Bałkany 2010. Część 15 – Sinjajevina po raz pierwszy

Dzisiejszy fragment relacji mogliście już przeczytać na portalu naTarty.pl, gdzie opisywałam Sinjajevinę. Jednak zachowałam pewne historie specjalnie na bloga, więc jeśli czytaliście wcześniej artykuł, to nie zanudzicie się czytając dzisiejszy wpis!

19.09.10 Poranek w Biogradskim Parku Narodowym jest ciepły, lecz deszczowy. Przelotne opady przetaczają się nad gęstym, bukowym lasem, zniechęcając nas do opuszczania namiotu. Jednak już koło 7 zbieramy się w sobie, jemy szybkie śniadanie i ruszamy trzykilometrowym asfaltem w dół, do głównej drogi na Mojkovac. Liczymy na to, że szybko uda nam się złapać stopa lub jakiś autobus. Kiedy docieramy do głównej trasy, widzimy jak jakiś gość wysadza z samochodu pasażerkę, a następnie wykręca auto. Na nasz widok opuścił szybę, by zapytać się: „Mojko?” Tym sposobem, zupełnie nie starając się o złapanie kogokolwiek lub czegokolwiek, mamy stopa wiozącego nas do właściwego celu. Jednak w trakcie rozmowy z naszym kierowcom okazuje się, że autostop nie jest za darmo i musimy zapłacić 1.5EUR od osoby. Nie jest to dużo, ale kolejny raz przekonujemy się na własnej skórze, że w Czarnogórze idea autostopu jest nie do końca jeszcze przez wszystkich rozumiana. Jednak nie narzekamy na nasz los, gdyż szybko docieramy do Mojkovaca, skąd planujemy podbój Gór Sinjajevina.

W miasteczku tym dokonujemy zakupów oraz opychamy się burkami ze słonym, bałkańskim serem. Standardowo idziemy też do kawiarni na cappuccino. Usiłujemy również znaleźć organizację turystyczną, jednak pani z kwiaciarni uprzytamnia nam, że jest niedziela, więc zasadniczo nic co powinno być czynne, czynne nie jest. Cóż, trudno. Będziemy musieli sobie poradzić z dość prowizoryczną mapą Sinjajeviny, którą mamy w informatorze zdobytym w Kolasinie. Broszura o Sinjajevinie zawierała takie oto zdanie : „W górach Sinjavina, w katunach, mieszka liczna grupa pasterzy, wypasających owce, konie i kozy. Są bardzo gościnni i turystów zawsze chcą ugościć kawą, rakiją i jedzeniem.” Pomyślałam sobie: „Taaa jasne.” Szybko jednak miałam się przekonać, że czasami warto uwierzyć w to, co piszą w takich informatorach. Wróćmy jednak do meritum.

Mojkovac

Mojkovac

Plan był prosty – dotrzeć do serca Sinjajeviny, czyli kościółka Rużica. Odnalezienie wejścia na szlak nie przysporzyło nam na szczęście większych trudności. Należy jedynie wyjść z Mojkovaca w kierunku na Podgoricę, na moście skręcić w prawo i za nim, po prawej stronie znajduje się oznakowanie szlaku oraz dość dobrze widoczna ścieżka. Sukces!Nie świętujemy go jednak zbyt długo, gdyż w lesie, przez który idziemy, robiona była ścinka i oczywiście gubimy szlak. Wiadomo: dzień bez zgubienia, to dzień stracony!

Na szlaku, tym jeszcze właściwym

wejście do Sinjajeviny

Biogradska i Sinjajevina

Przedzieramy się przez krzaki, później obieramy zły kierunek marszu…w końcu jest! Symbol szlaku! Szczęśliwi podążamy za szutrową drogą, mając z jednej strony widok na Biogradską Gorę, a z drugiej widok na Kanion Tary. Po drodze mijamy pierwszy katun, czyli wioskę pasterską. Spotykamy tam pierwszego pasterza, ale zamiast zaprosić nas na rakiję, to zapytał się: „Deutschland??” No cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz na Bałkanach, ktoś brał nas za Niemców. No nic, żegnamy się z panem i idziemy dalej. Kiedy docieramy na skrzyżowanie dróg, okazuje się, że zniknęły jakiekolwiek oznaczenia. Wybieramy więc drogę wiodącą pod linią wysokiego napięcia. Po chwili jednak przekonujemy się, że ścieżka ta została wydeptana przez krowy i prowadzi donikąd. Cóż, wracamy zatem do szutrowej trasy i zaczynamy iść na azymut. Nie możemy narzekać na jedno: widoki. Wokół otwierają się niesamowite plany i przestrzenie. Góry te nie są w żaden sposób podobne do tych, które mamy w Polsce. Mimo, że strasznie wieje, co chwila zatrzymujemy się na robienie zdjęć.

