Bałkany 2010. Część 10 – znad morza w góry Prokletije

13.09.10 Wstajemy skoro świt, opuszczamy kwaterę i idziemy do jakiegoś monastyru, o którym przeczytał gdzieś Tomasz. Niestety nie udaje nam się znaleźć celu wędrówki. Idziemy zatem do Autobusovej Stanicy, by złapać autobus do Budvy. Gdy tam docieramy widzimy, jak Czech, który poprzedniego dnia mignął nam przy kotorskiej starówce, zatrzymuje jakiś autokar. Skąd wiedzieliśmy, że to Czech? Miał przypiętą do plecaka małą, czeską flagę. Wracając do dworcowej scenki rodzajowej. Okazuje się, że nam również pasuje złapany przez Czecha autobus i  wsiadamy do niego.

Jedziemy do Budvy, położonej nad samym Adriatykiem, a nie jak Kotor nad zatoką. Będąc już na miejscu, usiłujemy w informacji turystycznej położonej na dworcu autobusowym, zdobyć jakąś mapkę miasta i okolicy. Niestety nic takiego tam nie mają. Informatory zawierają jedynie spis restauracji i hoteli. Samo miasto zwiedzamy krótko – zaglądamy na urokliwe, maleńkie stare miasto z wąskimi uliczkami. Niestety sightseeing z ciężkimi worami nie należy do najwygodniejszych i najprzyjemniejszych. W szczególności, że po za starówką w Budvie w sumie nie ma nic ciekawego, gdyż jest to typowy, spory ośrodek turystyczny, nastawiony na plażowiczów i imprezowiczów.

Klimatyczna starówka w Budvie

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Takie tam niedrogie stateczki

SONY DSC

Postanawiamy z Tomaszem opuścić Budvę i udać się do Baru – największego, czarnogórskiego portu (największego portu byłej Jugosławii). Znajduje się tu również ostatnia (lub początkowa, zależy z której strony na to spojrzeć) stacja kolejowa, łącząca Czarnogórę z resztą Europy. Niestety Bar poznajemy od jego silnie przemysłowej części, więc czujemy się na dzień dobry mocno odstraszeni. Wtedy nie wiedzieliśmy, że tuż obok znajduje się perełka regionu, czyli ruiny Starego Baru, położone u podnóża pięknego pasma Rumija. Ale nic straconego, powrócę tam w 2012.

Póki co decydujemy z Tomaszem, że nadmorskie wędrowanie nie jest nam pisane, więc postanawiamy udać się w góry, które polecił nam nasz bułgarski przyjaciel ze schronu Konczeto. Chcemy jechać w góry Prokletije, czyli pasmo leżące na granicy czarnogórsko – albańskiej. Plan był prosty – dostać się do Plav leżącego nad Plavsko Jezero, później do Gusinje, a na koniec do Doliny Grbaje.

Na dworcu kolejowym, w kolejce do kasy widzimy znajomego Czecha. Uśmiechamy się do niego, on do nas i tyle. Kupujemy z Tomaszem bilety za 7.40EUR z Baru do Kolasina. Jazda pociągiem w Czarnogórze to niezapomniane wrażenie. Kolej poprowadzona jest wysoko w górach, ciągle jedzie się przez tunele, by tylko na chwilę wychylić się na widoki.

Widoki z pociągu

SONY DSC

SONY DSC

Wysiadamy na dworcu w Kolasinie i jakie jest nasze zdziwienie, gdy oprócz nas pojawia się tam też nasz Czech. Jak się za chwilę okaże, ma on takie same plany, jak i my, czyli właśnie góry Prokletije. We trójkę, z pomocą tubylców trafiamy na dworzec autobusowy. Do Plav mamy autobus dopiero za dwie godziny, czyli o 16:50. Czech postanawia dostać się tam na stopa, więc nas opuszcza. My z Tomaszem robimy zakupy, posilamy się, żłopiemy kawę oraz zbieramy informatory o tutejszych górskich regionach z informacji turystycznej.

