNESCO parku, przepływa rzeka Korana (tak, to ta sama, która płynie przed Rastoke), tworząc malownicze kaskady  pomiędzy kolejnymi szmaragdowymi jeziorami, których jest 16. Po parku można poruszać się wyznakowanymi ścieżkami, których znacząca część poprowadzona jest kładkami umiejscowionymi tuż nad wodą. Największym z akwenów na terenie Plitvic jest jezioro Kozjak, po którym pływają dwa stateczki – jednym można dostać się w okolice wodospadu Veliki Slap, a drugim nieco bliżej, na drugi brzeg widoczny z pomostu (oba statki pływają z pomostu poniżej Hotelu Jezero, przy bramie nr 2).

Kiankę porzucamy na niestety płatnym parkingu przy Bramie nr 2 (Ulaz nr 2). Koszt parkowania – 7kun za godzinę. Za horrendalną kwotę 160kun kupujemy wejściówki studenckie. Ja się trochę stresuję, gdyż nie posiadam już legitymacji studenckiej, a jedynie kartę EURO26 i mam nadzieję, że nie spotkamy nikogo, kto będzie chciał sprawdzać, czy posiadam dokument uprawniający mnie do zniżki. Później jednak, kiedy nikt nigdzie nie sprawdził nam biletów (ani na statku, ani na wejściu do parku…nigdzie), trochę byliśmy źli, że wydaliśmy tyle kasy. Zrobi nam się jeszcze gorzej, jak za parę godzin odkryjemy jak wejść na teren Plitvic zupełnie za darmo. Tak, wiem… Polacy muszą zawsze kombinować. Ale ten wyjazd miały być nisko budżetowy, a tu już pierwszego dnia kasa leci. Za kwotę 160kun mogliśmy nie tylko podziwiać naturalne piękno Plitvic, ale także skorzystać z kibla, w którym pięknie słychać było szum wodospadów. Jedno jest pewne – warto odwiedzić tę chorwacką atrakcję poza sezonem, kiedy nie ma tłumu turystów, z którym trzeba wędrować w jednej wielkiej kawalkadzie po drewnianych kładkach. W kwietniu jest cisza, spokój i pustka. Autentycznie nie wyobrażam sobie wędrówki  po Plitvicach w tłumie 4000 turystów (taka ilość dziennie podobno odwiedza jeziora w szczycie sezonu i szczerze mówiąc jestem w stanie uwierzyć w taką statystykę).  O 17:15 łapiemy ostatni kurs stateczkiem przez Jezero Kozjak, by dotrzeć do wodospadu Veliki Slap. Później dopiero orientujemy się, że ciekawsze widokowo trasy są w rejonie wodospadu i mogliśmy zacząć zwiedzanie od tej właśnie strony. Gdy tam docieramy większa część parku jest w cieniu.

Plitvice

Plitvickie Jezera

Plitvice kladka

Buszujący w zbożu

Marek w Plitvicach

Wodospadów moc

Wodospad Plitvice

ruda, wodospad, Plitvickie Jezera

Plitvice wodospady

Jesień?

Plitvickie Jezera

Veliki Slap

Veliki Slap

Po zakończeniu zwiedzania, szybkim marszem asfaltową drogą wracamy do Kianki. To właśnie tędy można dotrzeć na teren Plitvickich Jezior unikając opłaty, a w każdym razie w kwietniu na pewno się da. Robi się coraz później, a my nie mamy wybranej miejscówki na nocleg. Wsiadamy w samochód i ruszamy w stronę Paklenicy, będącej naszym kolejnym, chorwackim celem. Podczas jazdy ukazuje się nam pasmo Welebitu, na którym, o dziwo, jest całkiem sporo śniegu.

On the road… again

droga w Chorwacji

Zdjęcie zrobione nam przez Kiankę

ruda i Marek gdzieś w Chorwacji

Marek wpada na pomysł, by nad morze dotrzeć pewną górską, dość długa drogą, mającą swój początek w miejscowości Sveti Rok. Nie wiem dlaczego dopiero po czasie zorientowaliśmy się, że o miasteczku tym ciągle mówią w radiu, podczas wiadomości dla kierowców. Dość szybko przekonaliśmy się na własnej skórze, dlaczego. Ogólnie w kwietniu teoretycznie trasa ta jest zamknięta dla ruchu. Teoretycznie, to słowo klucz! Generalnie pomysł z wyborem trasy byłby dobry, gdyby było jaśniej i nieco bardziej widokowo. Droga od początku była wyjątkowo kręta, w swej początkowej fazie nawet asfaltowa. Później asfalt zamienił się w szuter, który według znaku miał ciągnąć się przez najbliższe 18km. Kianka z wyjątkowym trudem pokonywała kolejne, strome i górskie serpentyny. W końcu docieramy na szczyt, na którym planowaliśmy ewentualnie przenocować. Leżą tam płaty śniegu, lecz nie to wzbudziło nasz niepokój, a urocza tabliczka ostrzegająca nas przed minami. Miny mieliśmy chyba wyjątkowo nietęgie, gdyż nie tego się spodziewaliśmy. Pomijając ten mało optymistyczny aspekt, widok stamtąd był niesamowity – morze świateł. Wszystkie miejscowości poniżej wyglądały jak z lotu ptaka.

Znaczek radosny

uwaga miny

Ponieważ na górze nie było szansy na porządny nocleg, zjeżdżamy kolejnymi serpentynami, ku położonej niżej autostradzie. Po chwili jazdy przejeżdżamy pod nią i kierujemy się w stronę morza. Wokół nas same tabliczki informujące o minach. Coraz bardziej zmęczeni i zdesperowani  zaczynamy szukać campingu, jednak nie jest to takie proste. Znaki kierują nas w jakieś dziwne miejsca. Koniec końców lądujemy w miasteczku Vinjerac. Tam znajdujemy odpowiednie miejsce na nocleg w naszym camperze. Tak – Kia Picanto może służyć jako camper i nawet da się w niej wyspać (wierzcie mi na słowo!).

A poniżej nasza trasa z tego dnia

Advertisements

5 uwag do wpisu “Bałkany 2012. Część 2 – Kianka Expedition i chorwackie atrakcje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s