Bałkany 2010. Część 3 – deszczowy Piryn

Wpis ten dedykuję Tomaszowi i „małym stożkom usypiskowym”!

4.09.2010 Ten dzień w moim dzienniku wyprawowym określiłam jako „Pierwsze Rysy”, choć tak naprawdę wspięliśmy się na większą wysokość, niż ma nasz tatrzański szczyt.

Poranek jest szary, z nieba siąpi jakieś nie wiadomo co i ogólnie jakoś z trudem przychodzi mi uświadomienie sobie, że wczoraj była lampa. Podczas śniadania, czarno – biały kot, rezydent schroniska, usiłuje dobrać się do naszego posiłku. Kiedy ta sztuka mu się nie udaje, zwija się w kłębek na moich kolanach, skutecznie uniemożliwiając mi spakowanie plecaka. Czytaj dalej

Reklamy