Kianka Expedition

Dziś chciałabym Wam „kogoś” przedstawić. Od ponad dwóch lat jest to chyba najważniejsza postać moich i Marka bałkańskich wojaży. Niektórzy mieli okazję ją poznać, inni znają ją choćby z „fanpejdża” na facebooku, z którym połączyłam tego bloga. Chodzi oczywiście o Kiankę, czyli nasz uniwersalny, podróżniczy samochód.

Kianka czyli Kia Picanto ma 8 lat, co oznacza, że narodziła się w 2005 roku. Wcześniej towarzyszyła mojej mamie, która od zawsze twierdziła, że jej mały samochodzik ma kolor niedojrzałego banana. Ja miałam w tym temacie odmienne zdanie, co zazwyczaj kończyło się rodzinną kłótnią na temat znajomości nazw kolorów. Jednak od niedawna doceniam kiankowe ubarwienie, które przydaje się w szczególności podczas biwaków na dziko. Kianka trafiła do mnie i do Marka ponad dwa lata temu i od tego momentu zaczęła jeździć na większe dystanse niż tylko trasa dom – praca – dom. Początkowo podróżowała z nami głównie po Polsce, aż do kwietnia 2012 roku, gdy postanowiliśmy zabrać ją na Bałkany. W ten sposób narodziła się Kianka Expedition.

Jadąc na miesięczną wyprawę samochodem, zawsze trzeba mieć z tyłu głowy myśl, że coś może się w aucie zepsuć. Kianka okazała się być wyjątkowo cierpliwym i bezawaryjnym stworzeniem. Było to o tyle istotne, że na Bałkanach większość dróg po jakich się kręciliśmy, nie prezentowała najwyższego standardu. Okazało się również, że Kianka to prawie samochód terenowy. Dzięki swojemu dość wysokiemu zawieszeniu, jak na tak małe auto, potrafiła pokonać naprawdę hardcorowe drogi.

W 2012 roku naszą podróż zaczęliśmy w kwietniu, a skończyliśmy na początku maja. Założeniem wyprawy było to, aby zobaczyć jak najwięcej, za jak najmniej. Idąc tym tropem, oszczędzaliśmy na czym się dało. Oczywiście Kianka musiała coś jeść, więc jej pożywne paliwo stanowiło nasz główny wydatek.  Fakt faktem Kianka jako rasowa kobieta, musi dbać o linię, więc jej średnie spalanie  wynosi od 4.5 do 6l/100km. Koszty cięliśmy również na jedzeniu (sporo wzięliśmy z Polski) i na noclegach. Kiedy tylko była taka możliwość spaliśmy w namiocie, jednak większość nocy spędziliśmy w naszym „przestronnym camperze” jakim stała się Kianka. Po powrocie mało kto chciał nam uwierzyć, że w naszym samochodzie dało się wyspać, a co więcej, że przy ilości rzeczy jaką mieliśmy, byliśmy w stanie położyć siedzenia. Fakt faktem każdorazowo, gdy kładliśmy się spać w Kiance, trzeba było dokonać działań ekwilibrystycznych związanych z układaniem bagaży w środku, ale po pewnym czasie doszliśmy do całkiem niezłej wprawy. Co ciekawe, praktycznie zawsze gdy zaczynaliśmy szukać miejsca na nocleg, odnajdywaliśmy tak niesamowicie widokowe miejsca, że nie żałowaliśmy decyzji o cięciu kosztów. Dzięki temu niemal codziennie budziliśmy się z widokiem na góry lub morze. Dzięki specyficznemu kolorkowi, nasze autko bardzo ładnie wtapiało się w zielone otoczenie, dzięki czemu śpiąc nawet przy ruchliwych drogach byliśmy raczej niezauważalni.  Kianka dawała nam nie tylko wolność podróżowania, ale także możliwość spania gdzie tylko chcieliśmy. Czasami nocowanie w samochodzie dostarczało niezapomnianych wrażeń, gdy np. ktoś w środku nocy nas odwiedzał. Ale o tym opowiem przy innej okazji, jaką będą albańskie opowieści.

Muszę przyznać, że Kianka stała się trochę takim symbolem naszych podróży i swoistą maskotką. Na Bałkanach wzbudzała zainteresowanie, w szczególności, że będąc tam w kwietniu wchodziliśmy w skład niewielkiej grupy turystów, jaka kręciła się po tamtych terenach. Co więcej pojawiała się w takich miejscach, do których najczęściej docierały samochody nieco bardziej terenowe. Czasami miała problemy by skądś się wydostać, ale od czego jest jazda na wstecznym? W 2013 roku Kianka znów odbyła bałkański wojaż i znów sprawowała się bardzo grzecznie, nawet kiedy podczas wyjeżdżania z „Naszej Dzikiej Plaży” w Albanii, przywaliła w kamień.

Żeby nasz dzielny samochód nie wpadł w samo zachwyt to powiem też o paru jego wadach. Mimo, że często padał na Kiankę deszcz, to jakoś nie chce urosnąć i stać się dorosłą żabą.  Teoretycznie dla naszej dwójki nie potrzebny jest większy samochód, ale z pewnością przydałoby się auto bardziej terenowe. Były takie miejsca, gdzie chcieliśmy dojechać,  jednak przez wzgląd na Kiankę musieliśmy sobie odpuścić. Kia jako marka samochodu nie jest zbyt popularna na Bałkanach, więc nie chcieliśmy sprawdzać, czy da się ją tam naprawić. Kolejna sprawa, to fakt, że Kianka ma mało pojemny brzuszek, czyli bak. W zależności od terenu daje on nam ok. 500km zasięgu. O ile w Albanii, nawet na największych zadupiach są stacje benzynowe, o tyle w pozostałych krajach bywało z tym różnie, co zawsze trzeba było mieć na uwadze. Kolejna, niewielka wada Kianki, to brak klimatyzacji. Napisałam niewielka, gdyż jak do tej pory obywaliśmy się bez niej i jakoś żyjemy.

Dzięki naszym wspólnym podróżom Kianka przejechała już 84000km, z czego z moją mamą jakiś niewielki procent. Tak sobie myślę, że kiankowych ekspedycji będzie jeszcze kilka. A póki co zostawiam Was ze zdjęciami naszego dzielnego samochodu.

Noclegi wszelakie

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Kiankowy tatuaż podróżniczy

SONY DSC

Kianka wzbudzała zainteresowanie miejscowych

SONY DSC

Kiankowy camper

SONY DSC

Kianki spojrzenie na świat

SONY DSC

SONY DSC

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kianka Expedition

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s