Bałkany 2010. Część 13 – pożegnanie z Prokletije

17.09.10 Kolejny, bezchmurny i piękny poranek. Oczywiście dolina skąpana jest rosą, a w namiocie poziom wilgotności zaczął dobijać do 100%. Dziś mamy niespieszny dzień, gdyż musimy pozałatwiać kilka spraw przed udaniem się w rejon Maje e Jezerces.

Koło 10 do dna doliny dociera słońce, dzięki czemu możemy wysuszyć nasze graty. Z naszego namiotu „dymi się”, gdy ciepłe promienie słońca odparowują z niego wodę. Po 11 jesteśmy zwarci i gotowi do drogi. Żegnamy się z przesympatyczną ekipą Eko Katunu Grbaje i ruszamy do Gusanje.

Suszarnia

W Eko Katunie

Eko Katun Grbaje

Po przejściu jakiś 3km, zatrzymuje się  koło nas traktor ciągnący wóz z drewnem. Tego nam było trzeba, gdyż 8km dreptania po asfalcie nie było tym, o czym marzyliśmy. Jadąc na wozie z drewnem wraz z dwójką czarnogórskich dzieciaków, podziwiamy widoki, ciesząc się z szybkiego desantu w dół. Później okazało się, że byliśmy potrzebni traktorzyście po to, by zrównoważyć wóz i zapobiec jego przewróceniu. Po dotarciu do Gusanje robimy zakupy i wypijamy po pysznym cappuccino. Dopytujemy się lokalsów jak dostać się do Vusanje i wyruszamy na podbój Albanii. Droga po asfalcie dłuży nam się niemiłosiernie. Do tego cirrusy, które pojawiły się na niebie, przywlokły ze sobą front niewróżący raczej nic dobrego. W drodze do celu mylimy nieco drogę i lądujemy przy Alpanisi Izovori, czyli źródeł rzeki Alpanisi. Jest to ciekawe miejsce, gdzie wypływa krystalicznie czysta woda. Idziemy z powrotem do skrzyżowania dróg, obieramy właściwy kierunek i jesteśmy w Vusanje. Mijamy po drodze dwa meczety oraz liczne grobowce, które rozsiane są po całej miejscowości. Nie wiem czy mają tu zasadę chowania zmarłych w miejscu, w którym żyli, czy istnieje tam jakieś inne założenie co do pochówku.

Źródło..duże dość

Alpanisi Izovori

Alpanisi Izovori

W drodze do doliny, z której mieliśmy zdobywać Maje e Jezerces, zaglądamy do pograniczników, aby wydali nam pozwolenie na przekroczenie granicy. I tu, cóż… bardzo się dziwimy, gdyż strażnik graniczny informuje nas, że możemy iść do granicy, ale nie możemy jej przejść. Na pytanie dlaczego, słyszymy, że po prostu nie możemy. Jeśli chcemy iść na Maje e Jezerces musimy przejść przez normalne przejście graniczne i później pojechać w góry.  Od Bułgara wiedzieliśmy, że nie ma żadnego problemu w pójściu na Maje e Jezerces od czarnogórskiej strony. Znajoma będąca rok później w Prokletije również nie miała problemu, by zdobyć ten najwyższy szczyt. Tyle tylko, że oni byli w sezonie, a my w połowie września, kiedy już na Bałkanach jest mocno po sezonie i w górach praktycznie nie było turystów. Inna sprawa, że chyba pogranicznik wziął nas za Rosjan, co w tym rejonie było nagminne i to również mogło nam przysporzyć kłopotów z przechodzeniem granicy.

Wkurzeni na maksa zastanawiamy się, co tu zrobić. W końcu zapada decyzja, by udać się do Biogradskiego Parku Narodowego. Łapiemy stopa, by wrócić do Gusinje. Kierowca również bierze nas za Rosjan, ale szybko go uświadamiamy, iż jest w sporym błędzie. Po chwili jazdy zaczyna się dopytywać Tomasza, czy jestem jego żoną. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Kierowca:  Czy jesteście małżeństwem?

(mój śmiech) Tomasz: Nie…

K: Rodzeństwem?

(znów mój śmiech) T: Nie, jesteśmy przyjaciółmi.

K: A może ona jest tą drugą?

(moja konsternacja) T: Yyyy… nie!

No cóż, wyszło na to, że jestem kochanką Tomasza. Niestety jakoś nikt nie ogarniał, że facet z babą może pojechać w góry i nie musi ich łączyć jakaś skomplikowana relacja związkowa, a czysta przyjaźń.

Po dotarciu do Gusinje zasadzamy się na stopa, ale większość kierowców kompletnie nas olewa. Jeden z nich przejeżdża koło nas machając, że nic z tego. Wraca jednak po chwili i po niemiecku pyta się, gdzie chcemy jechać. Odpowiadam mu, że do Plav. Kierowca po chwili zastanowienia stwierdza, że jak poczekamy trzy minuty, to nas zawiezie. W całym tym popapranym dniu, był to wyjątkowo miły akcent, gdyż gość specjalnie pojechał z nami do Plav i nie chciał za to żadnej zapałaty.

W Plav jesteśmy przed 16. Równo o 16 mamy autobus do Berane, o czym informuje nas miła starsza pani. Tomek postanowił zakupić jeszcze jakieś drożdżówki. Kiedy go nie ma, podjeżdża autobus, a miła starsza pani pomaga mi zabrać się z naszymi gratami. Tomek wraca i jedziemy do Berane, żegnając się z cudnymi górami Prokletije. Maje e Jezerces na pewno kiedyś zdobędziemy!

W Berane jesteśmy przed 17. Do miejsca, do którego chcemy się dostać, nie jeździ nic oprócz taksówek. Bardzo miła pani ze sklepu tłumaczy nam, że niestety lub stety jesteśmy skazani na taryfę. Za 10EUR jedziemy. Na początku kwota ta nas trochę zaskoczyła, ale nasza trasa była jednak dość długa, a do tego ukształtowanie terenu nie było najprostsze. Droga wije się ostro pod górę, wśród licznych skał, wzdłuż koryta rzeki. Kierowca dowozi nas do wejścia na szlak, my jednak nie wyruszamy dziś w drogę. Znajdujemy odpowiednie miejsce na nocleg, osłonięte od drogi i blisko źródła wody. Wieczór spędzamy na słuchaniu muzyki i szumu wiatru oraz rozpijaniu dwulitrowego „Niekrzycza”.

Nasz pierwszy nocleg w Biogradskiej Gorze

Biogradska Gora

W ten sposób znaleźliśmy się w kolejnym, czarnogórskim paśmie górskim. Następne jeszcze przed nami ale…

…. Dziś robię sobie małą przerwę od blogowania, gdyż wyjeżdżam na trzy dni w Tatry. Z pewnością naskrobię kilka słów z pobytu w naszych pięknych, rodzimych górach. Ale na razie życzę Wam udanego długiego weekendu! Oby pogoda wszystkim dopisała 🙂

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Bałkany 2010. Część 13 – pożegnanie z Prokletije

  1. Pingback: Bałkany 2010. Część 18 – z Durmitoru w Sinjajevinę | BAŁKANY według RUDEJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s