Jedyne zdjęcie z Kolasina

SONY DSC

Wracamy na dworzec autobusowy. Jakieś 10minut przed odjazdem, widzimy jak znajomy Czech biegnie w naszą stronę. Okazało się, że owszem, złapał stopa. Problem polegał na tym, że droga, którą zaczął jechać, jest nieprzejezdna. W efekcie musiał biec 5km z powrotem do Kolasina.

We trójkę wsiadamy do autobusu i za 7EUR od osoby (5EUR ze zniżką studencką) jedziemy do Plav. Praktycznie cała droga mija nam na wspomnieniach i górskich opowieściach. Czech okazał się być kolejarzem i zjeżdża Europę pociągami, gdyż ma spore zniżki, a czasami jeździ za darmo. Pokazał nam swoje zdjęcia z Alp, w których był w tym roku.

Do Plav docieramy, gdy już się ściemnia. Podczas debaty nad wzięciem taksówki i zaproponowania 15EUR za przejazd do doliny Grbaje, pojawia się kierowca autobusu i proponuje nam podwózkę do naszego punktu docelowego, w zaproponowanej przez nas cenie. Po chwili zjawia się jego znajomy, który wpakowuje nas do samochodu i po 30min jazdy jesteśmy 1500m od albańskiej granicy, obok Eko Katun Grbaje, miejsca polecanego przez znajomego Bułgara. Wchodzimy do środka, a tam wita nas paru brodatych gości, w kącie stoi strzelba. Moja pierwsza myśl: „Jezus Maria terroryści. Uciekajmy stąd.” Po chwili okazało się, że jeden z brodaczy to właściciel przybytku. Wraz z resztą obsługi zatroszczyli się o to, abyśmy wybrali jak najlepsze miejsce na rozbicie namiotu (2EUR od osoby za noc), pokazali gdzie są toalety i prysznic. Jedno z pierwszych pytań jakie zostało mi zadane przez jednego z gości z obsługi było to, czy mam facebooka. Kurde, praktycznie koniec świata, noc, a tu takie przyziemne tematy mnie dopadają. Cóż… Nasz Czech spotyka tam swoich rodaków i z nimi jedzie na nocleg.

My wypijamy po piwku  za 1.2EUR i udajemy się na odpoczynek. Kiedy kładziemy się do namiotu, zaczyna nas niepokoić jakiś dziwny dźwięk: chrobotanie połączone z drapaniem. Mamy mysz! Przekopujemy nasze rzeczy, sprawdzamy wszystkie namiotowe zakamarki, ale wrednego gryzonia nie ma. Idziemy spać z nadzieją, że mysza nie dorwie się do naszego jedzenia.

14.09.10 O 6 rano budzi nas Czech. My jednak stwierdzamy, że nigdzie się nam nie spieszy, w szczególności, że bez mapy nie chcemy ruszać się w góry. Kiedy w końcu wychodzę z namiotu, prawie padam na twarz z wrażenia (dodam też, że było okropnie dużo rosy i trawa była śliska). Wczoraj nie było widać gór, ale dzisiaj. WOW! To mój jedyny komentarz. Po prostu szok, co za piękno!

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Kiedy oboje wyszliśmy już z szoku, koło 10 wyruszamy spacerem do Gusinje. Wcześniej Tomek dowiaduje się u gazdy, że w Plav znajduje się informacja turystyczna, w której można zakupić mapę. Do Gusinje idziemy malowniczą, ośmiokilometrową trasą. W miasteczku łapiemy płatnego stopa do Plav. Tam, obok domu kultury, znajduje się Turystyczna Organizacja (od przystanku autobusowego należy iść w górę, po 5minutach, po prawej stronie, obok białego budynku domu kultury, znajduje się drewniana chatka Organizacji Turystycznej). Kiedy tam docieramy, nikogo nie ma, ale po chwili odnajduje się pracownik, który sprzedaje nam mapy Proketije (4EUR). Dowiedzieliśmy się również, że jeśli chcemy przekroczyć granicę z Albanią, to musimy zameldować się u straży granicznej.