Obrazki z Sinjajeviny

Flora i fauna Sinjajeviny

Tomasz i Sinjajevina

Sinjajevina

W pewnym momencie, po naszej prawej stronie dostrzegamy mały, biały domek, przed którym siedziała gospodyni. Gdy tylko nas zobaczyła, natychmiast zaproponowała nam kawę. Czyżby jednak informator nie podkolorował kwestii gościnności tutejszych mieszkańców? Oczywiście postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia. W domku naszej gospodyni, składającym się z jednej, obszernej izby, znajduje się parę krzeseł, stół, piec i kilka kuchennych szafek. Na początek dostajemy orzeźwiającą wodę z cytryną. Później na stole ląduje bochenek chleba na zakwasie oraz słony serek z cebulką. Kiedy my pałaszujemy te pyszności, gospodyni szykuje nam kawę po turecku. Nawiązujemy konwersację, choć nie jest to takie proste, gdyż my nie znamy ani serbskiego, ani czarnogórskiego, a gospodyni nie zna polskiego i angielskiego. Ale jakoś udaje nam się dojść do porozumienia. Kiedy mówimy, że jesteśmy z Polski, pasterka stwierdza, że nie tak dawno temu szli tędy Czesi. (Dlaczego nas to nie dziwi????)Pytamy się o prognozy pogody – wieczorem może padać, ale w dzień ma być słonecznie. Dowiadujemy się również, że śnieg w górach Sinjajevina pojawia się w październiku i do tego czasu pasterze muszą wraz ze zwierzakami zejść w doliny. Wracają znów w okolicy maja – czerwca. Gospodyni dopytuje się, czy w Polsce również wypasa się owce. Tłumaczymy jej, że owszem, ale na mniejszą skalę, niż na Bałkanach. Mówi nam również, że jak przyjdzie „Kisza i magla” czyli deszcz i mgła, to lepiej po tych górach nie chodzić Mimo, że nie zawsze się rozumiemy, to atmosfera jest wyjątkowo sympatyczna.

ruda i nasza gospodyni z katuna

Katun Sinjajevina

Ale komu w drogę, temu się nie chce. Dowiadujemy się, że do naszego celu, czyli Rużicy mamy jeszcze jakieś 3km. Idziemy zatem. Pogoda zaczyna się zmieniać, chmury nad nami gęstnieją i od czasu do czasu dolatują do nas krople deszczu. Nagle, zza zakrętu ukazuje się naszym oczom Rużica – niewielki kościółek, położony na wzgórzu Na lewo od niego znajduje się wioska o tej samej nazwie. Przed dotarciem do kościółka spotykamy pasterza z owcami, którzy tłumaczy nam jak dojść do Żablijaka oraz jak odnaleźć wodę w tym wyjątkowo suchym terenie.

W drodze do Rużicy

w drodze do Rużicy

Sinjajevina

Warto zaznaczyć, że w Sinjajevinie jest wyjątkowy problem z wodą. W wyższej partii tych gór nie ma żadnych potoków, czy jeziorek. Pasterze przez zimę gromadzą lód, który w lecie służy im za źródło wody pitnej. Generalnie planując wycieczki w tym rejonie należy zaopatrzyć się w zapasy płynów, a w razie wodnej awarii pasterze chętnie pomogą i wypełnią bukłaki i butelki swoimi zapasami.

Przy samej Rużicy można spokojnie rozbić się z namiotem. Znajduje się tu wiata, ławy i stoły. Pogoda się stabilizuje – zaczyna grzmieć i coraz bardziej padać. Do tego, po chwili dołącza porywisty wiatr, w efekcie wykorzystujemy ławy i stoły do osłonięcia naszego namiotu przed szalejącym żywiołem. Zabarykadowani i zbunkrowani pod wiatą czekamy na rozwój wypadków pogodowych….

Rużica

Rużica

Rużica

Poniżej znajdziecie skan mapy Gór Sinjajevina. Pochodzi on z informatora „Mountains of Sinjavina. Hiking guide”, wydanym przez Czarnogórską Organizację Turystyczną. (Generalnie góry te funkcjonują pod nazwą Sinjavina i Sinjajevina, ja dla jasności stosuję jedną nazwę.)

 mapa Sinjavina

Za skan dziękuję Tomkowi D. 🙂

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Bałkany 2010. Część 15 – Sinjajevina po raz pierwszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s