W drodze do Gusinje

SONY DSC

Zaopatrzeni w mapy i dawkę wiedzy, idziemy do eleganckiej kawiarni na cappuccino (1.6EUR za kawę z gałką lodów, takie ceny to ja rozumiem). Później usiłujemy złapać autobus do Gusinje, co według miejscowych jest niemożliwe – musimy wziąć taksówkę. Kiedy proponujemy taksówkarzowi, że damy mu 4EUR za podwózkę do Gusinje, ten upiera się przy 5EUR, więc nie korzystamy z jego usług. Idziemy powoli drogą w kierunku Gusinje. Przy okazji zaglądamy do źródeł rzeki Lim. Gdy wracam z powrotem na drogę, udaje nam się zatrzymać szkolny autobus i za 1EUR od osoby jedziemy z chmarą dzieciaków do Gusinje. Stanowimy dla nich nie lada atrakcję.

Atrakcja Plav – dziwne budynki

SONY DSC

Plavsko Jezero

SONY DSC

Po dotarciu do celu, udajemy się na komisariat policji. Tam dowiadujemy się, że ostatni posterunek straży granicznej jest w Vusanje. Jest to cenna informacja, w szczególności, gdybyśmy chcieli zdobywać króla Prokletije czyli Maja e Jezerces, znajdującego się po albańskiej stronie. Zostajemy jednak wpisani do policyjnej księgi, gdzie jak udało mi się dojrzeć, zameldowanych było sporo obcokrajowców, ale głównie Czechów. Generalnie panowie policjanci byli bardzo sympatyczni i pomocni.

W Gusinje

SONY DSC

Po załatwieniu kwestii formalnych, idziemy na piwo. Knajpek w Gusinje jest pod dostatkiem. Siadamy przed jedną z nich i zamawiamy po zimnym browarze. Niestety wszędzie sprzedawane są tylko butelki o pojemności 0.33l. Lepsze to niż nic. Gdy tak sączymy pierwsze piwko, skąpo ubrana kelnerka przynosi nam kolejne butelki. Gdy mówimy, że jeszcze nie zamawialiśmy drugiej partii, stwierdza, że to od gościa siedzącego w środku. W efekcie wypijamy po 5 piw, z czego płacimy za jedno. Nasz dobroczyńca w końcu wychodzi z knajpki, my zaczynamy mu dziękować, na co on stwierdza (cytat oryginalny) „We are the same. I am refugee, you are turists. We all people, we are the same.” Trochę nas z Tomaszem zatkało. Szybko nas jednak odetkało, gdy dostaliśmy kolejne dwa piwa od panów siedzących przy stoliku obok. Prawdopodobnie Czarnogórcy myśleli, że upiją nas tymi małymi piwkami. Zapomnieli chyba, że jesteśmy Polakami 😉 W każdym razie siedząc tam, zaobserwowaliśmy jeszcze jedną rzecz. Wszyscy faceci jakoś dziwnie mi się przyglądali. Kurde przecież się nawet ostatnio myłam, więc o co chodzi? Później jednak nas olśniło – w knajpkach nie było żadnych kobiet (oprócz naszej skąpo ubranej kelnerki). Rejon ten jest silnie muzułmański, kobiety chodzą w chustach na głowie, a ja stanowiłam wyjątek. Do tego siedziałam w knajpie z facetem i piłam piwo. Szok!

W końcu zmywamy się z pubu, gdyż lokalni darczyńcy piwa, chcieli abyśmy skorzystali z ich ofert noclegowych. Po drodze do naszego Eko Katunu robimy zakupy. Gdy już wracamy widokową trasą przez dolinę, zgarnia nas samochodem znajomy gazda, mający już za pasażerów dwójkę czeskich turystów (cóż za zaskoczenie).

SONY DSC

SONY DSC

Na miejscu spotykamy się z naszym Czechem, który tego dnia przemierzył trasę graniową. Wieczór spędzamy z Czechami, pijąc rakiję z herbatą (0.7EUR za kieliszek Rakiji).

W Katunie

SONY DSC

Kładąc się do namiotu znów słyszymy grasującą gdzieś mysz. Kolejne przekopywanie namiotu i nagle słyszę: „Ruda…to nie mysz, to moja mata samopompująca.” Okazało się, że w macie zrobiła się dziura i to ona wydawała te chroboczące dźwięki. Dawno się tak nie uśmiałam!!

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Bałkany 2010. Część 10 – znad morza w góry Prokletije

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s